środa, 21 stycznia 2015

»1« Black Mirror

» Hejos! Mam dla was pierwszy rozdział Black Mirrora ^Г^ Po długiej przerwie postanowiłam wreszcie coś dodać. Wybaczcie, ale nie mam za bardzo czasu na pisanie ^^" Rozdział bardzooo baaaaardzo krótki.
Mam nadzieję, że się spodoba!
Pjona!

Kise niczym churagan wpadł do pokoju i uczepiwszy się mojej szyi spojrzał wzrokiem tak smutnym i wystraszonym, jakim może patrzeć tylko przejeżdżany przez samochód jeż.
- Aominecchi! Aominecchi! Na niebie są takie dziwne kreski! Coś się dzieje! - pisnął tonem iście sarenkowym.
- Pewnie znów przestraszyłeś się śladów po samolotach. Samoloty nie gryzą, debilu. - spojrzałem na niego znad lektury i uniosłem czarną brew. Mimo że w Czarnym Zwierciadle niby nie brakowało pieniędzy, a wszystkiego było pod dostatkiem, na sam start w przyszłościowym świecie dostałem tylko małą kawalerkę, którą musiałem dzielić z losowo wybranym człowiekiem. Tyle dobrego, że wypadło na tego w swój sposób uroczego blondynka, a nie jakiegoś starego nołlajfa.
- Ale to nie są samoloty! - upierał się przy swoim chłopak, dodatkowo tupiąc nogą - One nie zostawiają za sobą wielkich, czerwonych smug!
Na wieść o czerwonych szlakach coś mnie tknęło, jakby jakiś duch dyszał mi w kark. Już kiedyś coś takiego przeżyłem. Tuż po przeprowadzce do cyfrowej rzeczywistości, czerwone wstęgi przecinały niebo, coraz bardziej się zmniejszając, aż w końcu zostały po nich tylko małe paseczki. Do dzisiaj znajdowały się one na niebie w niezmienionej formie.
- Pokaż mi to - mruknąłem i wstałem z fotela, biegnąc szybko na taras. Tak jak podejrzewałem - wcześniej zanikające kolorowe pasma teraz zaczęły na nowo pęcznieć i nabierać barw. Niebo wyglądało jakby zaczynało pękać. Podrapałem się po głowie i spojrzałem na ekran skromnego telewizora. Pani z wiadomości opisywała niezwykłe zjawisko, jako pokaz zorganizowany przez państwo, jednak jej mina wyrażała głęboki przestrach. Zmarszczyłem brwi. Coś mi tutaj wybitnie nie pasowało.
- Ryota, sprawdź w książce "Black Mirror" coś o uszkodzeniach zewnętrznych - spojrzałem na niego poważnie. Chłopak widząc mój surowy wzrok od razu popędził po grube tomiszcze i otworzył na odpowiedniej stronie.
- Jeśli obudowa komputera zostanie dogłębnie wgnieciona lub przedziurawiona, twardy metal prawdopodobnie uszkodzi wewnętrzną osłonę. To może dopuścić do wdarcia się zbyt dużej ilości radioaktywności, przez co nałożone w niektórych miejscach liście i inne płaty roślinne zaczną mutować. Skończy się to w najlepszym przypadku zmianą tekstury niektórych przedmiotów w Black Mirrorze, lecz może także doprowadzić do przymusowej ewakuacji, chyba że Ratownik naprawi usterkę... Aominecchi, chyba nie myślisz, że jest coś na tyle silnego, aby wgnieść obudowę?! - spytał przerażony. Pokręciłem głową.
- Wcale tak nie myślę. Ale skoro jest to możliwe, to najpewniej rzeczywistość wygląda teraz jak nic. Kto wie, czy ściany wszechświata nie zaczęły się zwężać, a ziemia jest właśnie w chwili zderzenia z marsem? - powiedziałem do siebie, patrząc w niebo. Za otwierającymi się coraz szerzej szparami widać było już tylko czerwony bezkres.

środa, 31 grudnia 2014

Szczunścia i pomyślności ♥

 » Hejos!
 Jestem beznadziejna w składaniu życzeń, ale w końcu zebrałam się w sobie i postanowiłam wynagrodzić wam moją nieobecność pisząc wierszyq :D Nie zapomnijcie o blogu hetero, blogu yuri & yaoi i niedawno założonym fappejdżu, na którym możecie zdradzać mi swoją tożsamość, abym was porwała do domu i zgwałciła >:3.
 Więc cóż... Zapraszam.
 Pjona!
 PS: Tym razem bez słowa klucz. A co. «

 Czy jest coś lepszego, niż raz do roku
otworzyć szampan lub nalać soku?
No jasne, że jest! Lecz czy pomyśliłeś,
że wroga swojego dziś nie zabijesz?
 Radość niech wstąpi znów w wasze serca!
Niech kac poranny się w głowy wwierca!
Niech Ci, co zwykle kaca nie mają,
żołądek swój cały do muszli zwracają!
 Niech niezdrowe chipsy, te ostre ziemniaki,
dnia następnego się dadzą we znaki!
A dzika impreza niech trwa do rana,
byś się obudził u boku pawiana!

 Szczunśliwego Nowego Roku!
Życzy Milciaxxa i Wen u boku ♥.

środa, 17 grudnia 2014

»5« Bo nie każdy jest osiągalny

 » Siemaneczko ziomeczki! Co tam u was słychać?
 Wiem, że zaczęłam nowe opowiadanie i wypadałoby coś z niego dodać, ale jakoś pisanie BNKJO sprawia mi więcej frajdy :3. Nie mówię, że tamtego nie będę zamieszczać, co to to nie :DD.
 Ale cóż. Robię sobie teraz przerwę świąteczną, ale tak jak obiecałam - powraca opowiadanie "Świąteczna Gorączka"! Czekajcie!
 I na prośbę mojej facebookowej koleżanki wpisuję słowo-klucz - kotołak. Yaoi kotołak. Ponieważ podczas szukania nie mogła znaleźć mojego opowiadania XDD.
 Jak się nudzicie, możecie zajrzeć na blog hetero. Doomo~ ^^
 Więc tak. Zapraszam!
 Pjona!
 PS: Komentarze się całują, proszę przeszkadzać i komentować! :D «

 EDIT: Zapomniałam dopisać - Marry Christmas!

 DOBRA. OKEJ. MIARKA SIĘ PRZEBRAŁA.
 Miałem nadzieję, że nie będę musiał o tym pisać, że zachowam to w tajemnicy, że będzie fajnie i w ogóle...
 No ale jak zwykle się przeliczyłem. Otóż ja, Mikado Kyoji uroczyście oświadczam, że jestem totalnie aspołecznym patafianem, który nie umie podejść do człowieka i spytać go o drogę. Bo jak nazwiecie kolesia, który już drugi pierdolony dzień męczy się w akademii Czarnego Słońca i zna tam bliżej tylko JEDNĄ osobę?! No jak?!
 Tak. Mój telefonik jest smutnym telefonikiem, bo nie zjadł dziś jeszcze żadnego numeru. Biedactwo.
 W każdym razie wałęsałem się po szkole coraz bardziej tracąc wiarę w siebie, bo moja po części nieśmiałość i po części chęć odseparowania się od innych nie pozwalała mi się zbliżyć do jakiegokolwiek ucznia naszej drogiej szkoły. Jak podchodziłem do świeżo uformowanych grupek, te obrzucały mnie tylko ponurym spojrzeniem i oddalały się w popłochu szepcząc coś między sobą. A do dresów, grubasów i no-lifów wolałem nie podchodzić. Ich zapach mnie przytłaczał. Czułem się wtedy jak taki zagubiony kotek, którego trzeba uratować.
 Właśnie! Co się stało z moją kocią częścią? Magicznie zniknęła, rozpłynęła się w powietrzu?
 Gówno prawda!
 Nic się z nią nie stało! Uszka i ogonek były na swoim miejscu i na razie nie miały zamiaru mnie opuszczać (powtarzam się, wiem). Teraz niemiłosiernie swędziały mnie ukryte dyskretnie pod ubraniami. Choć nie lubię nosić dzwonów na nogach, Kenta mnie do tego namówił.
 Właśnie. Kenta. Co z nim?
 Rozejrzałem się dookoła, ale skurczybyka nigdzie nie było. Cóż, może poszedł już do klasy? Nie minęła minuta a z powrotem byłem pod salą od Japońskiego, jednak nie znalazłem go i tam. Podrapałem się delikatnie po głowie. Gdzie on się podział?
 Nagle coś jakby mnie olśniło, gdy nieświadomie w sumie westchnąłem przez nos. Zapach! Czułem jego zapach! Ucieszony klasnąłem w dłonie tańcząc w serduszku czaczę i starając się wyczuć słodką woń jego skóry zacząłem krążyć w koło. Pewnie wyglądałem teraz jak pies tropiący.
 Wreszcie! Znalazłem! Nie zważając na to, że zachowywałem się jak pajac i pewnie swoim kretyńskim zachowaniem zwabiłem spojrzenia tysiąca przechodniów, ruszyłem przed siebie starając się nie zgubić zapachu. Jednak po minucie chodzenia nagle coś mnie zamurowało.
 To nie był jego zapach.
 Znaczy był, ale w jakimś stopniu wymieszany z jakimś innym. Tak jakby przebywał z kimś, kogo znam, kto posiada bardzo podobną woń, ale nie identyczną... Taką jak ma... Pan Saji?
 Jednocześnie przestraszony i zaintrygowany powoli zbliżyłem się do drzwi, zza których wydobywał się ich zmieszany zapach. Ucieszony spojrzałem na powieszoną krzywo tabliczkę, która zdążyła już podrdzewieć.
- Składzik? - przeczytałem zdziwiony i podrapałem się w głowę. Co do cholery mogą robić tam uczeń i nauczyciel razem? Może Kenta zaczął już się podlizywać gronu pedagogicznemu i zatrudnił się w godzinach porannych jako pan woźny?
 Chwyciłem za klamkę i właśnie miałem ją naciskać, gdy doszedł do mnie niepokojący jęk. Zmarszczyłem brwi. Co jest? Czyżby mój kolega i ten nauczyciel właśnie...
 Odskoczyłem na odległość metra. Całą twarz miałem czerwoną jak dojrzałe jabłka i oddychałem niespokojnie. Nienienienienienienie! NIE!
- ...nie...
 Co? Byłem pewny, że coś usłyszałem... Podszedłem mimowolnie bliżej i przyłożyłem delikatnie ucho do drzwi, sprawdzając swoją teorię. Dochodziły do mnie dźwięki przyciszonej rozmowy.
- ...że to nienormalne.
- Ale co ja mam zrobić? Zresztą sam pracujesz w tej szkole, nie mów mi, że to nienormalne.
- Ja się z tym przynajmniej kryję.
 Bezszelestnie przysunąłem się jeszcze bliżej. O czym oni rozmawiają?
- Tak, tak. Widziałem już jak się kryjesz. Patrzysz na niego jak na smakowity kąsek.
- Bo tak pięknie pachnie... Sam przecież go wąchałeś, jego woń jest jednocześnie niczym z nieba i piekła. Sam zresztą pewnie ledwo się powstrzymujesz, aby nie wypić jego krwi, wampirze.
 Co? To pan Saji wie wampiryźmie Kenty? Ale jak?
- Nie mów tak do mnie. Co to był w ogóle za układ? Dlaczego miałem się z tobą przespać, żebyś go zostawił?
 Mimowolnie zaczerwieniłem się jeszcze bardziej. A więc to prawda!
- A ty? Czemu tak zależy ci na jego krwi?
- Nie chcę jego krwi! - przez jego krzyk zabolały mnie uszy, skryte pod czapką z daszkiem. Cicho syknąłem. - Mikado jest też moim przyjacielem!
 OMG.
 Teraz dosłownie, ZATKAŁO KAKAŁO.
 Czyli oni przez cały czas rozmawiali o mnie? Że co?!
 Czyli Kenta zgodził się na ten jakże romantyczny seks pośród środków czyszczących, mopów i past do podłóg, aby mnie ochronić?
 Aż przez chwilę miałem łzy w oczach. Takiego przyjaciela to tylko pozazdrościć!
- Przyjacielem? Czy tylko chodzącym pojemnikiem na świeżą krew, hmm?
- Zamknij się!
- A może... kimś więcej?
 Wstrzymałem oddech. Za drzwiami składzika nastała cisza, która trwała prawie całą wieczność.
- ...może.
 Moje serce zabiło szybciej. Czy ja... Jestem dla Kenty kimś kogo kocha? Kimś kogo chce posiadać na własność? Kimś z kim chce pozostać na zawsze?
 Kimś więcej?
 Czemu ta informacja jednocześnie tak mnie szokuje i cieszy? Czemu mój oddech jest tak niespokojny? Czemu moje serce nie chce przestać tak walić?
 Czy ja go... lubię? W sensie bardziej niż przyjaciela?
 Właśnie to pomyślałem, gdy drzwi składzika otworzyły się gwałtownie, a ja spotkałem zaskoczone spojrzenie Kenty, którego policzki stawały się coraz bardziej czerwone.
- EEEEH?! - krzyknął na cały głos, po chwili zatykając sobie usta dłońmi. Odwróciłem wzrok na pobliską ścianę, której faktura wydała mi się teraz wyjątkowo interesująca. - C-c-c-c-c-c-co ty tu robisz?!
- Stoję. - odparłem wyjątkowo spokojnie.
- Od jak dawna?
- Od... wystarczającej ilości czasu.
- A... jak tu trafiłeś?
- Po zapachu. - wskazałem na swój nos.
- Ach... Więc... Po co tu jesteś?
- Szukałem cię.
- No... dobrze.
 ...Ale wpadłem!

»•»♥«•«

 Wracaliśmy do klasy w nieznośnej ciszy. Było już dawno po dzwonku, więc nasze kroki odbijały się od ścian, a to tyko potęgowało wrażenie megadługości korytarzy - wydawało się, że idziemy w nieskończoność.
- Wiesz... - powiedział Kenta, przerywając milczenie. Spojrzałem na niego z ukosa. - Nie miej o mnie złego zdania, po tym co zrobiłem... Gdybym nie... no wiesz...
- ...uprawiał z nim dzikiego seksu w szkole? - podsunąłem ironicznie.
- No... - dziwne... Myślałem, że się zezłości... - To byłbyś już śpiący z pradziadami, że tak powiem...
 Zdziwiłem się. Niby coś tam o tym mówili, ale...
- Czemu? Coś mi zagrażało? - spytałem głupio.
- No a jak myślisz?
- ... - nie odpowiedziałem. Kenta westchnął cicho i pokazał za siebie palcem.
- Tamten koleś to wilkołak.
 ...co?
- Możesz powtórzyć? - aż stanąłem w miejscu z wrażenia.
- Mikuś, nie przesłyszałeś się. Pan Saji jest wilkołakiem.
 Wpatrywałem się w jego poważną twarz szeroko otwartymi oczami. Jak to? Najpierw demony, wampiry, a teraz wilkołaki?! Co tu się kurwa dzieje?!
- To dlatego ma tę czapkę?
- Tak. Jak i również ty - skrywa pod nią uszy.
 Aach... Ale chwila...
- Ale w jaki sposób to miałoby mi zagrażać? - spytałem nieco podejrzliwie.
- Wilkołaki są znane z tego, że zjadają ludzi pod postaciami potworów. Mogą kogoś zarazić wilkołactwem przez pogryzienie i wpuszczenie do krwi ofiary swojej krwi. Tak samo jak my - wskazał na siebie - popełnili jakiś określony grzech w przeszłości i muszą go odpokutować. Nie wiem, czy wiesz, ale czysta krew wbrew pozorom nie smakuje dobrze. To jak kasza bez sosu.
- Aha. Ale co to ma do mnie? - spytałem się cicho.
- Właśnie do tego dążę. Ponieważ jesteś demonem, twoje ciało i krew automatycznie są skażone. Ale ponieważ nikogo nie pobiłeś jeszcze nikogo, ani nie zabiłeś twój zapach jest po prostu idealny. Przebywając w twoim towarzystwie trudno mi się powstrzymać od ciągłego wąchania ciebie. - Zarumieniłem się mimowolnie, słysząc jego słowa. - Lecz nie mam nawet myśli o tym, aby cię wypić, ponieważ jesteś moim przyjacielem. Ale pan Saji nie uważa cię za nikogo więcej niż zwykłego ucznia, więc nie ma żadnych oporów, Właśnie dlatego musiałem zrobić... to z nim, żeby się od ciebie odczepił i nie próbował cię zjeść. Koniec.
 Mimo iż już wcześniej usłyszałem te wyznania zza drzwi, powiedzenie przez niego mi tego prosto w twarz jeszcze bardziej mnie wzruszyło.
- Kenta~! - załkałem i przytuliłem się do jego ciepłego torsu. Od razu delikatnie objął mnie swoimi bezpiecznymi ramionami i pogłaskał po plecach. - Uwielbiam cię, wiesz?

poniedziałek, 10 listopada 2014

»4« Bo nie każdy jest osiągalny

 » Hejos ziomky!
 Dziś mam dla was czwarty już rozdział BNKJO! Akcja powoli się rozkręca, mam wrażenie, że trochę tu lania wody, ale co ja poradzę na mój styl pisania ;-;"...
 Jak to pisałam na kartkach, miałam wrażenie, jakby ten rozdział był szczególnie nudny. Niby coś tam wnosi do fabuły, ale jakoś tak... No nie pykło ;-;.
 No nic, mam nadzieję, że się spodoba! Tekst na 1069 wyświetleń specjalnie dłuższy!
 PS: Zapraszam jeszcze na bloga z yuri i yaoi, który piszę z moją koleżanką, Sophiją~ Na razie jeszcze nic na nim nie ma, ale pracujemy już nad pierwszym opowiadaniem~ :D
 Blog hetero~
 Komentarze piją herbatę i czekają na was~ ♥
 Papa~ «

 Po skończeniu gonitwy w końcu udaliśmy się do naszego wspólnego pokoju, a tam usiedliśmy na łóżku Kenty i zaczęliśmy spokojną i luźną rozmowę. Gadało mi się z nim dobrze jak z nikim innym - może przez bardzo podobne zainteresowania. Oboje paplaliśmy jak najebani o naszych ulubionych zespołach, czy anime. Nie sądziłem, że ten koleś może być otaku, ale gdy pokazał mi swoją mangową półeczkę omal nie zemdlałem.
 Niestety - kocie aspekty mojego ciała jak na razie dobrze się miały i najwyraźniej nie chciały zbyt szybko mnie opuszczać, więc Kenta miał niezły ubaw z oglądania scenek, jak biegam po domu i merdam ogonem na wszystkie strony, albo nastawiam uszy do dźwięku i zaciekawiony udaję się w stronę jego źródła.
 Jednak tak samo jak moja zwierzęca część zostało mi złote oko, o źrenicy pionowej jak u smoka, lecz na szczęście nie musiałem zakładać opaski ani szkieł kontaktowych - moi wszyscy znajomi wiedzieli, że często zmieniałem soczewki i pewnie uznają, że to kolejny wybryk w tę stronę. Wspominałem wcześniej, że wstydzę się swoich pomarańczowych oczu, jednak gdy Haikawa wspomniał o tym, że są śliczne, nie chciałem już ich zasłaniać. Dziwne, nie?
 Gdy przegadaliśmy już większość tematów zadzwonił dzwonek do drzwi.
- O, to pewnie mój brat! - krzyknął uradowany chłopak i poderwał się do góry po chwili odwracając się w moją stronę. - Chodź poznasz...! Go... - powiedział stopniowo wyciszając głos, gdy przesunąłem ogonem po jego ręce. Popatrzył na moje uszy w zastanowieniu i nagle zapaliła mu się lampka nad głową. No serio. Przypadkowo wcisnąłem włącznik.
- Załóż to! - wcisnął mi czapkę z daszkiem na głowę i upchnął ogon pod koszulkę w ten sposób, aby nie było go widać. Odsunął się i chwilę tak stał po czym westchnął i z powrotem wszystko wyjął na wierzch. - Nie wiem jak ty, ale ja myślę, że możemy pokazać Cię mojemu bratu. Przecież on też tutaj mieszka, a nie będziesz łaził po domu w czapce.
- No w sumie... To trochę boli. - powiedziałem niepewnie patrząc w jego oczy. Kenta zrobił mądrą minę i pokiwał głową. Mondrala się znalazł, pojeb jeden. Prychnąłem cicho i spojrzałem na niego z ukosa, jednak nie dane mi było na niego dłużej popatrzeć, gdyż porwał mnie w swoje ramiona.
- O MÓJ BOŻE, ALE JESTEŚ CUUUUUTE! Aww!
Już miałem mu przywalić, gdy dzwonek do drzwi powtórzył się kilka razy.
- Już, już! - Kenta uścisnął mnie po raz ostatni i pobiegł do drzwi. Jak takie duże dziecko, pomyślałem, po czym uśmiechnąłem się lekko. Słodziak.
 Wait. Muszę przestać tak o nim mówić. Rozumiem, frejndszip i serduszka, ale bez przesady.
 Właśnie... Przyjaciel? Czy tylko kolega?
 Z zaskoczeniem stwierdziłem, że chciałem, naprawdę chciałem zostać jego przyjacielem. Co było dziwne, bo jakoś nigdy nie byłem dobry w takich sprawach i zazwyczaj każdy chłopak bliżej poznany był dla mnie kolegą.
 Oprócz jednego.
 Bardzo szybko wyrzuciłem złe wspomnienia z głowy i poszedłem za chłopakiem do przedpokoju. Kenta otworzył drzwi na oścież i przywitał się ze swoim bratem okrzykiem "braciszku~!" i mocnym misiaczkiem. Dopiero jak chłopak puścił owego braciszka, mogłem go zobaczyć.
 Chłopak był nieco wyższy od Kenty, dobrze zbudowany, ale nie karykaturalnie. Włosy miał praktycznie takie same, tylko inaczej uczesane, a raczej delikatnie roztrzepane. Krótka grzywka zasłaniała co nieco ciepłe zielone oczy, okalane długimi rzęsami, między którymi znajdował się prosty, niewielki nos. Na jego ustach gościł szeroki uśmiech.
 Ubierał się w białe koszule i jeansy, na jego nogach widać było adidasy. Białe adidasy.
 Ale wiocha.
 Mężczyzna spojrzał na mnie nieco zdziwiony, później na mój ogon, którym nerwowo majtałem na boki i na złote oko, o pionowej źrenicy wpatrzonej uparcie w ścianę. Najbardziej jednak zaciekawiły go moje białe włosy i blada skóra.
- Ach! - usłyszałem głos Kenty, który chyba dopiero teraz zorientował się, że nie jest sam. No dzięki. - To jest mój przyjaciel Mikado. Będzie u nas mieszkać, bo w akademiku nie ma już miejsc.
 Przyjaciel...?
- M-Miło mi poznać. - ukłoniłem się lekko.
- Mikuś, a to jest mój brat, Aki. - chłopak wskazał ręką swojego brata, który nie przestawał wlepiać we mnie swojego upierdliwego spojrzenia, a po chwili podszedł powoli do mnie i popatrzył mi głęboko w oczy. Przełknąłem ślinę i pomachałem nerwowo ogonem.
- Aww, ale ty jesteś słodki~! - jęknął starszy Haikawa i chwycił mnie w pasie tuląc do siebie. Wydałem z siebie coś w rodzaju miauknięcia, czując jego ciepły oddech na karku i ręce delikatnie muskające moje boki, po chwili słysząc śmiech Kenty. Normalnie tacy sami.
 Aki spojrzał na mnie z bliskiej odległości i uśmiechnął się lekko, widząc coś w mojej twarzy. A niech se widzi co chce, zoofil jebany. Odwróciłem głowę i prychnąłem, widząc wlepiającego we mnie swoje gały młodszego z braci, ale posłałem mu proszące spojrzenie dwukolorowych oczu. Jak jestem taki słodki, to mina zbitego kociaka powinna zadziałać.
 Zadziałała. Już po chwili byłem wolny od natarczywych rąk Akiego, które nie wiadomo jakim sposobem znalazły się totalnie blisko mojego ogona. Już miałem go podrapać, ale Kenta zdążył, zanim stało się nieszczęście.
- Braciszku, proszę cię... Mikado też jest... Emm... - spojrzał na mnie pytająco, a ja wzruszyłem ramionami.
- Istotą żyjącą. - podsunąłem.
- Właśnie... I nie można go tak po prostu przytulać bez pozwolenia... Jak misia. - i kto to mówi? -Chodź nie powiem, że mi się nie chce czasem się do niego poprzymilać, jak do kotełka.
- I zazwyczaj to robisz... - burknąłem cicho, mierząc ich spojrzeniem dwukolorowych oczu. Zjeby małe. Prawie tacy sami.
- Ach! I właśnie... - powiedział zakłopotany Kenta, drapiąc się po głowie. - Mikado jest demonem, ale nie wiem jakiego rodzaju.
- Jakie ma oczy, gdy się przemieni? - spytał Aki, wciąż wwiercając we mnie rozczulone spojrzenie.
- Złote i z pionowymi źrenicami.
- Barwa skrzydeł?
- Szaro-białe.
- WOW! - starszy Haikawa złapał Kentę za ramiona. - Widziałeś jego skrzydła?!
- T-Tak... - odpowiedział chłopak powoli i spojrzał na mnie z ukosa. Podniosłem delikatnie brwi. O co im chodzi z tymi skrzydłami?
- Yaa~! Później mi opowiesz! - Aki podskoczył uradowany, po chwili jednak poważniejąc. - Jak często pióra były rozmieszczone?
- Dość często.
- A jaki ma znak?
 Kenta spojrzał na mnie wyczekująco. O co mu chodzi? Powoli skojarzyłem fakty i pokiwałem głową, zdejmując koszulkę (którą wcześniej zdążyłem założyć).
- Jak świeci po przemianie?
- Na żółto.
 Aki pokiwał głową z uznaniem.
- To koci demon. Troszkę mnie zdziwiło to, że nie ma Bastet na ramieniu, a znak Amona*. Nie wygląda mi na mieszańca, ale widocznie to jednak ród węży.
 Przekrzywiłem nieco głowę. Czyli co, mogę gadać z wężami? Zajebiście! Jak Harry Portier!
- Umie jeszcze przechwytywać moce. - dopowiedział Kenta cicho.
- To zmienia postać rzeczy. - powiedział zaskoczony Aki, wyrywając się z uścisku brata. Podszedł do mnie i podniósł nieco. - Lekki. Czyli pewnie królewicz.
 Czekaj... Co? Jestem królewiczem? Mam kupę forsy i własny zamek? Ale fajnie!
- KRÓLEWICZ?! - krzyknął Kenta patrząc na mnie dziwnie.
- No królewicz. - Aki po namyśle postawił mnie na podłodze i podrapał za uchem, na co odpowiedziałem iście kocim miauknięciem. - Jest lekki, więc pewnie miał jakąś dziwną dietę dla królewiczów. Jeszcze ten znak i pionowe źrenice. To wyraźnie ród królewski. - wymądrzył się chłopak, gładząc moje wrażliwe miejsce pod brodą, wyrywając z mojego gardła długi gardłowy pomruk. - Jesteś taki słodki, kya~! - pisnął i ponownie do siebie przytulił. Nie no, tęcza i jednorożce, a co.
 Wymierzyłem mu policzek i odsunąłem się na długość metra, sycząc wściekle.
 Jezus Maryjo, naprawdę mój mózg przestawił się zupełnie, czy co? Miauczę, prycham, drapię, syczę i mruczę. To jest dziwne.
- Zdziwiło mnie tylko troszkę to, czemu ci się wcześniej nie przedstawił... Kenta? - spytał Aki masując obolały policzek dłonią i patrząc w stronę młodszego brata. Podążyłem za jego spojrzeniem.
- Ja... - powiedziałem cicho zwracając na siebie ich uwagę i nerwowo poruszyłem uszami. - Ja nie pamiętam nic z okresu bycia demonem.
- CO?! - odpowiedzieli synchronicznie bracia, natychmiastowo kierując swoje spojrzenie w moje oczy. Znów poczułem ten dziwny ból głowy, ale tym razem ze zdwojoną siłą. Skrzywiłem się nieco i złapałem za skronie, nie bardzo wiedząc jak temu zaradzić. Gdy podniosłem wzrok ich miny były po prostu piękne - zdziwione i przerażone. Odkrywając w sobie zakorzenione gdzieś pokłady sadyzmu roześmiałem się w głos, po chwili czując pieczenie pod powiekami, na końcu ogona i uszu. Tym samym bólem emanowało ramię z dziwnym tatuażem.
 Okej, nieważne. Chyba zacząłem niekontrolowaną przemianę.
 Teraz nie tylko oczy świeciły, ale i koniuszki uszu oraz ogona. Otrząsając się ze zdumienia nie pozwoliłem wyjść na wierzch skrzydłom. O dziwo robiłem to zupełnie intuicyjnie, gdyż nigdy wcześniej nie udało mi się zatrzymać tego na tym etapie - moja demoniczna natura była dla mnie czymś zupełnie nowym i nieznanym. Powoli skierowałem spojrzenie świecących oczu w stronę Kenty oraz Akiego. Jakim było dla mnie zdziwieniem nie zobaczenie przerażonych i niespokojnych twarzy tylko...
 Chichot. Usłyszałem chichot. Jestem tego pewien.
 Oni się ze mnie śmiali.
 ...
 CO KURWA ZNOWU ZROBIŁEM NIE TAK?! Znów byłem pośmiewiskiem zamiast obiektem kultu. Warknąłem podchodząc do starszego Haikawy i drapiąc go po ramieniu.
- Ej! - krzyknął cicho.
- Co was tak niby bawi? - powiedziałem zezłoszczony swoim niskim, seksownym i demonicznym głosem, po chwili odwracając głowę w bok. Poczułem, że się czerwienię.
- Nic... - zaśmiał się Kenta, wstając z podłogi, na którą wcześniej upadł pod wpływem swego jakże wielkiego rozbawienia. Debil. - Po prostu wyglądasz zbyt słodko z tymi uszkami i ogonkiem, więc po prostu nie da rady się ciebie bać.
 Prychnąłem tylko i odwróciłem się z zamiarem udania się do kuchni. W końcu przez cały czas staliśmy w przedsionku. Aki zdjął buty i już po chwili był koło mnie wypytując o wszystko co się dało, a po chwili dołączył do niego Kenta. Gdy zostałem już wymiziany i obsypany mnóstwem uroczych słówek, a dwójka moich dręczycieli padła zmęczona na kanapę, postanowiłem zrobić coś do jedzenia. W końcu zbliżała się już godzina dwudziesta pierwsza, a ja w końcu miałem być tu gosposią. Wyszukałem z otchłani lodówki masło orzechowe, po czym stworzyłem na szybko słodkie tosty i szklankę mleka. Gotowy posiłek zaniosłem do salonu, podając go na kolana zaskoczonym braciom.
- Smacznego. - powiedziałem i zająłem się pałaszowaniem swojej porcji jedzenia. - Mam nadzieję, że mimo waszego wampiryzmu, potraficie jeść normalnie?
- Oczywiście! - powiedzieli chórem, po czym spojrzeli po sobie zdezorientowani.
- No to żryć. - mruknąłem wciągając swoją porcję. Bracia życzyli mi smacznego i po chwili zajęli się swoim posiłkiem.
»•»♥«•«
- Łazienka wolna~! - zakrzyknął Kenta. Zbliżała się godzina dwudziesta trzecia i warto by było się umyć i pójść spać. Mimo wszystko warto być czystym i pachnącym, więc zamknąłem się w toalecie i napuściłem wody do wanny. Od zawsze lubiłem gorące, długie i pachnące kwiatami kąpiele. Jako że moi współlokatorzy postanowili już pójść spać nic nie mogło mi przeszkodzić.
...
...no prawie.
 Przekonałem się o swoim błędzie, dopiero gdy dotknąłem koniuszkiem ogona tafli wody. Zaraz dostałem gęsiej skórki i szybko wyszedłem z wody. Co jest?
 Spróbowałem jeszcze raz. To samo.
 Skrzywiłem się. Nie lubiłem być brudny, a do wody nie mogę wchodzić. Co zrobić?
 Postanowiłem więc umyć się pod prysznicem. Przez pierwszą minutę zimne dreszcze przechodziły moje ciało, gdy tylko coś mokrego dotykało moich zwierzęcych części, ale później jakoś się przyzwyczaiłem. Czyściutki i pachnący dotarłem do swojego łóżka i życząc Kencie dobranoc, zakopałem się w miękkiej pościeli. Po chwili wyjąłem telefon i odpaliłem mordoksiążkę. No cóż, kolejna bezsenna noc.
 Zafascynowany stroną nie zauważyłem przypatrujących mi się dwóch głodnych, czerwonych oczu.

sobota, 25 października 2014

»Prolog« Black Mirror

» Ohayou ziomeczky!
 Mam dla was dziś odskocznię trochę od świata fantasy i bardziej zagłębienie w SciFi. Opowiadanie to napisałam tuż po zakończeniu pierwszego sezonu Basugeja, a dziś je odkopałam i stwierdziłam, że warto opublikować. Podczas czytania rżałam jak głupia, nie mogąc opanować śmiechu. Fanfic jest naprawdę stary, więc go co nieco poprawiłam, wzbogacając tekst i zmieniając nieco szyk zdań.
 W tagach spojlery~
 Cóż, mam nadzieję, że Wam się spodoba choć prolog i będziecie chcieli przeczytać ciąg dalszy!
 PS: Kim jest tajemniczy pan? :D
 Komentarze proszą o uwagę. «

 Gwiaździste, granatowe i jakże przejrzyste niebo zasłaniał wysoki, ciemny las. Długie, czerwone i czarne smugi na nieboskłonie składały się tak niekorzystnie, iż jak szło się po żwirowej dróżce można było zauważyć osobliwy wzorek, przedstawiający pękającą powierzchnię firmamentu. Praktycznie nikt nie miał pojęcia, skąd biorą się takie rzeczy na niebie ponad krajem kwitnącej wiśni, ale jak na razie wywołało to tyko dobre wrażenie.
 Jednak na jednej osobie, spacerującej nieodpowiedzialnie leśną dróżką, otoczoną sekwojami, ogromnymi paprociami i czerwonymi trawami, dziwne niebiańskie szlaczki nie wywołały zachwytu, jedynie smutek, rozgoryczenie, zdziwienie, acz zarazem potwierdziło najgorsze oczekiwania.
 Młody, szczupły i dość niski chłopak o rudych, wręcz czerwonych włosach i jednej tęczówce tego samego koloru wpatrywał się obojętnie w długie paski na niebie.
- No cóż... Niby każdy się myli. - powiedział cicho i przymykając dwukolorowe oczy rzucił ostatnie spojrzenie na ekran laptopa. Pod literami systemu operacyjnego przeskakujące niespokojnie cyferki szybko wyzerowały się, pozostawiając jedynie samotną jedynkę po ośmiu zerach. Pierwszy i ostatni raz widział ten error.
- Miałem się nie mylić... Ja zawsze wygrywałem... - szeptał zrozpaczonym głosem prosto w monitor komputera. Po jego policzkach ciekły pierwsze łzy w życiu, a serce niespokojnie drgało na swoim miejscu, chcąc wyrwać się z piersi. Wściekły na siebie rzucił laptopem o ziemie i wyjąc w szlochu osunął się na nią, wyjmując nóż i wsadzając go sobie pod żebra. Czerwona krew chlusnęła na migający ekran i powoli zaczęła skapywać na ziemię. Monitor zaszył biały kokon, z którego powoli wyłonił się napis, pieczętujący los ludzkości:

...ERROR 000000001:1:1 'black mirror open'

poniedziałek, 6 października 2014

»3« Bo nie każdy jest osiągalny

» Ohayou~!
 Ostatnio jestem nieco horutqa i boli mnie głowa, ale pomysł na ten rozdział chodził mi po mózgu i zabijał myśli. Gomene, jestem zua i okropna, ale nie ma jeszcze zegzu~ *uchyla się przed pomidorem*. Poza tym, ja nie umiem pisać opisów seksu T.T. To jest trudne ;=;.
 Ale nic na siłę, nic na siłę moi drodzy. Należy pamiętać, że też mam życie ^^.
 No nic. Mam nadzieję, że się spodoba, że nie ma za dużo błędów i że mniej więcej coś wyjaśniłam :3.
 Żartuję! Jest jeszcze więcej niewiadomych, ale mamy pierwsze oznaki lofczi od Miku!
 Buźka~! «

 Z niedowierzaniem patrzyłem swoimi świecącymi oczkami prosto w źrenice Kenty, który był niemniej zdziwiony.
- Ale... Jak to? - spytałem dotykając swojej zamkniętej powieki. Syknąłem, czując coś w rodzaju lekkiego wyładowania elektrycznego i szybko cofnąłem rękę. Chłopak wzruszył ramionami, a ja westchnąłem ciężko i zlazłem z jego kolan, od razu udając się do kibla. Jakby się zastanowić, to teraz nie mogłem zdjąć soczewek, ani zbyt często zamykać oczu, bo za każdym razem piekła mnie skóra. Więc niczym Karolina od LSD - nie mogłem mrugać.
 Dotarłem do łazienki lekko sfrustrowany, z trzaskiem zamknąłem drzwi i rozejrzałem się po pomieszczeniu*. Było urządzone w tych samych kolorach co sala kinowa, czyli w mocnej czerwieni i czerni wpadającej w granat. Na prawej ścianie wisiało w rzędzie pięć umywalek, podpartych czymś w rodzaju czarnego, podłużnego prostopadłościanu, wyłożonego pięknymi kafelkami, które ciągnęły się po całej podłodze i ścianach. Jedynie pod zawieszonymi lustrami znalazło się miejsce na drobną mozaikę i czarne zawijasy. Mhrok i zniszczenie, ale bardzo ładne.
 Podparłem się o porcelanowy zlew i spojrzałem w zwierciadło, o mały włos nie lądując na kafelkach, które wcześniej tak komplementowałem.
 OŁ MAJ FAKIN GAD.
 Z niedowierzaniem ponownie popatrzyłem na swoje odbycie, ale nic się nie zmieniło: tęczówki świeciły mi złotym blaskiem, źrenice jakby zwężały, usta stały się spierzchłe i lekko blade, skórę miałem alabastrową bez najdrobniejszego zaczerwienienia na policzkach.
 Ale nie moja twarz tak potwornie mnie zdziwiła.
 Z pleców wystawała mi para ciężkich skrzydeł, a właściwie to, co z nich zostało. Na czarnym jak smoła szkielecie wisiały kępki poszarzałych piór, w niektórych miejscach jeszcze utrzymując swój dawny, biały kolor. Co dziwne, nie czułem bólu w plecach, jak to zazwyczaj piszą - skrzydła były jakby zawieszone w powietrzu tuż za moimi plecami, a mimo wszystko czułem ich ciężar i mogłem nimi poruszać. Taa... Wyobrażałem sobie, jak lecę na nich nad Japonią, a ludzie przypatrują się mi, jakbym był ósmym cudem świata.
 Ehmm... Taak... Tylko... Czym ja tak właściwie jestem?
 Dobra. Trzeba zdobyć jakieś informacje.
 Skupiłem się, próbując wydobyć z siebie jakąś magię, jak to zwykle robią w opowiadaniach fantasy, ale skupianie skończyło się na, spektakularnym jak worek, puszczeniu bąka. Zrezygnowany ponownie popatrzyłem w lustro, ale ponownie się zdziwiłem - majestatyczne skrzydła zniknęły, została tylko złota tęczówka i białe włosy. Gdy znów się skupiłem, przemiana nastąpiła z powrotem zaskakująco szybko. Heh, przynajmniej mogę kontrolować swoją magiczną stronę. Tylko muszę uważać na sprawdzianach i przy waleniu kloca, bo nie każdy chciałby zobaczyć w klasie, lub kiblu...
 No właśnie, co?
 Schowałem swoje skrzydła i alabastrową skórę, założyłem nowe soczewki i pognałem wprost do Kenty, który - jak się okazało - czekał na mnie za drzwiami toalety. Trochę przerażony stanąłem przed nim i zakłopotany spojrzałem gdzieś w bok, nie wiedząc jak zacząć rozmowę.
- Emm... Przepraszam, że tak nagle-
- Mikuś! Dlaczego nie powiedziałeś mi, że jesteś demonem?! - przerwał mi. Spojrzałem na niego nierozumiejącym wzrokiem.
 Demon...?
- Eeee... Co? - przekrzywiłem głowę w prawo tak, aby opadła na ramię. - Co ty do mnie rozmawiasz?
- No przecież Twoje oczy! Świeciły na ZŁOTO! Tylko demony tak mają! - powiedział w uniesieniu. Na jego twarzy widziałem ekscytację, ale i strach.
 Mhm... Ciekawe, myślałem, że to taka dziwna heterochromia.
- I jeszcze przejmowanie mocy! Musisz być jednym z Większych!
 ...że kurwa co?
- Że kim? - popatrzyłem na niego, jak na kosmitę.
- Ty naprawdę nie wiesz o co biega? - spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Emm... A powinienem?
 Kenta wyglądał, jakby dowiedział się po raz pierwszy, że arbuz to warzywo.
- Rili, broł? - po jego głosie było słychać, że naprawdę jest zdziwiony. I jeszcze tan zapach... - Rili?
 Pokręciłem głową i podszedłem do niego, przy okazji klepiąc po ramieniu.
- Rili, broł. Rili. - uśmiechnąłem się delikatnie. - Możesz mi to wyjaśnić?
 Popatrzył na mnie ze zrezygnowaniem, po czym podparł się o drzwi i westchnął:
- Chodźmy do domciu, tam wszystko ci opowiem.
 Na chwilę mnie wmurowało. Jak nastolatki kurwa, jak jebane przyjaciółeczki rozmawiające o przystojniaku z trzeciego piętra, który tak seksi wynosi śmieci, przy okazji napinając swój biceps wielkości boiska piłkarskiego.
 Nie bardzo widziałem jakieś inne możliwości, więc od razu się zgodziłem, sygnalizując o tym Kentę energicznym potrząsaniem potakująco głową. Patrzył na mnie jeszcze przez chwilę, aż podszedł do mnie dość blisko. Nie wiem czemu, ale wstrzymałem oddech.
 Przez chwilę patrzył mi w oczy, a potem powoli wyciągnął rękę i dotknął białych kosmyków. Zadrżałem lekko.
 Okej, co tu się kurnać dzieje? CZUJĘ moje włosy, kurwa, CZUJĘ je! TO NIE JEST NORMALNE!
- Zaskakujące... - powiedział Kenta głaszcząc mnie lekko. - Zazwyczaj piszą, że demony mają czarne, wysuszone, zaniedbane i szorstkie włosy, a ty jak nie nakładasz żelu jak szalony, to masz je nawet miękkie. I białe.
- Wolałbym mieć czarne... - powiedziałem cicho i spojrzałem gdzieś w bok. - Nie czułbym się takim dziwolągiem...
- Ale to czyni cię wyjątkowym! Czy ludzie nie dążą do tego by być oryginalnymi? - spytał Kenta łapiąc mnie za obie dłonie. Swoją drogą, nie pamiętam byśmy tak się zbliżali. Krępujące... - Farbują się na niebiesko, zielono, byleby tylko nie mieć tego samego koloru włosów! Ubierają się różnie, aby łatwo było ich odróżnić od innych! To fascynujące!
- Cz-czekaj... - spojrzałem na niego lekko nie rozumiejąc. - Oni? Czyli ty nie jesteś człowiekiem?
- Nie! - odparł nieco zbyt energicznie. Whoops, przewrażliwiony - Jestem wampirem.
- Wampirem? - spytałem zaciekawiony. Faktycznie, pachniał nieco inaczej niż inni, ale myślałem, że po prostu się nie mył.
- No tak! Myślałem, że poczułeś... - powiedział cicho, ale dumnie.
- To znaczy, że najpierw chciałeś mnie na początku wypić? - spojrzałem na niego z ukosa. Nieco się przestraszyłem, nie powiem.
- N-Nie! - zaprzeczył gwałtownie, po chwili jednak uspokajając się i kierując spojrzenie w bok. W tym momencie powinna mi się pojawić taka śmieszna skurczajka w rogu głowy. - No... może trochę... A-Ale potem zmieniłem zdanie! - powiedział z prędkością karabinu maszynowego, patrząc jak rozgrzewam nadgarstek do uderzenia. Spojrzałem na niego lekko podejrzliwie i po krótszym zastanowieniu chwyciłem go za ramiona i wciągnąłem głęboko jego zapach. Aż się zdziwiłem, czując słodkie dreszcze przemykające po całym ciele, palące ciepło na policzkach i jedną zasadniczą w sumie rzecz.
 Miałem kurwa wzwód.
 To już zdecydowanie nie jest normalne! Nie powinienem AŻ TAK zareagować na bodźce zapachowe! NIE, NIE I KONIEC!
 A jednak.
 Odsunąłem się od niego jak najdalej. Na szczęście obcisłe jeansy na coś się przydały.
- Tłumacz się. - powiedziałem i prychnąłem cicho.
- No bo... - Kenta delikatnie potarł nadgarstek lewej ręki i spojrzał nieśmiało gdzieś w bok. Słodki!
 Chwila... Czy ja przed chwilą pomyślałem "słodki"?
 Okej, staczasz się Miki. Ogar. Pomyśl o...jagodach. Yummy.
 Od odpowiedzi uratował go dźwięk kończącego się filmu - zapaliły się światła, stała się jasność, takie tam. Zauważyłem niezmierzoną ulgę na jego twarzy.
- I tak się nie wymigasz... - mruknąłem cicho. Kenta roześmiał się i wywlókł mnie z kina za nadgarstek. Dobrze było go widzieć szczęśliwym.

»•»♥«•«

- Pokarz skrzydła.
 To było pierwsze co usłyszałem po wejściu do przytulnego domku. Nieco zaskoczony zdjąłem najpierw swoje buty, aby nie chodzić w glanach po domu (swoją drogą to nie wiem jak w nich wytrzymałem, ale czułem na stopach mnóstwo odparzeń i odcisków) i rozejrzałem się po pokoju.
- Rozpierdolę ci dom, więc chodźmy do ogrodu. - zaproponowałem inteligentnie po chwili czując się dumny ze swojego pomysłu. Gdy Kenta pokiwał głową przeszliśmy do ogródka i stąpając po kamiennej ścieżce doszliśmy do miejsca, w którym nikt nas nie widział. Rozejrzałem się jeszcze dla pewności, po czym zacząłem się skupiać.
- Wiesz... Jesteś pierwszym demonem, który dobrowolnie pokazuje swoje skrzydła dla świata zewnętrznego. - powiedział cicho i spojrzał w bok. Przekrzywiłem nieco głowę. - No... Demony zazwyczaj wstydzą się swych skrzydeł, chowają je możliwie jak najczęściej. Bo są poszarpane, zniszczone. Zadałem ci to pytanie, będąc przygotowanym na odmowę. - delikatnie potarł dłonią nadgarstek. Muszę pamiętać, że robi tak, jak się denerwuje. - To tak, jakbyś podszedł do dziewczyny na ulicy i spytał ją, czy pokarze cycki. Jeden procent szans na powodzenie. Dlatego... - wskazał palcem na wypukłość w spodniach. - To trochę bardzo emocjonujące...
- Dobra, ok, spoko,to nic nadzwyczajnego. - podniosłem do góry swoje ręce w geście "spoczi, ale ja ci z problemem nie pomogę". Chociaż, może...
- Dzięki...
 Zdjąłem soczewki i spojrzałem na chłopaka świecącymi oczkami. Czułem jego podniecenie tą sytuacją, dzięki moim superoczom mogłem prześwietlać go, spijać każdą myśl, każde odczucie. Znów poczułem się odważniejszy niż zwykle.
 Delikatnie zdjąłem koszulkę. Na prawym ramieniu ujawniła się postać węża, który zaczął walić po oczach złotym światłem. Delikatnie uniosłem się do góry, ciężar na plecach wzrósł dwukrotnie, a po chwili pojawiły się moje ostre jak brzytwa kiełki, czarne paznokcie i bielszy niż biel odcień włosów.
 Ojapierdolekurnamać, jakie zajebiste! To ja tak potrafię?!
 Wylądowałem spokojnie na ziemi i spojrzałem na Kentę, który wyglądał jak oczarowany moją osobą. No bo przecież jestem zajebisty, to trzeba przyznać.
- Ja ciulę... - jęknął cicho i wyciągnął dłoń do przodu, a jego oczy zaczęły świecić na czerwono. Zafeliście, naprawdę to wampir~! Troszkę się przestraszyłem, bo mam krew w sobie. Niby demon i nieśmiertelny, ale ten przeszkadzający czerwony płyn, który płynie mi w żyłach, nie mógł sobie iść!
- Mogę ich dotknąć? - spytał. Czułem jak jest podekscytowany i niezdrowo podniecony. Okejka, powoli zaczynam się bać.
- No pewka. - nawet mój głos nie brzmiał już tak samo. Był jakiś takiś dziwny... Niski.
 Jestem sssseksi~!
 Kenta przyłożył delikatnie opuszek do moich piór, a ja poczułem coś w rodzaju upierdliwego wyładowania elektrycznego. Bardzo przyjemnego. Delikatnie się odsunąłem, czując dziwny dreszcz na moim ciele. Chłopakowi dalej świeciły oczy z podekscytowania, lecz po chwili przygasły i podniecenie zastąpiło zdziwienie, a później rozbawienie. Haikawa (Kęta ^^) zaczął rżeć i tarzać się po ziemi, trzymając się za brzuch. Łatafak, o co chodzi?
- U-Uszy... - wysapał widząc moje mordercze spojrzenie i złowrogą minę. - I ogon... Masz uszy i ogon! Tchacha! Jak u kotka!
 Łejt łat?
 Pomacałem się po głowie i wyłapałem dwa, puszyste i szpiczaste, pokryte delikatnym futerkiem uszęta. Jednocześnie odnalazłem nieznane u siebie wcześniej nerwy, ponieważ nie tylko węch, ale i słuch mi się wyostrzył. Nie dowierzając sięgnąłem do tyłu, lecz i tu zdziwienie - miałem kolejną przeszkadzajkę, tym razem jeśli chodzi o chodzenie. Kenta nadal rżał, a ja niezadowolony położyłem niedawno nabyte uszka po sobie i zacząłem nerwowo miotać ogonem na wszystkie strony. Skrzydła powoli zniknęły, tak samo jak świecący wąż, wyglądający teraz jedynie na tatuaż.
- S-Saldus... - zachichotał  po raz ostatni Haikawa i podniósł się na nogi.
- Czy ty mnie obrażasz? - spytałem podejrzliwie. Spojrzał na mnie rozbawiony.
- To po litewsku słodki.
 Odetchnąłem z ulg-
- TY SZMATO! - krzyknąłem, widząc że ucieka i pobiegłem za nim, ale mimowolnie uśmiech wkradł się na moje wargi. Po raz pierwszy pomyślałem szczerze, że dobrze mieć go przy sobie.


________
*Autorka ma bzika na punkcie łazienek, więc... Czasem będą się pojawiać opisy :3. Przepraszam, że żyję ;=;

niedziela, 31 sierpnia 2014

[KnB] AkaKise - Nożyczki

» Ohayo~!
 Ponieważ nie mam kompletnie pomysłu co dodać na sierpień, dziś ostatnia szansa, a kompletnie nie mam głowy do BNKJO, to wklejam taką miniaturkę z AkaKisią~
 Tak, wiem, nie trawię tego parringu, ale po przeczytaniu Danse Macabre od Black kiedyśtamdawnotemu, coś mnie natchnęło i napisałam wtedy naprawdę mało śmieszną i zjebaną miniaturkę ^^". Taak, przepraszam, że żyję, czy coś.
 Całym sercem mogę polecić fanfika Blacka, mimo iż jest trochę smutny, przerażający i w nocy po nim nie mogłam spać ;=;. I w ogóle całą jej twórczość. [reklama i nie, nie płaci mi ;P]
 Dość pierdolenia o tym czego lubię!
 Ogólnie planuję jeszcze kilka ff z Haikyuu, Tokyo Ghoula, Free! i Kuroshitsuji, bo to mój obecny fandom~ :3
 To papa~ :3 «

- Akashicchi, czemu się złościsz?
- ...
- Akashicchi?
- ...
- Aka-!
- Masz moje nożyczki.
- Och! Akashicchi, prze-!
- Bez nich czuję się nagi.
- ...
- ...
- Akashicchi, ty jesteś nagi.