Ohayo minna~
Oto i troszkę spóźniony FanFick na święta~! Wybaczcie, nie wyrobię się ze wszystkim przed rokiem 2014, chociaż bym bardzo chciała ;^;
Pojutrze wyjeżdżam na sylwestra do Ryuu-chiki, razem z Michau-chiki i Nati-chiki~ Będziemy ślicznie świntuszyć u niej i jej chłopaczka >;33 Poleje się szampan, itd.~!
Fanfick jest z SnK, Riveren XD Sorry, nie mogłam się pohamować XD
Więc nie przedłużając Nai-Nai-chiki zaprasza was do czytania~ <3
A oto i śliczny słodziaczek na pocieszenie XD
Delikatna
miotełka do kurzu poruszała się z gracją i wdziękiem, trzymana
przez niewysokiego bruneta o imieniu Rivaille. Miał zawiązaną
chustkę na twarzy i włosach, biały fartuch, a pod spodem mieściło
się zwykłe umundurowanie członka zwiadowców. Levi zorganizował
dziś dzień dobroci dla zwierząt, więc gdy pozostali członkowie
grupy do zadań specjalnych siedzieli sobie w salonie i popijali
herbatkę, on miał za zadanie sprzątnąć pokój Petry i Erena.
Wywarczał coś pod nosem, zdejmując porcelanowego Mikołaja z półki
dziewczyny i przyglądając się jej bez ukrywanej odrazy.
-
Obrzydliwe. - fuknął, rzucając za siebie, celnie trafiając do
kosza. - Nie rozumiem dziewczyn...
- Kapralu Levi! - ni z tąd, ni
z owąd w drzwiach pojawil się komandor Irvin. Rivaille podniósł
swój wzrok na wyższego, próbując swym zirytowanym spojrzeniem
zniechęcić Go do poucznia jego zachowania. Niestety próba nie
powiodła się, a Irvin patrzył na niego tak samo twardym wzrokiem.
Brunet westchnął sciągając chustkę z twarzy.
- Nie jedynie
Petra jest dziwna. W pokoju wszystkich znajduje się taka figurka,
sam dawałem im ją do rąk własnych. Ciebie nie chciałem
denerwować. - mężczyzna podszedł do kosza i z lekkim obrzydzeniem
wyłowił stamtąd mikołaja, który zdążył już się ubrudzić
zieloną-mazią-niewiadomego-pochodzenia-ale-w-zapachu-zwiastującą-pleśń.
- Niedługo święta Kapralu, zapomniałeś o tym?
Blada twarz
Rivaille'a stała się jeszcze bledsza. No tak, święta! Jak mógł
o tym zapomnieć?! Ten dziwny dzień, w którym wszyscy się cieszą,
chodzą wszędzie gdzie popadnie, śpiewają kolędy, wróżą
przyszłość, ubierają choinkę, wmuszają w siebie zajebiście
wielką kolację i... Dostają prezenty!
- Czy to oznacza, że
muszę kupić drzewko, bombki, prezenty jakie sobie zażyczą i
jeszcze dodatkowo mnóstwo żarcia?! - prawie wrzasnął, wciąż
jednak ponurym tonem i podparł się o ścianę, ściskając w dłoni
rączkę od szczotki.
- A czy może oznaczać coś innego? - Irwin
uśmiechnął się kpiąco i wyszedł, nie dawając brunetowi nagadać
na niego, że "jest tępym chujem i amebą do siedmiu boleści,
a nawet pantofelek się śmieje z jego jakże wysokiego ilorazu
inteligencji".
- A niech to wszystko piorun trzaśnie. -
warknął Rivaille zaciskając zęby i pięści powstrzymując się,
aby nie skopać właśnie przeciwległej ściany. Postał tak jeszcze
chwilę, walcząc z samym sobą, aż w koniec sapnął cicho i
gniewnie omiatając spojrzeniem pomieszczenie, ruszył szybkim
marszem w stronę pokoju, w którym urzędowali właśnie pozostali
członkowie oddziału do zadań specjalnych.
/***/
Eren
siedział wyciszony w fotelu i wpatrywał się tępo w sufit. Śledził
wzrokiem o raz n-ty białe kwadraty powstające w wyniku krzyżowania
się ze sobą pojedyńczych linii. Stało się to niezwykle
interesującym zajęcem, ponieważ pozostała ludność znajdująca
się w tym pomieszczeniu, prowadziła zaskakująco nudną i
pozbawioną sensu rozmowę o polityce, w którą i tak nie wierzył.
I tak pojawiały się tam prawie wyłącznie zdania, typu "A
wiecie, że kiedyś był taki mały kraj, nazywał się "POLZGA"
i tam był facet, który prowadził "ŻONT", i on miał na
imię "TUZG", czy jakoś tak, i on był podobno
beznadziejny?". Czasem tylko ktoś mruknął, że to są tylko
jakieś bajeczki, ale w sumie wszyscy podjęli grę i podsuwali tak
beznadziejnie osoby, jakie prawdopodobnie w ogóle nie istniały.
Była wzmianka o "GOFINIE", że go z "PARTJI"
wykopali, o "GADŻYŃSKIM", że leciał "TUPOLEWEM"
i rozbił się o brzozę, o "HIDLEŻE", że rozpętał II
wojnę światową (zaraz...chyba teraz mieliśmy jakąś 18?) i wiele
wiele innych niestworzonych rzeczy.
Eren
miał świadomość, iż są to tylko bajeczki i prędzej czy później
kłamstwo wyjdzie na jaw. Westchnął zamykając oczy.
- Eren,
dobrze się czujesz? - usłyszał przy swoim uchu zaniepokojony głos
Petry, gdy nagle...
Drzwi otworzyły się z chukiem a cały
oddział spojrzał w stronę wkurzonego, potarganego i sapiącego
Leviego. Po plecach członków grupy przebiegły zimne dreszcze, a
wszyscy w ekspresowym tempie ustawili się w rządku, wykonując
salut i jednocześnie mówiąc "Dzień dobry psze Pana!".
-
Darujcie sobie te cyrki. - wysyczał przez zaciśnięte zęby Levi,
trochę się jednak uspokajając. - Komandor Irvin prosił o
niezwłoczne przekazanie wam, iż... - bezskutecznie próbując ukryć
zarzenowanie Rivaille odsapnął i zagryzł wargę – Macieee...
Napisać list do M-Mikołaja. - Levi odetchnął i spojrzał na
pozostałych.
Mina członków oddziału do zadań specjalnych,
była bezcenna. Zdziwienie, wymieszane z rozbawieniem. W końcu nie
na codzień widuje się zaczerwienionego i jąkającego się
Rivaille'a.
Gdy Levi zobaczył ich twarze, jego mina zmieniła się
gwałtownie na rozwścieczoną.
- Wyrobić się do jutra! -
wysyczał z nienawiścią i zatrzasnął drzwi.
Osoby stojące w
pomieszczeniu aż drgnęły od uderzenia. Między nimi zapadła
napięta cisza, a nikt nie odwarzył się przerwać jej choćby
szuraniem materiału.
/***/
- I CO JA MAM TU NIBY
NAPISAĆ?! - wydarł się Mike podirytowany faktem, iż siedział nad
tym już pół godziny. To obudziło z transu Erena, który nie miał
ani ochoty, ani weny, ani pomysłu jak napistać taki list.
Westchnąwszy cicho wstał od stołu i trzymając w dłoni pióro
zamoczone w atramencie oraz kartkę papieru, wyszedł z pomieszczenia
i ruszył schodami na górę, gdzie znajdował się jego pokój. Od
dawna zresztą nieużywany.
W
sumie Eren nie bywał tam prawie nigdy. Aż się zdziwił, gdy mimo
wszystich przeszkód, w potaci drugiego piętra podzielonego na dwa,
(każde z dwóch rzędów schodów, prowadziły do innej części
tego piętra) udało mu się wybrać właściwe schody, dotrzeć na
górę i otworzyć drzwi do jego pokoju. No tak, jedynie tam nie było
łóżka.
Opadł
zmęczony na krzesło i postawił kałamaż na biurku, obok kładąc
kartkę. Wgapiał się tępo w datę i niewielki tytuł obnoszący
uroczyście, iż list zaadresowany jest do samego Świętgo (Drogi
Święty Mikołaju~!). Westchnął odchylając głowę do tyłu.
Jeszcze chwila i eksploduje.
Aż sam się zdziwił, gdy na myśl
mu przyszło to, co tak naprawdę chciał sobie życzyć. Momentalnie
potrząsnął głową, wytrząsając niedorzeczną myśl. O to
poprosi już później, gdy będzie gotowy mentalnie.
"Ależ
ty jesteś gotowy czyż nie?"
Zmuszając myśl, aby odeszła
na drugi plan i wypchała swoją wkurzającą jadaczkę plątaniną
nerwów w mózgu chłopaka, zastanowił się nad inną
możliwością.
"Afe do tfo Sfiefefo Mifofaja, fych ie? (Ale
to do Świętego Mikołaja, czyż nie?)" Kusiła myśl. "On
fefo nie pfefyta! (On tego nie przeczyta!) Najfyfej komalfoh Ilfih,
ake hy fo fak fle? (Najwyżej komandor Irvin, ale czy to tak źle?)
Ufmieje fiem i pflupuje nakerofas (Uśmieje się i spróbuje
nakierować)... TFU!" Myśl wypluła nerwy z buzi. "I
spróbuje nakierować go na właściwy tok myślenia tak, aby on sam
do ciebie przyszedł i błagał o to..." Na twarzy myśli
pojawił się uśmiech. "Tak to bardzo dobry pomysł. Może
znajdziesz Go zapakowanego pod choinką, rozpakujesz, a on sam to
zrobi?"
Czerwony ze wstydu Eren potrząsnął głową tak, że
myśl boleśnie obiła sobie biodro.
"AUUUUUUUUUUUUU! No co
ty...?"
"Nie korć mnie!"
"Ale Ty tego
chcesz. Najwyżej dostaniesz coś innego."
"Taa!
Poobijane ciało i tydzień sam na sam z Hanji!"
"Ej, no
weź. On Cię nie pobije na Wigilię. Nie jest aż takim
potworem."
"Jest!"
"Nie, nie jest. Nie
znasz się."
Chłopak westchnął.
"Dobra"
Skapitulował. "Ale to tylko za to biodro."
"Nie
zapominaj – ja widzę twój umysł. Nie okłamiesz mnie. Skusiłam
Cię, a ty chcesz tego. Baaardzo."
"Niech Ci będzie,
przyznaję się..."
"Łiii~!" Myśl przytuliła się
do rdzenia mózgu i roześmiała się. "Dziękuję, dziękuję!
Kocham Cię!"
"Taa, ja Ciebie też..."
Eren
poczekał, aż myśl pożegna się z nim i pójdzie spać jak reszta
jego pomysłów. Westchnął i zaczął pisać, powoli uświadamiając
sobie, iż zaczyna chyba cierpieć na poważną Schizofrenię.
/***/
