Dziś mam dla was czwarty już rozdział BNKJO! Akcja powoli się rozkręca, mam wrażenie, że trochę tu lania wody, ale co ja poradzę na mój styl pisania ;-;"...
Jak to pisałam na kartkach, miałam wrażenie, jakby ten rozdział był szczególnie nudny. Niby coś tam wnosi do fabuły, ale jakoś tak... No nie pykło ;-;.
No nic, mam nadzieję, że się spodoba! Tekst na 1069 wyświetleń specjalnie dłuższy!
PS: Zapraszam jeszcze na bloga z yuri i yaoi, który piszę z moją koleżanką, Sophiją~ Na razie jeszcze nic na nim nie ma, ale pracujemy już nad pierwszym opowiadaniem~ :D
Blog hetero~
Komentarze piją herbatę i czekają na was~ ♥
Papa~ «
Po skończeniu gonitwy w końcu udaliśmy się do naszego wspólnego pokoju, a tam usiedliśmy na łóżku Kenty i zaczęliśmy spokojną i luźną rozmowę. Gadało mi się z nim dobrze jak z nikim innym - może przez bardzo podobne zainteresowania. Oboje paplaliśmy jak najebani o naszych ulubionych zespołach, czy anime. Nie sądziłem, że ten koleś może być otaku, ale gdy pokazał mi swoją mangową półeczkę omal nie zemdlałem.
Niestety - kocie aspekty mojego ciała jak na razie dobrze się miały i najwyraźniej nie chciały zbyt szybko mnie opuszczać, więc Kenta miał niezły ubaw z oglądania scenek, jak biegam po domu i merdam ogonem na wszystkie strony, albo nastawiam uszy do dźwięku i zaciekawiony udaję się w stronę jego źródła.
Jednak tak samo jak moja zwierzęca część zostało mi złote oko, o źrenicy pionowej jak u smoka, lecz na szczęście nie musiałem zakładać opaski ani szkieł kontaktowych - moi wszyscy znajomi wiedzieli, że często zmieniałem soczewki i pewnie uznają, że to kolejny wybryk w tę stronę. Wspominałem wcześniej, że wstydzę się swoich pomarańczowych oczu, jednak gdy Haikawa wspomniał o tym, że są śliczne, nie chciałem już ich zasłaniać. Dziwne, nie?
Gdy przegadaliśmy już większość tematów zadzwonił dzwonek do drzwi.
- O, to pewnie mój brat! - krzyknął uradowany chłopak i poderwał się do góry po chwili odwracając się w moją stronę. - Chodź poznasz...! Go... - powiedział stopniowo wyciszając głos, gdy przesunąłem ogonem po jego ręce. Popatrzył na moje uszy w zastanowieniu i nagle zapaliła mu się lampka nad głową. No serio. Przypadkowo wcisnąłem włącznik.
- Załóż to! - wcisnął mi czapkę z daszkiem na głowę i upchnął ogon pod koszulkę w ten sposób, aby nie było go widać. Odsunął się i chwilę tak stał po czym westchnął i z powrotem wszystko wyjął na wierzch. - Nie wiem jak ty, ale ja myślę, że możemy pokazać Cię mojemu bratu. Przecież on też tutaj mieszka, a nie będziesz łaził po domu w czapce.
- No w sumie... To trochę boli. - powiedziałem niepewnie patrząc w jego oczy. Kenta zrobił mądrą minę i pokiwał głową. Mondrala się znalazł, pojeb jeden. Prychnąłem cicho i spojrzałem na niego z ukosa, jednak nie dane mi było na niego dłużej popatrzeć, gdyż porwał mnie w swoje ramiona.
- O MÓJ BOŻE, ALE JESTEŚ CUUUUUTE! Aww!
Już miałem mu przywalić, gdy dzwonek do drzwi powtórzył się kilka razy.
- Już, już! - Kenta uścisnął mnie po raz ostatni i pobiegł do drzwi. Jak takie duże dziecko, pomyślałem, po czym uśmiechnąłem się lekko. Słodziak.
Wait. Muszę przestać tak o nim mówić. Rozumiem, frejndszip i serduszka, ale bez przesady.
Właśnie... Przyjaciel? Czy tylko kolega?
Z zaskoczeniem stwierdziłem, że chciałem, naprawdę chciałem zostać jego przyjacielem. Co było dziwne, bo jakoś nigdy nie byłem dobry w takich sprawach i zazwyczaj każdy chłopak bliżej poznany był dla mnie kolegą.
Oprócz jednego.
Bardzo szybko wyrzuciłem złe wspomnienia z głowy i poszedłem za chłopakiem do przedpokoju. Kenta otworzył drzwi na oścież i przywitał się ze swoim bratem okrzykiem "braciszku~!" i mocnym misiaczkiem. Dopiero jak chłopak puścił owego braciszka, mogłem go zobaczyć.
Chłopak był nieco wyższy od Kenty, dobrze zbudowany, ale nie karykaturalnie. Włosy miał praktycznie takie same, tylko inaczej uczesane, a raczej delikatnie roztrzepane. Krótka grzywka zasłaniała co nieco ciepłe zielone oczy, okalane długimi rzęsami, między którymi znajdował się prosty, niewielki nos. Na jego ustach gościł szeroki uśmiech.
Ubierał się w białe koszule i jeansy, na jego nogach widać było adidasy. Białe adidasy.
Ale wiocha.
Mężczyzna spojrzał na mnie nieco zdziwiony, później na mój ogon, którym nerwowo majtałem na boki i na złote oko, o pionowej źrenicy wpatrzonej uparcie w ścianę. Najbardziej jednak zaciekawiły go moje białe włosy i blada skóra.
- Ach! - usłyszałem głos Kenty, który chyba dopiero teraz zorientował się, że nie jest sam. No dzięki. - To jest mój przyjaciel Mikado. Będzie u nas mieszkać, bo w akademiku nie ma już miejsc.
Przyjaciel...?
Przyjaciel...?
- M-Miło mi poznać. - ukłoniłem się lekko.
- Mikuś, a to jest mój brat, Aki. - chłopak wskazał ręką swojego brata, który nie przestawał wlepiać we mnie swojego upierdliwego spojrzenia, a po chwili podszedł powoli do mnie i popatrzył mi głęboko w oczy. Przełknąłem ślinę i pomachałem nerwowo ogonem.
- Aww, ale ty jesteś słodki~! - jęknął starszy Haikawa i chwycił mnie w pasie tuląc do siebie. Wydałem z siebie coś w rodzaju miauknięcia, czując jego ciepły oddech na karku i ręce delikatnie muskające moje boki, po chwili słysząc śmiech Kenty. Normalnie tacy sami.
Aki spojrzał na mnie z bliskiej odległości i uśmiechnął się lekko, widząc coś w mojej twarzy. A niech se widzi co chce, zoofil jebany. Odwróciłem głowę i prychnąłem, widząc wlepiającego we mnie swoje gały młodszego z braci, ale posłałem mu proszące spojrzenie dwukolorowych oczu. Jak jestem taki słodki, to mina zbitego kociaka powinna zadziałać.
Zadziałała. Już po chwili byłem wolny od natarczywych rąk Akiego, które nie wiadomo jakim sposobem znalazły się totalnie blisko mojego ogona. Już miałem go podrapać, ale Kenta zdążył, zanim stało się nieszczęście.
- Braciszku, proszę cię... Mikado też jest... Emm... - spojrzał na mnie pytająco, a ja wzruszyłem ramionami.
- Istotą żyjącą. - podsunąłem.
- Właśnie... I nie można go tak po prostu przytulać bez pozwolenia... Jak misia. - i kto to mówi? -Chodź nie powiem, że mi się nie chce czasem się do niego poprzymilać, jak do kotełka.
- I zazwyczaj to robisz... - burknąłem cicho, mierząc ich spojrzeniem dwukolorowych oczu. Zjeby małe. Prawie tacy sami.
- Ach! I właśnie... - powiedział zakłopotany Kenta, drapiąc się po głowie. - Mikado jest demonem, ale nie wiem jakiego rodzaju.
- Jakie ma oczy, gdy się przemieni? - spytał Aki, wciąż wwiercając we mnie rozczulone spojrzenie.
- Złote i z pionowymi źrenicami.
- Barwa skrzydeł?
- Szaro-białe.
- WOW! - starszy Haikawa złapał Kentę za ramiona. - Widziałeś jego skrzydła?!
- T-Tak... - odpowiedział chłopak powoli i spojrzał na mnie z ukosa. Podniosłem delikatnie brwi. O co im chodzi z tymi skrzydłami?
- Yaa~! Później mi opowiesz! - Aki podskoczył uradowany, po chwili jednak poważniejąc. - Jak często pióra były rozmieszczone?
- Dość często.
- A jaki ma znak?
Kenta spojrzał na mnie wyczekująco. O co mu chodzi? Powoli skojarzyłem fakty i pokiwałem głową, zdejmując koszulkę (którą wcześniej zdążyłem założyć).
- Jak świeci po przemianie?
- Na żółto.
Aki pokiwał głową z uznaniem.
- To koci demon. Troszkę mnie zdziwiło to, że nie ma Bastet na ramieniu, a znak Amona*. Nie wygląda mi na mieszańca, ale widocznie to jednak ród węży.
Przekrzywiłem nieco głowę. Czyli co, mogę gadać z wężami? Zajebiście! Jak Harry Portier!
- Umie jeszcze przechwytywać moce. - dopowiedział Kenta cicho.
- To zmienia postać rzeczy. - powiedział zaskoczony Aki, wyrywając się z uścisku brata. Podszedł do mnie i podniósł nieco. - Lekki. Czyli pewnie królewicz.
Czekaj... Co? Jestem królewiczem? Mam kupę forsy i własny zamek? Ale fajnie!
- KRÓLEWICZ?! - krzyknął Kenta patrząc na mnie dziwnie.
- No królewicz. - Aki po namyśle postawił mnie na podłodze i podrapał za uchem, na co odpowiedziałem iście kocim miauknięciem. - Jest lekki, więc pewnie miał jakąś dziwną dietę dla królewiczów. Jeszcze ten znak i pionowe źrenice. To wyraźnie ród królewski. - wymądrzył się chłopak, gładząc moje wrażliwe miejsce pod brodą, wyrywając z mojego gardła długi gardłowy pomruk. - Jesteś taki słodki, kya~! - pisnął i ponownie do siebie przytulił. Nie no, tęcza i jednorożce, a co.
Wymierzyłem mu policzek i odsunąłem się na długość metra, sycząc wściekle.
Jezus Maryjo, naprawdę mój mózg przestawił się zupełnie, czy co? Miauczę, prycham, drapię, syczę i mruczę. To jest dziwne.
- Zdziwiło mnie tylko troszkę to, czemu ci się wcześniej nie przedstawił... Kenta? - spytał Aki masując obolały policzek dłonią i patrząc w stronę młodszego brata. Podążyłem za jego spojrzeniem.
- Ja... - powiedziałem cicho zwracając na siebie ich uwagę i nerwowo poruszyłem uszami. - Ja nie pamiętam nic z okresu bycia demonem.
- CO?! - odpowiedzieli synchronicznie bracia, natychmiastowo kierując swoje spojrzenie w moje oczy. Znów poczułem ten dziwny ból głowy, ale tym razem ze zdwojoną siłą. Skrzywiłem się nieco i złapałem za skronie, nie bardzo wiedząc jak temu zaradzić. Gdy podniosłem wzrok ich miny były po prostu piękne - zdziwione i przerażone. Odkrywając w sobie zakorzenione gdzieś pokłady sadyzmu roześmiałem się w głos, po chwili czując pieczenie pod powiekami, na końcu ogona i uszu. Tym samym bólem emanowało ramię z dziwnym tatuażem.
Okej, nieważne. Chyba zacząłem niekontrolowaną przemianę.
Teraz nie tylko oczy świeciły, ale i koniuszki uszu oraz ogona. Otrząsając się ze zdumienia nie pozwoliłem wyjść na wierzch skrzydłom. O dziwo robiłem to zupełnie intuicyjnie, gdyż nigdy wcześniej nie udało mi się zatrzymać tego na tym etapie - moja demoniczna natura była dla mnie czymś zupełnie nowym i nieznanym. Powoli skierowałem spojrzenie świecących oczu w stronę Kenty oraz Akiego. Jakim było dla mnie zdziwieniem nie zobaczenie przerażonych i niespokojnych twarzy tylko...
Chichot. Usłyszałem chichot. Jestem tego pewien.
Oni się ze mnie śmiali.
...
CO KURWA ZNOWU ZROBIŁEM NIE TAK?! Znów byłem pośmiewiskiem zamiast obiektem kultu. Warknąłem podchodząc do starszego Haikawy i drapiąc go po ramieniu.
- Ej! - krzyknął cicho.
- Co was tak niby bawi? - powiedziałem zezłoszczony swoim niskim, seksownym i demonicznym głosem, po chwili odwracając głowę w bok. Poczułem, że się czerwienię.
- Nic... - zaśmiał się Kenta, wstając z podłogi, na którą wcześniej upadł pod wpływem swego jakże wielkiego rozbawienia. Debil. - Po prostu wyglądasz zbyt słodko z tymi uszkami i ogonkiem, więc po prostu nie da rady się ciebie bać.
Prychnąłem tylko i odwróciłem się z zamiarem udania się do kuchni. W końcu przez cały czas staliśmy w przedsionku. Aki zdjął buty i już po chwili był koło mnie wypytując o wszystko co się dało, a po chwili dołączył do niego Kenta. Gdy zostałem już wymiziany i obsypany mnóstwem uroczych słówek, a dwójka moich dręczycieli padła zmęczona na kanapę, postanowiłem zrobić coś do jedzenia. W końcu zbliżała się już godzina dwudziesta pierwsza, a ja w końcu miałem być tu gosposią. Wyszukałem z otchłani lodówki masło orzechowe, po czym stworzyłem na szybko słodkie tosty i szklankę mleka. Gotowy posiłek zaniosłem do salonu, podając go na kolana zaskoczonym braciom.
- Smacznego. - powiedziałem i zająłem się pałaszowaniem swojej porcji jedzenia. - Mam nadzieję, że mimo waszego wampiryzmu, potraficie jeść normalnie?
- Oczywiście! - powiedzieli chórem, po czym spojrzeli po sobie zdezorientowani.
- No to żryć. - mruknąłem wciągając swoją porcję. Bracia życzyli mi smacznego i po chwili zajęli się swoim posiłkiem.
»•»♥«•«
- Łazienka wolna~! - zakrzyknął Kenta. Zbliżała się godzina dwudziesta trzecia i warto by było się umyć i pójść spać. Mimo wszystko warto być czystym i pachnącym, więc zamknąłem się w toalecie i napuściłem wody do wanny. Od zawsze lubiłem gorące, długie i pachnące kwiatami kąpiele. Jako że moi współlokatorzy postanowili już pójść spać nic nie mogło mi przeszkodzić.
...
...no prawie.
Przekonałem się o swoim błędzie, dopiero gdy dotknąłem koniuszkiem ogona tafli wody. Zaraz dostałem gęsiej skórki i szybko wyszedłem z wody. Co jest?
Spróbowałem jeszcze raz. To samo.
Skrzywiłem się. Nie lubiłem być brudny, a do wody nie mogę wchodzić. Co zrobić?
Postanowiłem więc umyć się pod prysznicem. Przez pierwszą minutę zimne dreszcze przechodziły moje ciało, gdy tylko coś mokrego dotykało moich zwierzęcych części, ale później jakoś się przyzwyczaiłem. Czyściutki i pachnący dotarłem do swojego łóżka i życząc Kencie dobranoc, zakopałem się w miękkiej pościeli. Po chwili wyjąłem telefon i odpaliłem mordoksiążkę. No cóż, kolejna bezsenna noc.
Zafascynowany stroną nie zauważyłem przypatrujących mi się dwóch głodnych, czerwonych oczu.
- Jak świeci po przemianie?
- Na żółto.
Aki pokiwał głową z uznaniem.
- To koci demon. Troszkę mnie zdziwiło to, że nie ma Bastet na ramieniu, a znak Amona*. Nie wygląda mi na mieszańca, ale widocznie to jednak ród węży.
Przekrzywiłem nieco głowę. Czyli co, mogę gadać z wężami? Zajebiście! Jak Harry Portier!
- Umie jeszcze przechwytywać moce. - dopowiedział Kenta cicho.
- To zmienia postać rzeczy. - powiedział zaskoczony Aki, wyrywając się z uścisku brata. Podszedł do mnie i podniósł nieco. - Lekki. Czyli pewnie królewicz.
Czekaj... Co? Jestem królewiczem? Mam kupę forsy i własny zamek? Ale fajnie!
- KRÓLEWICZ?! - krzyknął Kenta patrząc na mnie dziwnie.
- No królewicz. - Aki po namyśle postawił mnie na podłodze i podrapał za uchem, na co odpowiedziałem iście kocim miauknięciem. - Jest lekki, więc pewnie miał jakąś dziwną dietę dla królewiczów. Jeszcze ten znak i pionowe źrenice. To wyraźnie ród królewski. - wymądrzył się chłopak, gładząc moje wrażliwe miejsce pod brodą, wyrywając z mojego gardła długi gardłowy pomruk. - Jesteś taki słodki, kya~! - pisnął i ponownie do siebie przytulił. Nie no, tęcza i jednorożce, a co.
Wymierzyłem mu policzek i odsunąłem się na długość metra, sycząc wściekle.
Jezus Maryjo, naprawdę mój mózg przestawił się zupełnie, czy co? Miauczę, prycham, drapię, syczę i mruczę. To jest dziwne.
- Zdziwiło mnie tylko troszkę to, czemu ci się wcześniej nie przedstawił... Kenta? - spytał Aki masując obolały policzek dłonią i patrząc w stronę młodszego brata. Podążyłem za jego spojrzeniem.
- Ja... - powiedziałem cicho zwracając na siebie ich uwagę i nerwowo poruszyłem uszami. - Ja nie pamiętam nic z okresu bycia demonem.
- CO?! - odpowiedzieli synchronicznie bracia, natychmiastowo kierując swoje spojrzenie w moje oczy. Znów poczułem ten dziwny ból głowy, ale tym razem ze zdwojoną siłą. Skrzywiłem się nieco i złapałem za skronie, nie bardzo wiedząc jak temu zaradzić. Gdy podniosłem wzrok ich miny były po prostu piękne - zdziwione i przerażone. Odkrywając w sobie zakorzenione gdzieś pokłady sadyzmu roześmiałem się w głos, po chwili czując pieczenie pod powiekami, na końcu ogona i uszu. Tym samym bólem emanowało ramię z dziwnym tatuażem.
Okej, nieważne. Chyba zacząłem niekontrolowaną przemianę.
Teraz nie tylko oczy świeciły, ale i koniuszki uszu oraz ogona. Otrząsając się ze zdumienia nie pozwoliłem wyjść na wierzch skrzydłom. O dziwo robiłem to zupełnie intuicyjnie, gdyż nigdy wcześniej nie udało mi się zatrzymać tego na tym etapie - moja demoniczna natura była dla mnie czymś zupełnie nowym i nieznanym. Powoli skierowałem spojrzenie świecących oczu w stronę Kenty oraz Akiego. Jakim było dla mnie zdziwieniem nie zobaczenie przerażonych i niespokojnych twarzy tylko...
Chichot. Usłyszałem chichot. Jestem tego pewien.
Oni się ze mnie śmiali.
...
CO KURWA ZNOWU ZROBIŁEM NIE TAK?! Znów byłem pośmiewiskiem zamiast obiektem kultu. Warknąłem podchodząc do starszego Haikawy i drapiąc go po ramieniu.
- Ej! - krzyknął cicho.
- Co was tak niby bawi? - powiedziałem zezłoszczony swoim niskim, seksownym i demonicznym głosem, po chwili odwracając głowę w bok. Poczułem, że się czerwienię.
- Nic... - zaśmiał się Kenta, wstając z podłogi, na którą wcześniej upadł pod wpływem swego jakże wielkiego rozbawienia. Debil. - Po prostu wyglądasz zbyt słodko z tymi uszkami i ogonkiem, więc po prostu nie da rady się ciebie bać.
Prychnąłem tylko i odwróciłem się z zamiarem udania się do kuchni. W końcu przez cały czas staliśmy w przedsionku. Aki zdjął buty i już po chwili był koło mnie wypytując o wszystko co się dało, a po chwili dołączył do niego Kenta. Gdy zostałem już wymiziany i obsypany mnóstwem uroczych słówek, a dwójka moich dręczycieli padła zmęczona na kanapę, postanowiłem zrobić coś do jedzenia. W końcu zbliżała się już godzina dwudziesta pierwsza, a ja w końcu miałem być tu gosposią. Wyszukałem z otchłani lodówki masło orzechowe, po czym stworzyłem na szybko słodkie tosty i szklankę mleka. Gotowy posiłek zaniosłem do salonu, podając go na kolana zaskoczonym braciom.
- Smacznego. - powiedziałem i zająłem się pałaszowaniem swojej porcji jedzenia. - Mam nadzieję, że mimo waszego wampiryzmu, potraficie jeść normalnie?
- Oczywiście! - powiedzieli chórem, po czym spojrzeli po sobie zdezorientowani.
- No to żryć. - mruknąłem wciągając swoją porcję. Bracia życzyli mi smacznego i po chwili zajęli się swoim posiłkiem.
»•»♥«•«
- Łazienka wolna~! - zakrzyknął Kenta. Zbliżała się godzina dwudziesta trzecia i warto by było się umyć i pójść spać. Mimo wszystko warto być czystym i pachnącym, więc zamknąłem się w toalecie i napuściłem wody do wanny. Od zawsze lubiłem gorące, długie i pachnące kwiatami kąpiele. Jako że moi współlokatorzy postanowili już pójść spać nic nie mogło mi przeszkodzić.
...
...no prawie.
Przekonałem się o swoim błędzie, dopiero gdy dotknąłem koniuszkiem ogona tafli wody. Zaraz dostałem gęsiej skórki i szybko wyszedłem z wody. Co jest?
Spróbowałem jeszcze raz. To samo.
Skrzywiłem się. Nie lubiłem być brudny, a do wody nie mogę wchodzić. Co zrobić?
Postanowiłem więc umyć się pod prysznicem. Przez pierwszą minutę zimne dreszcze przechodziły moje ciało, gdy tylko coś mokrego dotykało moich zwierzęcych części, ale później jakoś się przyzwyczaiłem. Czyściutki i pachnący dotarłem do swojego łóżka i życząc Kencie dobranoc, zakopałem się w miękkiej pościeli. Po chwili wyjąłem telefon i odpaliłem mordoksiążkę. No cóż, kolejna bezsenna noc.
Zafascynowany stroną nie zauważyłem przypatrujących mi się dwóch głodnych, czerwonych oczu.