sobota, 31 maja 2014

»Prolog« Bo nie każdy jest osiągalny.

»Więc... Dzień dobry.
Tak od razu ostrzegam, że to opowiadanie jest z deka wymuszone, akcja ciągnie się jak guma balonowa, a żarty śmieszą pośrednio. Napisałam to podczas bezsennej nocy, w dodatku na telefonie. Nie spodziewajcie się po tym zbyt wiele, hehe...
No nie przynudzam. Zapraszam do czytania☺.

Grzeję miejsce na obrazek postaci. Kiedyś tu będzie •○•.«

 Ni to żółte, ni to białe światło padało na ośnieżoną ulicę Tokio. Jako że to miasto znajduje się bardziej przy równiku, śnieg okazał się być tak dziwny, jak trzęsienie ziemi w Polsce. Zważywszy na porę roku.
 Siedziałem na parapecie w korytarzu i zastanawiałem się, co się tej pogodzie w głowie popierdoliło i co robi u nas śnieg w lecie, ale cóż. Pewnie globalne ozimnienie, takie tam.
 Oto i akademia Czarnego Słońca (szczerze nie wiem, kto wymyślił tak kiczowatą nazwę, ale jak dorwę skurwysyna to mu nogi z dupy powyrywam), potocznie nazywana czerwonym budynkiem. No po prostu. Bo jest czerwona. Z cegły.
 Ekhem...
 Dostałem się tutaj ZUPEŁNYM PRZYPADKIEM i nie zamierzałem tu gościć nawet roku. Ot, pobaluję kilka tygodni i przeniosę się do szkoły lotniczej. Chociaż... Architektura, te sprawy, nawet mógłbym tutaj zostać, gdyby mi się nie udało.
 Z rozmyślań wyrwał mnie brzęczący dzwonek, sygnalizujący koniec opierdalania, co przyjąłem z pomrukiem niezadowolenia i doczołgałem się do mojej aktualnej sali lekcyjnej. Ciekawe kto będzie miał takiego pecha i zostanie moim wychowawcą. Mam nadzieję, że nie ponownie jakiś nerd. Nie no, tego po raz kolejny już bym nie zniósł. Skrzywiłem się na myśl dawnej wychowawczyni, po czym wgramoliłem się do wolnej ławki.
- Witajcie moi drodzy~ - zaświergotała kobieta, wchodząc do sali piruetami. - Jestem w tej szkole nauczycielką japońskiego i będę waszą wychowawczynią~
 O Boże, dopomóż.
 To chyba jeszcze gorsze, niż umiarkowane upośledzenie naukowe! Nienawidzę rozchichotanych, pogodnych duszyczek, niosących wszędzie pokój i radość. Nie w tym popierdolonym miejscu!
- Dobrze, a więc wszyscy przedstawcie się! Od pierwszej ławki w rzędzie przy oknie.
- Doi Abe.
- Hideo Fugunaga.
- Yae Hayata.
 Przedstawianie ciągnęło się w nieskończoność, a że siedziałem w ostatniej ławce, to jakoś niespecjalnie długo mi zajęło, aż straciłem kontakt z rzeczywistością. Z transu wybudziło mnie lekkie szturchanie kolegi z ławki, o imieniu... bodaj Kenta, czy jakoś tak.
- Obudź się. Teraz ty. - uśmiechnął się do mnie i wskazał delikatnie głową nauczycielkę. Kiwnąłem głową i wstałem. Od razu zrobiło mi się ciemno przed oczami, więc odczekałem chwilę, po czym nie do końca jeszcze widzącym wzrokiem spojrzałem na wychowawczynię.
- Mikado Kyoji. Miło mi wszystkich poznać. - uśmiechnąłem się lekko, po czym usiadłem z powrotem na swoim miejscu. To wstawanie tak męczy...
 Reszta godziny lekcyjnej przeminęła na słuchaniu spraw organizacyjnych, czytaniu regulaminu i piętnastominutowym czasie wolnym.

»•♥•«

 Wir nieprzemyślanych zachowań, hałasu, śmiechu, rozpaczy, tłoku, smutku. Wszystko wymieszane chaotycznie, jak nieułożone puzzle. Czarna otchłań zapomnienia, chwilowej dezorientacji. Świat o ustalonej hierarchii - najsilniejszy najwyżej, najsłabszy spada na sam dół. Tu przetrwa tylko najlepszy.
 PRZERWA.
 Nie ma nic bardziej nieogarniętego niż przerwa. Szczególnie w tej akademii. Tutaj pojęcie przerwa jest synonimem totalnego rozpierdolu. I tu nie żartuję - w chwili, gdy wyszedłem z klasy, omal nie dostałem palpitacji serca, gdy jakiś gostek przebiegł mi tuż przed nosem. Cofnąłem się niepewnie do tyłu, nie wiedząc czy chcę wchodzić w ten wir i, na moje nieszczęście, wpadłem komuś w ramiona. Nieco skrępowany odwróciłem się, by zobaczyć twarz wybawcy.
- Uważaj jak chodzisz, młody... - powiedział ze śmiechem mój kolega z ławki. Naburmuszyłem się lekko obrażony atakiem słownym.
- To nie ja! To ta bezdenna otchłań mnie zaatakowała groźnym pociskiem! - fuknąłem, łypiąc na niego złowrogim spojrzeniem spod dwukolorowych szkieł kontaktowych. Nigdy nie lubiłem koloru zarówno moich włosów (no kto, do kurwy nędzy, ma białe włosy?! Chyba tylko albinosi! Oczywiście je zafarbowałem na ciemny blond!) oraz tęczówek. Były POMARAŃCZOWE. Kto, do cholery jasnej, ma POMARAŃCZOWE OCZY?! Miałem potrzebę wtopienia się w tłum, więc zakładałem zielono-niebieskie soczewki.
 Kenta roześmiał się, postawił mnie do pionu i wypchnął na korytarz. Śmiało sobie kolega poczyna, zważywszy na to, że znam go dopiero od 45 minut.
 Z westchnieniem ruszyłem do przodu, ale po chwili ktoś znów mnie zatrzymał. Spojrzałem wrogo w tył, myśląc, ze to znów ten natręt, ale myliłem się. Dziewczyna, bodaj Hayata, wystraszyła się nieco, ale dzielnie uniosła drżącą rączkę i wskazała w tył.
- T-tam mamy lekcje... - powiedziała po czym odbiegła w stronę sali. Troszkę głupio mi się zrobiło z jej powodu, ale cóż. Ruszyłem w przeciwną stronę niż zamierzałem wcześniej i zostawiłem torbę przed salą.
- Hej młody. - mój niedoszły znajomy wyrósł nagle obok mnie. - Zostaniemy kumplami?
Nie powiem, zdziwiło mnie tak szczere wyznanie ze strony chłopaka i nawet nie bardzo wiedząc na co się godzę, kiwnąłem głową.
- Super! Wyskoczymy gdzieś po lekcjach? - jego entuzjazm i pałająca od niego energia nieco mi przeszkadzały. Nienawidzę tak nadpobudliwych osób, jak on.
 Niepewnie skinąłem głową, niemo wyrażając zgodę. Jak gimby. Wychodzimy po lekcjach "na miasto". Heh.
 Jeszcze nie wiedziałem jak skomplikowana relacja wyniknie, z tych niepozornie krótkich, nic nie znaczących rozmówek.
 Mikado, pogódź się z tą myślą. Zostajesz tutaj. W końcu nie każdy cel jest do końca osiągalny.