środa, 31 grudnia 2014

Szczunścia i pomyślności ♥

 » Hejos!
 Jestem beznadziejna w składaniu życzeń, ale w końcu zebrałam się w sobie i postanowiłam wynagrodzić wam moją nieobecność pisząc wierszyq :D Nie zapomnijcie o blogu hetero, blogu yuri & yaoi i niedawno założonym fappejdżu, na którym możecie zdradzać mi swoją tożsamość, abym was porwała do domu i zgwałciła >:3.
 Więc cóż... Zapraszam.
 Pjona!
 PS: Tym razem bez słowa klucz. A co. «

 Czy jest coś lepszego, niż raz do roku
otworzyć szampan lub nalać soku?
No jasne, że jest! Lecz czy pomyśliłeś,
że wroga swojego dziś nie zabijesz?
 Radość niech wstąpi znów w wasze serca!
Niech kac poranny się w głowy wwierca!
Niech Ci, co zwykle kaca nie mają,
żołądek swój cały do muszli zwracają!
 Niech niezdrowe chipsy, te ostre ziemniaki,
dnia następnego się dadzą we znaki!
A dzika impreza niech trwa do rana,
byś się obudził u boku pawiana!

 Szczunśliwego Nowego Roku!
Życzy Milciaxxa i Wen u boku ♥.

środa, 17 grudnia 2014

»5« Bo nie każdy jest osiągalny

 » Siemaneczko ziomeczki! Co tam u was słychać?
 Wiem, że zaczęłam nowe opowiadanie i wypadałoby coś z niego dodać, ale jakoś pisanie BNKJO sprawia mi więcej frajdy :3. Nie mówię, że tamtego nie będę zamieszczać, co to to nie :DD.
 Ale cóż. Robię sobie teraz przerwę świąteczną, ale tak jak obiecałam - powraca opowiadanie "Świąteczna Gorączka"! Czekajcie!
 I na prośbę mojej facebookowej koleżanki wpisuję słowo-klucz - kotołak. Yaoi kotołak. Ponieważ podczas szukania nie mogła znaleźć mojego opowiadania XDD.
 Jak się nudzicie, możecie zajrzeć na blog hetero. Doomo~ ^^
 Więc tak. Zapraszam!
 Pjona!
 PS: Komentarze się całują, proszę przeszkadzać i komentować! :D «

 EDIT: Zapomniałam dopisać - Marry Christmas!

 DOBRA. OKEJ. MIARKA SIĘ PRZEBRAŁA.
 Miałem nadzieję, że nie będę musiał o tym pisać, że zachowam to w tajemnicy, że będzie fajnie i w ogóle...
 No ale jak zwykle się przeliczyłem. Otóż ja, Mikado Kyoji uroczyście oświadczam, że jestem totalnie aspołecznym patafianem, który nie umie podejść do człowieka i spytać go o drogę. Bo jak nazwiecie kolesia, który już drugi pierdolony dzień męczy się w akademii Czarnego Słońca i zna tam bliżej tylko JEDNĄ osobę?! No jak?!
 Tak. Mój telefonik jest smutnym telefonikiem, bo nie zjadł dziś jeszcze żadnego numeru. Biedactwo.
 W każdym razie wałęsałem się po szkole coraz bardziej tracąc wiarę w siebie, bo moja po części nieśmiałość i po części chęć odseparowania się od innych nie pozwalała mi się zbliżyć do jakiegokolwiek ucznia naszej drogiej szkoły. Jak podchodziłem do świeżo uformowanych grupek, te obrzucały mnie tylko ponurym spojrzeniem i oddalały się w popłochu szepcząc coś między sobą. A do dresów, grubasów i no-lifów wolałem nie podchodzić. Ich zapach mnie przytłaczał. Czułem się wtedy jak taki zagubiony kotek, którego trzeba uratować.
 Właśnie! Co się stało z moją kocią częścią? Magicznie zniknęła, rozpłynęła się w powietrzu?
 Gówno prawda!
 Nic się z nią nie stało! Uszka i ogonek były na swoim miejscu i na razie nie miały zamiaru mnie opuszczać (powtarzam się, wiem). Teraz niemiłosiernie swędziały mnie ukryte dyskretnie pod ubraniami. Choć nie lubię nosić dzwonów na nogach, Kenta mnie do tego namówił.
 Właśnie. Kenta. Co z nim?
 Rozejrzałem się dookoła, ale skurczybyka nigdzie nie było. Cóż, może poszedł już do klasy? Nie minęła minuta a z powrotem byłem pod salą od Japońskiego, jednak nie znalazłem go i tam. Podrapałem się delikatnie po głowie. Gdzie on się podział?
 Nagle coś jakby mnie olśniło, gdy nieświadomie w sumie westchnąłem przez nos. Zapach! Czułem jego zapach! Ucieszony klasnąłem w dłonie tańcząc w serduszku czaczę i starając się wyczuć słodką woń jego skóry zacząłem krążyć w koło. Pewnie wyglądałem teraz jak pies tropiący.
 Wreszcie! Znalazłem! Nie zważając na to, że zachowywałem się jak pajac i pewnie swoim kretyńskim zachowaniem zwabiłem spojrzenia tysiąca przechodniów, ruszyłem przed siebie starając się nie zgubić zapachu. Jednak po minucie chodzenia nagle coś mnie zamurowało.
 To nie był jego zapach.
 Znaczy był, ale w jakimś stopniu wymieszany z jakimś innym. Tak jakby przebywał z kimś, kogo znam, kto posiada bardzo podobną woń, ale nie identyczną... Taką jak ma... Pan Saji?
 Jednocześnie przestraszony i zaintrygowany powoli zbliżyłem się do drzwi, zza których wydobywał się ich zmieszany zapach. Ucieszony spojrzałem na powieszoną krzywo tabliczkę, która zdążyła już podrdzewieć.
- Składzik? - przeczytałem zdziwiony i podrapałem się w głowę. Co do cholery mogą robić tam uczeń i nauczyciel razem? Może Kenta zaczął już się podlizywać gronu pedagogicznemu i zatrudnił się w godzinach porannych jako pan woźny?
 Chwyciłem za klamkę i właśnie miałem ją naciskać, gdy doszedł do mnie niepokojący jęk. Zmarszczyłem brwi. Co jest? Czyżby mój kolega i ten nauczyciel właśnie...
 Odskoczyłem na odległość metra. Całą twarz miałem czerwoną jak dojrzałe jabłka i oddychałem niespokojnie. Nienienienienienienie! NIE!
- ...nie...
 Co? Byłem pewny, że coś usłyszałem... Podszedłem mimowolnie bliżej i przyłożyłem delikatnie ucho do drzwi, sprawdzając swoją teorię. Dochodziły do mnie dźwięki przyciszonej rozmowy.
- ...że to nienormalne.
- Ale co ja mam zrobić? Zresztą sam pracujesz w tej szkole, nie mów mi, że to nienormalne.
- Ja się z tym przynajmniej kryję.
 Bezszelestnie przysunąłem się jeszcze bliżej. O czym oni rozmawiają?
- Tak, tak. Widziałem już jak się kryjesz. Patrzysz na niego jak na smakowity kąsek.
- Bo tak pięknie pachnie... Sam przecież go wąchałeś, jego woń jest jednocześnie niczym z nieba i piekła. Sam zresztą pewnie ledwo się powstrzymujesz, aby nie wypić jego krwi, wampirze.
 Co? To pan Saji wie wampiryźmie Kenty? Ale jak?
- Nie mów tak do mnie. Co to był w ogóle za układ? Dlaczego miałem się z tobą przespać, żebyś go zostawił?
 Mimowolnie zaczerwieniłem się jeszcze bardziej. A więc to prawda!
- A ty? Czemu tak zależy ci na jego krwi?
- Nie chcę jego krwi! - przez jego krzyk zabolały mnie uszy, skryte pod czapką z daszkiem. Cicho syknąłem. - Mikado jest też moim przyjacielem!
 OMG.
 Teraz dosłownie, ZATKAŁO KAKAŁO.
 Czyli oni przez cały czas rozmawiali o mnie? Że co?!
 Czyli Kenta zgodził się na ten jakże romantyczny seks pośród środków czyszczących, mopów i past do podłóg, aby mnie ochronić?
 Aż przez chwilę miałem łzy w oczach. Takiego przyjaciela to tylko pozazdrościć!
- Przyjacielem? Czy tylko chodzącym pojemnikiem na świeżą krew, hmm?
- Zamknij się!
- A może... kimś więcej?
 Wstrzymałem oddech. Za drzwiami składzika nastała cisza, która trwała prawie całą wieczność.
- ...może.
 Moje serce zabiło szybciej. Czy ja... Jestem dla Kenty kimś kogo kocha? Kimś kogo chce posiadać na własność? Kimś z kim chce pozostać na zawsze?
 Kimś więcej?
 Czemu ta informacja jednocześnie tak mnie szokuje i cieszy? Czemu mój oddech jest tak niespokojny? Czemu moje serce nie chce przestać tak walić?
 Czy ja go... lubię? W sensie bardziej niż przyjaciela?
 Właśnie to pomyślałem, gdy drzwi składzika otworzyły się gwałtownie, a ja spotkałem zaskoczone spojrzenie Kenty, którego policzki stawały się coraz bardziej czerwone.
- EEEEH?! - krzyknął na cały głos, po chwili zatykając sobie usta dłońmi. Odwróciłem wzrok na pobliską ścianę, której faktura wydała mi się teraz wyjątkowo interesująca. - C-c-c-c-c-c-co ty tu robisz?!
- Stoję. - odparłem wyjątkowo spokojnie.
- Od jak dawna?
- Od... wystarczającej ilości czasu.
- A... jak tu trafiłeś?
- Po zapachu. - wskazałem na swój nos.
- Ach... Więc... Po co tu jesteś?
- Szukałem cię.
- No... dobrze.
 ...Ale wpadłem!

»•»♥«•«

 Wracaliśmy do klasy w nieznośnej ciszy. Było już dawno po dzwonku, więc nasze kroki odbijały się od ścian, a to tyko potęgowało wrażenie megadługości korytarzy - wydawało się, że idziemy w nieskończoność.
- Wiesz... - powiedział Kenta, przerywając milczenie. Spojrzałem na niego z ukosa. - Nie miej o mnie złego zdania, po tym co zrobiłem... Gdybym nie... no wiesz...
- ...uprawiał z nim dzikiego seksu w szkole? - podsunąłem ironicznie.
- No... - dziwne... Myślałem, że się zezłości... - To byłbyś już śpiący z pradziadami, że tak powiem...
 Zdziwiłem się. Niby coś tam o tym mówili, ale...
- Czemu? Coś mi zagrażało? - spytałem głupio.
- No a jak myślisz?
- ... - nie odpowiedziałem. Kenta westchnął cicho i pokazał za siebie palcem.
- Tamten koleś to wilkołak.
 ...co?
- Możesz powtórzyć? - aż stanąłem w miejscu z wrażenia.
- Mikuś, nie przesłyszałeś się. Pan Saji jest wilkołakiem.
 Wpatrywałem się w jego poważną twarz szeroko otwartymi oczami. Jak to? Najpierw demony, wampiry, a teraz wilkołaki?! Co tu się kurwa dzieje?!
- To dlatego ma tę czapkę?
- Tak. Jak i również ty - skrywa pod nią uszy.
 Aach... Ale chwila...
- Ale w jaki sposób to miałoby mi zagrażać? - spytałem nieco podejrzliwie.
- Wilkołaki są znane z tego, że zjadają ludzi pod postaciami potworów. Mogą kogoś zarazić wilkołactwem przez pogryzienie i wpuszczenie do krwi ofiary swojej krwi. Tak samo jak my - wskazał na siebie - popełnili jakiś określony grzech w przeszłości i muszą go odpokutować. Nie wiem, czy wiesz, ale czysta krew wbrew pozorom nie smakuje dobrze. To jak kasza bez sosu.
- Aha. Ale co to ma do mnie? - spytałem się cicho.
- Właśnie do tego dążę. Ponieważ jesteś demonem, twoje ciało i krew automatycznie są skażone. Ale ponieważ nikogo nie pobiłeś jeszcze nikogo, ani nie zabiłeś twój zapach jest po prostu idealny. Przebywając w twoim towarzystwie trudno mi się powstrzymać od ciągłego wąchania ciebie. - Zarumieniłem się mimowolnie, słysząc jego słowa. - Lecz nie mam nawet myśli o tym, aby cię wypić, ponieważ jesteś moim przyjacielem. Ale pan Saji nie uważa cię za nikogo więcej niż zwykłego ucznia, więc nie ma żadnych oporów, Właśnie dlatego musiałem zrobić... to z nim, żeby się od ciebie odczepił i nie próbował cię zjeść. Koniec.
 Mimo iż już wcześniej usłyszałem te wyznania zza drzwi, powiedzenie przez niego mi tego prosto w twarz jeszcze bardziej mnie wzruszyło.
- Kenta~! - załkałem i przytuliłem się do jego ciepłego torsu. Od razu delikatnie objął mnie swoimi bezpiecznymi ramionami i pogłaskał po plecach. - Uwielbiam cię, wiesz?

poniedziałek, 10 listopada 2014

»4« Bo nie każdy jest osiągalny

 » Hejos ziomky!
 Dziś mam dla was czwarty już rozdział BNKJO! Akcja powoli się rozkręca, mam wrażenie, że trochę tu lania wody, ale co ja poradzę na mój styl pisania ;-;"...
 Jak to pisałam na kartkach, miałam wrażenie, jakby ten rozdział był szczególnie nudny. Niby coś tam wnosi do fabuły, ale jakoś tak... No nie pykło ;-;.
 No nic, mam nadzieję, że się spodoba! Tekst na 1069 wyświetleń specjalnie dłuższy!
 PS: Zapraszam jeszcze na bloga z yuri i yaoi, który piszę z moją koleżanką, Sophiją~ Na razie jeszcze nic na nim nie ma, ale pracujemy już nad pierwszym opowiadaniem~ :D
 Blog hetero~
 Komentarze piją herbatę i czekają na was~ ♥
 Papa~ «

 Po skończeniu gonitwy w końcu udaliśmy się do naszego wspólnego pokoju, a tam usiedliśmy na łóżku Kenty i zaczęliśmy spokojną i luźną rozmowę. Gadało mi się z nim dobrze jak z nikim innym - może przez bardzo podobne zainteresowania. Oboje paplaliśmy jak najebani o naszych ulubionych zespołach, czy anime. Nie sądziłem, że ten koleś może być otaku, ale gdy pokazał mi swoją mangową półeczkę omal nie zemdlałem.
 Niestety - kocie aspekty mojego ciała jak na razie dobrze się miały i najwyraźniej nie chciały zbyt szybko mnie opuszczać, więc Kenta miał niezły ubaw z oglądania scenek, jak biegam po domu i merdam ogonem na wszystkie strony, albo nastawiam uszy do dźwięku i zaciekawiony udaję się w stronę jego źródła.
 Jednak tak samo jak moja zwierzęca część zostało mi złote oko, o źrenicy pionowej jak u smoka, lecz na szczęście nie musiałem zakładać opaski ani szkieł kontaktowych - moi wszyscy znajomi wiedzieli, że często zmieniałem soczewki i pewnie uznają, że to kolejny wybryk w tę stronę. Wspominałem wcześniej, że wstydzę się swoich pomarańczowych oczu, jednak gdy Haikawa wspomniał o tym, że są śliczne, nie chciałem już ich zasłaniać. Dziwne, nie?
 Gdy przegadaliśmy już większość tematów zadzwonił dzwonek do drzwi.
- O, to pewnie mój brat! - krzyknął uradowany chłopak i poderwał się do góry po chwili odwracając się w moją stronę. - Chodź poznasz...! Go... - powiedział stopniowo wyciszając głos, gdy przesunąłem ogonem po jego ręce. Popatrzył na moje uszy w zastanowieniu i nagle zapaliła mu się lampka nad głową. No serio. Przypadkowo wcisnąłem włącznik.
- Załóż to! - wcisnął mi czapkę z daszkiem na głowę i upchnął ogon pod koszulkę w ten sposób, aby nie było go widać. Odsunął się i chwilę tak stał po czym westchnął i z powrotem wszystko wyjął na wierzch. - Nie wiem jak ty, ale ja myślę, że możemy pokazać Cię mojemu bratu. Przecież on też tutaj mieszka, a nie będziesz łaził po domu w czapce.
- No w sumie... To trochę boli. - powiedziałem niepewnie patrząc w jego oczy. Kenta zrobił mądrą minę i pokiwał głową. Mondrala się znalazł, pojeb jeden. Prychnąłem cicho i spojrzałem na niego z ukosa, jednak nie dane mi było na niego dłużej popatrzeć, gdyż porwał mnie w swoje ramiona.
- O MÓJ BOŻE, ALE JESTEŚ CUUUUUTE! Aww!
Już miałem mu przywalić, gdy dzwonek do drzwi powtórzył się kilka razy.
- Już, już! - Kenta uścisnął mnie po raz ostatni i pobiegł do drzwi. Jak takie duże dziecko, pomyślałem, po czym uśmiechnąłem się lekko. Słodziak.
 Wait. Muszę przestać tak o nim mówić. Rozumiem, frejndszip i serduszka, ale bez przesady.
 Właśnie... Przyjaciel? Czy tylko kolega?
 Z zaskoczeniem stwierdziłem, że chciałem, naprawdę chciałem zostać jego przyjacielem. Co było dziwne, bo jakoś nigdy nie byłem dobry w takich sprawach i zazwyczaj każdy chłopak bliżej poznany był dla mnie kolegą.
 Oprócz jednego.
 Bardzo szybko wyrzuciłem złe wspomnienia z głowy i poszedłem za chłopakiem do przedpokoju. Kenta otworzył drzwi na oścież i przywitał się ze swoim bratem okrzykiem "braciszku~!" i mocnym misiaczkiem. Dopiero jak chłopak puścił owego braciszka, mogłem go zobaczyć.
 Chłopak był nieco wyższy od Kenty, dobrze zbudowany, ale nie karykaturalnie. Włosy miał praktycznie takie same, tylko inaczej uczesane, a raczej delikatnie roztrzepane. Krótka grzywka zasłaniała co nieco ciepłe zielone oczy, okalane długimi rzęsami, między którymi znajdował się prosty, niewielki nos. Na jego ustach gościł szeroki uśmiech.
 Ubierał się w białe koszule i jeansy, na jego nogach widać było adidasy. Białe adidasy.
 Ale wiocha.
 Mężczyzna spojrzał na mnie nieco zdziwiony, później na mój ogon, którym nerwowo majtałem na boki i na złote oko, o pionowej źrenicy wpatrzonej uparcie w ścianę. Najbardziej jednak zaciekawiły go moje białe włosy i blada skóra.
- Ach! - usłyszałem głos Kenty, który chyba dopiero teraz zorientował się, że nie jest sam. No dzięki. - To jest mój przyjaciel Mikado. Będzie u nas mieszkać, bo w akademiku nie ma już miejsc.
 Przyjaciel...?
- M-Miło mi poznać. - ukłoniłem się lekko.
- Mikuś, a to jest mój brat, Aki. - chłopak wskazał ręką swojego brata, który nie przestawał wlepiać we mnie swojego upierdliwego spojrzenia, a po chwili podszedł powoli do mnie i popatrzył mi głęboko w oczy. Przełknąłem ślinę i pomachałem nerwowo ogonem.
- Aww, ale ty jesteś słodki~! - jęknął starszy Haikawa i chwycił mnie w pasie tuląc do siebie. Wydałem z siebie coś w rodzaju miauknięcia, czując jego ciepły oddech na karku i ręce delikatnie muskające moje boki, po chwili słysząc śmiech Kenty. Normalnie tacy sami.
 Aki spojrzał na mnie z bliskiej odległości i uśmiechnął się lekko, widząc coś w mojej twarzy. A niech se widzi co chce, zoofil jebany. Odwróciłem głowę i prychnąłem, widząc wlepiającego we mnie swoje gały młodszego z braci, ale posłałem mu proszące spojrzenie dwukolorowych oczu. Jak jestem taki słodki, to mina zbitego kociaka powinna zadziałać.
 Zadziałała. Już po chwili byłem wolny od natarczywych rąk Akiego, które nie wiadomo jakim sposobem znalazły się totalnie blisko mojego ogona. Już miałem go podrapać, ale Kenta zdążył, zanim stało się nieszczęście.
- Braciszku, proszę cię... Mikado też jest... Emm... - spojrzał na mnie pytająco, a ja wzruszyłem ramionami.
- Istotą żyjącą. - podsunąłem.
- Właśnie... I nie można go tak po prostu przytulać bez pozwolenia... Jak misia. - i kto to mówi? -Chodź nie powiem, że mi się nie chce czasem się do niego poprzymilać, jak do kotełka.
- I zazwyczaj to robisz... - burknąłem cicho, mierząc ich spojrzeniem dwukolorowych oczu. Zjeby małe. Prawie tacy sami.
- Ach! I właśnie... - powiedział zakłopotany Kenta, drapiąc się po głowie. - Mikado jest demonem, ale nie wiem jakiego rodzaju.
- Jakie ma oczy, gdy się przemieni? - spytał Aki, wciąż wwiercając we mnie rozczulone spojrzenie.
- Złote i z pionowymi źrenicami.
- Barwa skrzydeł?
- Szaro-białe.
- WOW! - starszy Haikawa złapał Kentę za ramiona. - Widziałeś jego skrzydła?!
- T-Tak... - odpowiedział chłopak powoli i spojrzał na mnie z ukosa. Podniosłem delikatnie brwi. O co im chodzi z tymi skrzydłami?
- Yaa~! Później mi opowiesz! - Aki podskoczył uradowany, po chwili jednak poważniejąc. - Jak często pióra były rozmieszczone?
- Dość często.
- A jaki ma znak?
 Kenta spojrzał na mnie wyczekująco. O co mu chodzi? Powoli skojarzyłem fakty i pokiwałem głową, zdejmując koszulkę (którą wcześniej zdążyłem założyć).
- Jak świeci po przemianie?
- Na żółto.
 Aki pokiwał głową z uznaniem.
- To koci demon. Troszkę mnie zdziwiło to, że nie ma Bastet na ramieniu, a znak Amona*. Nie wygląda mi na mieszańca, ale widocznie to jednak ród węży.
 Przekrzywiłem nieco głowę. Czyli co, mogę gadać z wężami? Zajebiście! Jak Harry Portier!
- Umie jeszcze przechwytywać moce. - dopowiedział Kenta cicho.
- To zmienia postać rzeczy. - powiedział zaskoczony Aki, wyrywając się z uścisku brata. Podszedł do mnie i podniósł nieco. - Lekki. Czyli pewnie królewicz.
 Czekaj... Co? Jestem królewiczem? Mam kupę forsy i własny zamek? Ale fajnie!
- KRÓLEWICZ?! - krzyknął Kenta patrząc na mnie dziwnie.
- No królewicz. - Aki po namyśle postawił mnie na podłodze i podrapał za uchem, na co odpowiedziałem iście kocim miauknięciem. - Jest lekki, więc pewnie miał jakąś dziwną dietę dla królewiczów. Jeszcze ten znak i pionowe źrenice. To wyraźnie ród królewski. - wymądrzył się chłopak, gładząc moje wrażliwe miejsce pod brodą, wyrywając z mojego gardła długi gardłowy pomruk. - Jesteś taki słodki, kya~! - pisnął i ponownie do siebie przytulił. Nie no, tęcza i jednorożce, a co.
 Wymierzyłem mu policzek i odsunąłem się na długość metra, sycząc wściekle.
 Jezus Maryjo, naprawdę mój mózg przestawił się zupełnie, czy co? Miauczę, prycham, drapię, syczę i mruczę. To jest dziwne.
- Zdziwiło mnie tylko troszkę to, czemu ci się wcześniej nie przedstawił... Kenta? - spytał Aki masując obolały policzek dłonią i patrząc w stronę młodszego brata. Podążyłem za jego spojrzeniem.
- Ja... - powiedziałem cicho zwracając na siebie ich uwagę i nerwowo poruszyłem uszami. - Ja nie pamiętam nic z okresu bycia demonem.
- CO?! - odpowiedzieli synchronicznie bracia, natychmiastowo kierując swoje spojrzenie w moje oczy. Znów poczułem ten dziwny ból głowy, ale tym razem ze zdwojoną siłą. Skrzywiłem się nieco i złapałem za skronie, nie bardzo wiedząc jak temu zaradzić. Gdy podniosłem wzrok ich miny były po prostu piękne - zdziwione i przerażone. Odkrywając w sobie zakorzenione gdzieś pokłady sadyzmu roześmiałem się w głos, po chwili czując pieczenie pod powiekami, na końcu ogona i uszu. Tym samym bólem emanowało ramię z dziwnym tatuażem.
 Okej, nieważne. Chyba zacząłem niekontrolowaną przemianę.
 Teraz nie tylko oczy świeciły, ale i koniuszki uszu oraz ogona. Otrząsając się ze zdumienia nie pozwoliłem wyjść na wierzch skrzydłom. O dziwo robiłem to zupełnie intuicyjnie, gdyż nigdy wcześniej nie udało mi się zatrzymać tego na tym etapie - moja demoniczna natura była dla mnie czymś zupełnie nowym i nieznanym. Powoli skierowałem spojrzenie świecących oczu w stronę Kenty oraz Akiego. Jakim było dla mnie zdziwieniem nie zobaczenie przerażonych i niespokojnych twarzy tylko...
 Chichot. Usłyszałem chichot. Jestem tego pewien.
 Oni się ze mnie śmiali.
 ...
 CO KURWA ZNOWU ZROBIŁEM NIE TAK?! Znów byłem pośmiewiskiem zamiast obiektem kultu. Warknąłem podchodząc do starszego Haikawy i drapiąc go po ramieniu.
- Ej! - krzyknął cicho.
- Co was tak niby bawi? - powiedziałem zezłoszczony swoim niskim, seksownym i demonicznym głosem, po chwili odwracając głowę w bok. Poczułem, że się czerwienię.
- Nic... - zaśmiał się Kenta, wstając z podłogi, na którą wcześniej upadł pod wpływem swego jakże wielkiego rozbawienia. Debil. - Po prostu wyglądasz zbyt słodko z tymi uszkami i ogonkiem, więc po prostu nie da rady się ciebie bać.
 Prychnąłem tylko i odwróciłem się z zamiarem udania się do kuchni. W końcu przez cały czas staliśmy w przedsionku. Aki zdjął buty i już po chwili był koło mnie wypytując o wszystko co się dało, a po chwili dołączył do niego Kenta. Gdy zostałem już wymiziany i obsypany mnóstwem uroczych słówek, a dwójka moich dręczycieli padła zmęczona na kanapę, postanowiłem zrobić coś do jedzenia. W końcu zbliżała się już godzina dwudziesta pierwsza, a ja w końcu miałem być tu gosposią. Wyszukałem z otchłani lodówki masło orzechowe, po czym stworzyłem na szybko słodkie tosty i szklankę mleka. Gotowy posiłek zaniosłem do salonu, podając go na kolana zaskoczonym braciom.
- Smacznego. - powiedziałem i zająłem się pałaszowaniem swojej porcji jedzenia. - Mam nadzieję, że mimo waszego wampiryzmu, potraficie jeść normalnie?
- Oczywiście! - powiedzieli chórem, po czym spojrzeli po sobie zdezorientowani.
- No to żryć. - mruknąłem wciągając swoją porcję. Bracia życzyli mi smacznego i po chwili zajęli się swoim posiłkiem.
»•»♥«•«
- Łazienka wolna~! - zakrzyknął Kenta. Zbliżała się godzina dwudziesta trzecia i warto by było się umyć i pójść spać. Mimo wszystko warto być czystym i pachnącym, więc zamknąłem się w toalecie i napuściłem wody do wanny. Od zawsze lubiłem gorące, długie i pachnące kwiatami kąpiele. Jako że moi współlokatorzy postanowili już pójść spać nic nie mogło mi przeszkodzić.
...
...no prawie.
 Przekonałem się o swoim błędzie, dopiero gdy dotknąłem koniuszkiem ogona tafli wody. Zaraz dostałem gęsiej skórki i szybko wyszedłem z wody. Co jest?
 Spróbowałem jeszcze raz. To samo.
 Skrzywiłem się. Nie lubiłem być brudny, a do wody nie mogę wchodzić. Co zrobić?
 Postanowiłem więc umyć się pod prysznicem. Przez pierwszą minutę zimne dreszcze przechodziły moje ciało, gdy tylko coś mokrego dotykało moich zwierzęcych części, ale później jakoś się przyzwyczaiłem. Czyściutki i pachnący dotarłem do swojego łóżka i życząc Kencie dobranoc, zakopałem się w miękkiej pościeli. Po chwili wyjąłem telefon i odpaliłem mordoksiążkę. No cóż, kolejna bezsenna noc.
 Zafascynowany stroną nie zauważyłem przypatrujących mi się dwóch głodnych, czerwonych oczu.

sobota, 25 października 2014

»Prolog« Black Mirror

» Ohayou ziomeczky!
 Mam dla was dziś odskocznię trochę od świata fantasy i bardziej zagłębienie w SciFi. Opowiadanie to napisałam tuż po zakończeniu pierwszego sezonu Basugeja, a dziś je odkopałam i stwierdziłam, że warto opublikować. Podczas czytania rżałam jak głupia, nie mogąc opanować śmiechu. Fanfic jest naprawdę stary, więc go co nieco poprawiłam, wzbogacając tekst i zmieniając nieco szyk zdań.
 W tagach spojlery~
 Cóż, mam nadzieję, że Wam się spodoba choć prolog i będziecie chcieli przeczytać ciąg dalszy!
 PS: Kim jest tajemniczy pan? :D
 Komentarze proszą o uwagę. «

 Gwiaździste, granatowe i jakże przejrzyste niebo zasłaniał wysoki, ciemny las. Długie, czerwone i czarne smugi na nieboskłonie składały się tak niekorzystnie, iż jak szło się po żwirowej dróżce można było zauważyć osobliwy wzorek, przedstawiający pękającą powierzchnię firmamentu. Praktycznie nikt nie miał pojęcia, skąd biorą się takie rzeczy na niebie ponad krajem kwitnącej wiśni, ale jak na razie wywołało to tyko dobre wrażenie.
 Jednak na jednej osobie, spacerującej nieodpowiedzialnie leśną dróżką, otoczoną sekwojami, ogromnymi paprociami i czerwonymi trawami, dziwne niebiańskie szlaczki nie wywołały zachwytu, jedynie smutek, rozgoryczenie, zdziwienie, acz zarazem potwierdziło najgorsze oczekiwania.
 Młody, szczupły i dość niski chłopak o rudych, wręcz czerwonych włosach i jednej tęczówce tego samego koloru wpatrywał się obojętnie w długie paski na niebie.
- No cóż... Niby każdy się myli. - powiedział cicho i przymykając dwukolorowe oczy rzucił ostatnie spojrzenie na ekran laptopa. Pod literami systemu operacyjnego przeskakujące niespokojnie cyferki szybko wyzerowały się, pozostawiając jedynie samotną jedynkę po ośmiu zerach. Pierwszy i ostatni raz widział ten error.
- Miałem się nie mylić... Ja zawsze wygrywałem... - szeptał zrozpaczonym głosem prosto w monitor komputera. Po jego policzkach ciekły pierwsze łzy w życiu, a serce niespokojnie drgało na swoim miejscu, chcąc wyrwać się z piersi. Wściekły na siebie rzucił laptopem o ziemie i wyjąc w szlochu osunął się na nią, wyjmując nóż i wsadzając go sobie pod żebra. Czerwona krew chlusnęła na migający ekran i powoli zaczęła skapywać na ziemię. Monitor zaszył biały kokon, z którego powoli wyłonił się napis, pieczętujący los ludzkości:

...ERROR 000000001:1:1 'black mirror open'

poniedziałek, 6 października 2014

»3« Bo nie każdy jest osiągalny

» Ohayou~!
 Ostatnio jestem nieco horutqa i boli mnie głowa, ale pomysł na ten rozdział chodził mi po mózgu i zabijał myśli. Gomene, jestem zua i okropna, ale nie ma jeszcze zegzu~ *uchyla się przed pomidorem*. Poza tym, ja nie umiem pisać opisów seksu T.T. To jest trudne ;=;.
 Ale nic na siłę, nic na siłę moi drodzy. Należy pamiętać, że też mam życie ^^.
 No nic. Mam nadzieję, że się spodoba, że nie ma za dużo błędów i że mniej więcej coś wyjaśniłam :3.
 Żartuję! Jest jeszcze więcej niewiadomych, ale mamy pierwsze oznaki lofczi od Miku!
 Buźka~! «

 Z niedowierzaniem patrzyłem swoimi świecącymi oczkami prosto w źrenice Kenty, który był niemniej zdziwiony.
- Ale... Jak to? - spytałem dotykając swojej zamkniętej powieki. Syknąłem, czując coś w rodzaju lekkiego wyładowania elektrycznego i szybko cofnąłem rękę. Chłopak wzruszył ramionami, a ja westchnąłem ciężko i zlazłem z jego kolan, od razu udając się do kibla. Jakby się zastanowić, to teraz nie mogłem zdjąć soczewek, ani zbyt często zamykać oczu, bo za każdym razem piekła mnie skóra. Więc niczym Karolina od LSD - nie mogłem mrugać.
 Dotarłem do łazienki lekko sfrustrowany, z trzaskiem zamknąłem drzwi i rozejrzałem się po pomieszczeniu*. Było urządzone w tych samych kolorach co sala kinowa, czyli w mocnej czerwieni i czerni wpadającej w granat. Na prawej ścianie wisiało w rzędzie pięć umywalek, podpartych czymś w rodzaju czarnego, podłużnego prostopadłościanu, wyłożonego pięknymi kafelkami, które ciągnęły się po całej podłodze i ścianach. Jedynie pod zawieszonymi lustrami znalazło się miejsce na drobną mozaikę i czarne zawijasy. Mhrok i zniszczenie, ale bardzo ładne.
 Podparłem się o porcelanowy zlew i spojrzałem w zwierciadło, o mały włos nie lądując na kafelkach, które wcześniej tak komplementowałem.
 OŁ MAJ FAKIN GAD.
 Z niedowierzaniem ponownie popatrzyłem na swoje odbycie, ale nic się nie zmieniło: tęczówki świeciły mi złotym blaskiem, źrenice jakby zwężały, usta stały się spierzchłe i lekko blade, skórę miałem alabastrową bez najdrobniejszego zaczerwienienia na policzkach.
 Ale nie moja twarz tak potwornie mnie zdziwiła.
 Z pleców wystawała mi para ciężkich skrzydeł, a właściwie to, co z nich zostało. Na czarnym jak smoła szkielecie wisiały kępki poszarzałych piór, w niektórych miejscach jeszcze utrzymując swój dawny, biały kolor. Co dziwne, nie czułem bólu w plecach, jak to zazwyczaj piszą - skrzydła były jakby zawieszone w powietrzu tuż za moimi plecami, a mimo wszystko czułem ich ciężar i mogłem nimi poruszać. Taa... Wyobrażałem sobie, jak lecę na nich nad Japonią, a ludzie przypatrują się mi, jakbym był ósmym cudem świata.
 Ehmm... Taak... Tylko... Czym ja tak właściwie jestem?
 Dobra. Trzeba zdobyć jakieś informacje.
 Skupiłem się, próbując wydobyć z siebie jakąś magię, jak to zwykle robią w opowiadaniach fantasy, ale skupianie skończyło się na, spektakularnym jak worek, puszczeniu bąka. Zrezygnowany ponownie popatrzyłem w lustro, ale ponownie się zdziwiłem - majestatyczne skrzydła zniknęły, została tylko złota tęczówka i białe włosy. Gdy znów się skupiłem, przemiana nastąpiła z powrotem zaskakująco szybko. Heh, przynajmniej mogę kontrolować swoją magiczną stronę. Tylko muszę uważać na sprawdzianach i przy waleniu kloca, bo nie każdy chciałby zobaczyć w klasie, lub kiblu...
 No właśnie, co?
 Schowałem swoje skrzydła i alabastrową skórę, założyłem nowe soczewki i pognałem wprost do Kenty, który - jak się okazało - czekał na mnie za drzwiami toalety. Trochę przerażony stanąłem przed nim i zakłopotany spojrzałem gdzieś w bok, nie wiedząc jak zacząć rozmowę.
- Emm... Przepraszam, że tak nagle-
- Mikuś! Dlaczego nie powiedziałeś mi, że jesteś demonem?! - przerwał mi. Spojrzałem na niego nierozumiejącym wzrokiem.
 Demon...?
- Eeee... Co? - przekrzywiłem głowę w prawo tak, aby opadła na ramię. - Co ty do mnie rozmawiasz?
- No przecież Twoje oczy! Świeciły na ZŁOTO! Tylko demony tak mają! - powiedział w uniesieniu. Na jego twarzy widziałem ekscytację, ale i strach.
 Mhm... Ciekawe, myślałem, że to taka dziwna heterochromia.
- I jeszcze przejmowanie mocy! Musisz być jednym z Większych!
 ...że kurwa co?
- Że kim? - popatrzyłem na niego, jak na kosmitę.
- Ty naprawdę nie wiesz o co biega? - spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Emm... A powinienem?
 Kenta wyglądał, jakby dowiedział się po raz pierwszy, że arbuz to warzywo.
- Rili, broł? - po jego głosie było słychać, że naprawdę jest zdziwiony. I jeszcze tan zapach... - Rili?
 Pokręciłem głową i podszedłem do niego, przy okazji klepiąc po ramieniu.
- Rili, broł. Rili. - uśmiechnąłem się delikatnie. - Możesz mi to wyjaśnić?
 Popatrzył na mnie ze zrezygnowaniem, po czym podparł się o drzwi i westchnął:
- Chodźmy do domciu, tam wszystko ci opowiem.
 Na chwilę mnie wmurowało. Jak nastolatki kurwa, jak jebane przyjaciółeczki rozmawiające o przystojniaku z trzeciego piętra, który tak seksi wynosi śmieci, przy okazji napinając swój biceps wielkości boiska piłkarskiego.
 Nie bardzo widziałem jakieś inne możliwości, więc od razu się zgodziłem, sygnalizując o tym Kentę energicznym potrząsaniem potakująco głową. Patrzył na mnie jeszcze przez chwilę, aż podszedł do mnie dość blisko. Nie wiem czemu, ale wstrzymałem oddech.
 Przez chwilę patrzył mi w oczy, a potem powoli wyciągnął rękę i dotknął białych kosmyków. Zadrżałem lekko.
 Okej, co tu się kurnać dzieje? CZUJĘ moje włosy, kurwa, CZUJĘ je! TO NIE JEST NORMALNE!
- Zaskakujące... - powiedział Kenta głaszcząc mnie lekko. - Zazwyczaj piszą, że demony mają czarne, wysuszone, zaniedbane i szorstkie włosy, a ty jak nie nakładasz żelu jak szalony, to masz je nawet miękkie. I białe.
- Wolałbym mieć czarne... - powiedziałem cicho i spojrzałem gdzieś w bok. - Nie czułbym się takim dziwolągiem...
- Ale to czyni cię wyjątkowym! Czy ludzie nie dążą do tego by być oryginalnymi? - spytał Kenta łapiąc mnie za obie dłonie. Swoją drogą, nie pamiętam byśmy tak się zbliżali. Krępujące... - Farbują się na niebiesko, zielono, byleby tylko nie mieć tego samego koloru włosów! Ubierają się różnie, aby łatwo było ich odróżnić od innych! To fascynujące!
- Cz-czekaj... - spojrzałem na niego lekko nie rozumiejąc. - Oni? Czyli ty nie jesteś człowiekiem?
- Nie! - odparł nieco zbyt energicznie. Whoops, przewrażliwiony - Jestem wampirem.
- Wampirem? - spytałem zaciekawiony. Faktycznie, pachniał nieco inaczej niż inni, ale myślałem, że po prostu się nie mył.
- No tak! Myślałem, że poczułeś... - powiedział cicho, ale dumnie.
- To znaczy, że najpierw chciałeś mnie na początku wypić? - spojrzałem na niego z ukosa. Nieco się przestraszyłem, nie powiem.
- N-Nie! - zaprzeczył gwałtownie, po chwili jednak uspokajając się i kierując spojrzenie w bok. W tym momencie powinna mi się pojawić taka śmieszna skurczajka w rogu głowy. - No... może trochę... A-Ale potem zmieniłem zdanie! - powiedział z prędkością karabinu maszynowego, patrząc jak rozgrzewam nadgarstek do uderzenia. Spojrzałem na niego lekko podejrzliwie i po krótszym zastanowieniu chwyciłem go za ramiona i wciągnąłem głęboko jego zapach. Aż się zdziwiłem, czując słodkie dreszcze przemykające po całym ciele, palące ciepło na policzkach i jedną zasadniczą w sumie rzecz.
 Miałem kurwa wzwód.
 To już zdecydowanie nie jest normalne! Nie powinienem AŻ TAK zareagować na bodźce zapachowe! NIE, NIE I KONIEC!
 A jednak.
 Odsunąłem się od niego jak najdalej. Na szczęście obcisłe jeansy na coś się przydały.
- Tłumacz się. - powiedziałem i prychnąłem cicho.
- No bo... - Kenta delikatnie potarł nadgarstek lewej ręki i spojrzał nieśmiało gdzieś w bok. Słodki!
 Chwila... Czy ja przed chwilą pomyślałem "słodki"?
 Okej, staczasz się Miki. Ogar. Pomyśl o...jagodach. Yummy.
 Od odpowiedzi uratował go dźwięk kończącego się filmu - zapaliły się światła, stała się jasność, takie tam. Zauważyłem niezmierzoną ulgę na jego twarzy.
- I tak się nie wymigasz... - mruknąłem cicho. Kenta roześmiał się i wywlókł mnie z kina za nadgarstek. Dobrze było go widzieć szczęśliwym.

»•»♥«•«

- Pokarz skrzydła.
 To było pierwsze co usłyszałem po wejściu do przytulnego domku. Nieco zaskoczony zdjąłem najpierw swoje buty, aby nie chodzić w glanach po domu (swoją drogą to nie wiem jak w nich wytrzymałem, ale czułem na stopach mnóstwo odparzeń i odcisków) i rozejrzałem się po pokoju.
- Rozpierdolę ci dom, więc chodźmy do ogrodu. - zaproponowałem inteligentnie po chwili czując się dumny ze swojego pomysłu. Gdy Kenta pokiwał głową przeszliśmy do ogródka i stąpając po kamiennej ścieżce doszliśmy do miejsca, w którym nikt nas nie widział. Rozejrzałem się jeszcze dla pewności, po czym zacząłem się skupiać.
- Wiesz... Jesteś pierwszym demonem, który dobrowolnie pokazuje swoje skrzydła dla świata zewnętrznego. - powiedział cicho i spojrzał w bok. Przekrzywiłem nieco głowę. - No... Demony zazwyczaj wstydzą się swych skrzydeł, chowają je możliwie jak najczęściej. Bo są poszarpane, zniszczone. Zadałem ci to pytanie, będąc przygotowanym na odmowę. - delikatnie potarł dłonią nadgarstek. Muszę pamiętać, że robi tak, jak się denerwuje. - To tak, jakbyś podszedł do dziewczyny na ulicy i spytał ją, czy pokarze cycki. Jeden procent szans na powodzenie. Dlatego... - wskazał palcem na wypukłość w spodniach. - To trochę bardzo emocjonujące...
- Dobra, ok, spoko,to nic nadzwyczajnego. - podniosłem do góry swoje ręce w geście "spoczi, ale ja ci z problemem nie pomogę". Chociaż, może...
- Dzięki...
 Zdjąłem soczewki i spojrzałem na chłopaka świecącymi oczkami. Czułem jego podniecenie tą sytuacją, dzięki moim superoczom mogłem prześwietlać go, spijać każdą myśl, każde odczucie. Znów poczułem się odważniejszy niż zwykle.
 Delikatnie zdjąłem koszulkę. Na prawym ramieniu ujawniła się postać węża, który zaczął walić po oczach złotym światłem. Delikatnie uniosłem się do góry, ciężar na plecach wzrósł dwukrotnie, a po chwili pojawiły się moje ostre jak brzytwa kiełki, czarne paznokcie i bielszy niż biel odcień włosów.
 Ojapierdolekurnamać, jakie zajebiste! To ja tak potrafię?!
 Wylądowałem spokojnie na ziemi i spojrzałem na Kentę, który wyglądał jak oczarowany moją osobą. No bo przecież jestem zajebisty, to trzeba przyznać.
- Ja ciulę... - jęknął cicho i wyciągnął dłoń do przodu, a jego oczy zaczęły świecić na czerwono. Zafeliście, naprawdę to wampir~! Troszkę się przestraszyłem, bo mam krew w sobie. Niby demon i nieśmiertelny, ale ten przeszkadzający czerwony płyn, który płynie mi w żyłach, nie mógł sobie iść!
- Mogę ich dotknąć? - spytał. Czułem jak jest podekscytowany i niezdrowo podniecony. Okejka, powoli zaczynam się bać.
- No pewka. - nawet mój głos nie brzmiał już tak samo. Był jakiś takiś dziwny... Niski.
 Jestem sssseksi~!
 Kenta przyłożył delikatnie opuszek do moich piór, a ja poczułem coś w rodzaju upierdliwego wyładowania elektrycznego. Bardzo przyjemnego. Delikatnie się odsunąłem, czując dziwny dreszcz na moim ciele. Chłopakowi dalej świeciły oczy z podekscytowania, lecz po chwili przygasły i podniecenie zastąpiło zdziwienie, a później rozbawienie. Haikawa (Kęta ^^) zaczął rżeć i tarzać się po ziemi, trzymając się za brzuch. Łatafak, o co chodzi?
- U-Uszy... - wysapał widząc moje mordercze spojrzenie i złowrogą minę. - I ogon... Masz uszy i ogon! Tchacha! Jak u kotka!
 Łejt łat?
 Pomacałem się po głowie i wyłapałem dwa, puszyste i szpiczaste, pokryte delikatnym futerkiem uszęta. Jednocześnie odnalazłem nieznane u siebie wcześniej nerwy, ponieważ nie tylko węch, ale i słuch mi się wyostrzył. Nie dowierzając sięgnąłem do tyłu, lecz i tu zdziwienie - miałem kolejną przeszkadzajkę, tym razem jeśli chodzi o chodzenie. Kenta nadal rżał, a ja niezadowolony położyłem niedawno nabyte uszka po sobie i zacząłem nerwowo miotać ogonem na wszystkie strony. Skrzydła powoli zniknęły, tak samo jak świecący wąż, wyglądający teraz jedynie na tatuaż.
- S-Saldus... - zachichotał  po raz ostatni Haikawa i podniósł się na nogi.
- Czy ty mnie obrażasz? - spytałem podejrzliwie. Spojrzał na mnie rozbawiony.
- To po litewsku słodki.
 Odetchnąłem z ulg-
- TY SZMATO! - krzyknąłem, widząc że ucieka i pobiegłem za nim, ale mimowolnie uśmiech wkradł się na moje wargi. Po raz pierwszy pomyślałem szczerze, że dobrze mieć go przy sobie.


________
*Autorka ma bzika na punkcie łazienek, więc... Czasem będą się pojawiać opisy :3. Przepraszam, że żyję ;=;

niedziela, 31 sierpnia 2014

[KnB] AkaKise - Nożyczki

» Ohayo~!
 Ponieważ nie mam kompletnie pomysłu co dodać na sierpień, dziś ostatnia szansa, a kompletnie nie mam głowy do BNKJO, to wklejam taką miniaturkę z AkaKisią~
 Tak, wiem, nie trawię tego parringu, ale po przeczytaniu Danse Macabre od Black kiedyśtamdawnotemu, coś mnie natchnęło i napisałam wtedy naprawdę mało śmieszną i zjebaną miniaturkę ^^". Taak, przepraszam, że żyję, czy coś.
 Całym sercem mogę polecić fanfika Blacka, mimo iż jest trochę smutny, przerażający i w nocy po nim nie mogłam spać ;=;. I w ogóle całą jej twórczość. [reklama i nie, nie płaci mi ;P]
 Dość pierdolenia o tym czego lubię!
 Ogólnie planuję jeszcze kilka ff z Haikyuu, Tokyo Ghoula, Free! i Kuroshitsuji, bo to mój obecny fandom~ :3
 To papa~ :3 «

- Akashicchi, czemu się złościsz?
- ...
- Akashicchi?
- ...
- Aka-!
- Masz moje nożyczki.
- Och! Akashicchi, prze-!
- Bez nich czuję się nagi.
- ...
- ...
- Akashicchi, ty jesteś nagi.

sobota, 19 lipca 2014

»2« Bo nie każdy jest osiągalny.

» Ohayou!
 No więc tak. Na początek powiem, że jak widzicie zmieniłam imaż bloga, teraz jest bardziej... Czarno i mrocznie. Dodałam także parę gadżetów, takich jak przycisk "do góry", inny kursor, czy tęczę~!
 I jeszcze... GOMEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE! NIE UMIEM PISAĆ ROMANTYCZNYCH SCEN, NIE, ZAWSZE ZEPSUJĘ KLIMAT~!

 A na razie dziękuję i zapraszam do czytania ♫! «

» Udałem się wraz ze swoim współlokatorem na piętnastominutowy spacer do szkoły. Kenta opowiadał mi zawzięcie o zaletach jego krótkich spodenek, ale przez te jego czarne włosy z emogrzywką gotował się w ubraniach zapewne równo mocno, jak ja w swoich długich nogawkach.
- Ale Miku-chan! - znów napadł na mnie z drugiej strony i nadmiernie gestykulując próbował odwrócić moją uwagę od gry na telefonie.- Jeśli założysz krótkie spodenki, twoja aerodynamika będzie lepsza i w szybszy sposób dotrzesz do szkoły!
 Spojrzałem na niego jak na idiotę, a on uradowany, że zwrócił moją uwagę chciał mnie objąć ramieniem, ale wymsknąłem mu się.
- Weź się ogarnij człowieku, nie włożę tej szmaty! - wskazałem bezwstydnie palcem na kawałek materiału, nie zważając na uczucia tego czegoś. Było naprawdę niewielkie - ledwo starczyło, aby zakryć moją wielką, tłustą dupę i strategiczne miejsca. Poza tym, jaki chłopak o zdrowych zmysłach założy coś takiego?!
 Dobra. Przyznaję się. Mam kompleksy na ten temat. Na moich nogach nie wyrósł nigdy pożądany gruby, męski włos. Moja klatka piersiowa jest równie łysa i niemęska. Nawet nie mam jebanych włosów łonowych!
 Widocznie ewolucja odtańczyła radosną polkę, obdarzając mnie wyjątkowo dużym przyrodzeniem (z którego mówiąc nawiasem jestem wyjątkowo dumny), a potem wypięła się i pokazała mi dupę nie nadając mi ani męskich kształtów, ani nawet głupich włosków na łydkach. Och kobiety, podarujcie mi w prezencie swe owłosienie na nogach, którego tak bardzo chcecie się pozbyć!
- Mikado! Ale proszę! - Kenta złapał mnie za ranię i potrząsnął, tym samym wyrywając mnie ze zwiedzania mojego zakompleksionego umysłu, który jest tak głęboki, jak rów w dupie. Zaciekawiony swoimi przemyśleniami zerknąłem najpierw na jego twarz. Miał duże, niebieskie oczy, które patrzyły na mnie z lekkim rozbawieniem, malinowe usta wygięte w lekki banan i bladą cerę, którą zdobiły leciuteńkie rumieńce. Kształt jego grzywki, czarny kolor włosów i wiecznie noszone łańcuchy z pentagramami przywodziły na myśl kogoś załamanego psychicznie, lub satanistę, ale nic z tych rzeczy. Kenny był naprawdę wesołym chłopakiem, raczej bez satanistycznych popędów.
 Z głowy przeniosłem spojrzenie na jego lekko umięśniony tułów, a później na nogi odziane w czarne, jeansowe spodenki. Naprawdę, dwadzieścia dziewięć stopni w cieniu, a on nosi czarne ubrania? Trzeba mieć jeszcze większe masochistyczne popędy niż ja.
 Z zaskoczeniem odkryłem, że on również ma niemęskie, kompletnie nieowłosione nogi, które aż błyszczą w słońcu. Widocznie nie miał w dupie swojej aerodynamiki i się golił, albo po prostu urodził się bez sierści. Tak jak ja.
- Nie ma mowy, nie założę nic, co ma odkrywać moje nogi! - wypaliłem w końcu. Kenta spojrzał na mnie dziwnie, później na moje bogu winne spodnie i znów na mnie.
- Ale...
 I tak oto spędziliśmy wspólną drogę do szkoły.

»•»♥«•«

- Dobrze, dobrze! - rzekł Saji, członek grona pedagogicznego, próbując ogarnąć rozszalałą grupę młodzieży. To naprawdę trudne do wykonania, szczególnie że ta grupa wraz ze mną w komplecie chciała zapoznać się z innymi, czego nie miała okazji zrobić wczoraj. Nauczyciel westchnął, posłał w naszą stronę mordercze spojrzenie, po czym podszedł do tablicy i zaczął po niej skrobać pazurami, a że dźwięk ten był o morderczej częstotliwości i poziomie wkurwizmu, cała młodzież zamilkła i powróciła na wyznaczone miejsca.
- Oke. - biolog delikatnie skinął nam głową, siadając na swoim biurku i zakładając nogę na nogę. - To teraz ja się może przedstawię. Wcześniej pewnie mijaliście mnie na korytarzu, a nawet większej ilości z was się przedstawiłem. - Ta, pamiętam. Zaczepił mnie na korytarzu i przedstawił, ale byłem zbyt zajęty przeżuwaniem kanapki, aby zwrócić na niego większą uwagę. Zapamiętałem tylko jego imię, nazwisko, stanowisko (nie czuję jak rymuję, gome) i zapach. - Ponieważ nie miałem z wami wczoraj lekcji nie zdążyłem się z wami wszystkimi przywitać.
 Przystojny mężczyzna z lekkim zarostem, długimi włosami i dziwną, hipsterską czapką stanął przed nami i ukłonił się lekko.
- Nazywam się Saji Yo i będę waszym nauczycielem biologii. Nie bardzo lubię robić testów, więc będziemy robić te obowiązkowe. Chyba, że mnie zdenerwujecie, to wtedy nie będzie już tak przyjemnie... - czarne chmury zasnuły radosne niebo pełne tęczy i latających jednorożców, gdy tylko usłyszeliśmy tę informację. Zrobiłem się dziwnie wściekły. Nie wiem czemu, ale nie chciałem się zbliżać za bardzo do tego tajemniczego pana...
 Nauczyciel odczytał nazwiska z listy i zaczął pisać temat na tablicy, a mi się przez cały czas zdawało, że Kenta i on rywalizują ze sobą na wzrok. Lekko odchyliłem się w stronę swojego kolegi z ławki i szepnąłem mu na ucho:
- Co jest?
 Spojrzał na mnie nierozumiejącym wzrokiem.
- Ale o co chodzi?
 Jego zapach stał się mocny i lekko słonawy. Kłamał.
- Nie ściemniaj. Wiem, że coś się stało. Ciągle patrzysz na niego jak na wroga.
 Kenta warknął i obrzucił nauczyciela niechętnym spojrzeniem. Biolog odpowiedział mu tym samym, a później spojrzał na mnie lekko uśmiechnięty. Zdziwiłem się tą lekką zmianą nastroju
- Bo to jest wróg.
 Spojrzałem na niego spode łba. Jednak zapach nie wskazywał jednak na to, aby kłamał.
- Dżiss, nie oceniaj książki po okładce! - lekko prychnąłem, jednocześnie rzucając nauczycielowi pogodne spojrzenie. Kenny przysunął się do mnie jeszcze bliżej, prawie dotykając wargami mojego ucha. Wzdrygnąłem się mimowolnie.
- Patrz jak na ciebie patrzy. Ewidentnie na ciebie leci! - syknął, delikatnie muskając ustami mój narząd słuchu. Mimo iż mówił naprawdę cicho, idealnie odebrałem każdy dźwięk.
- Kenta! - szepnąłem równie cicho, karcąc go spojrzeniem. Jego oczy były lekko brązowe, co mnie zdziwiło. Wydawało mi się, że ma niebieskie... - Nie wyciągaj pochopnych wniosków! On nie może być gejem, patrz jak flirtuje z laskami!
 Rzeczywiście, nasz nauczyciel obdarzał każdą panienkę z osobna wzrokiem "Jesteś już moja, mała".
- No ale... - mój współlokator spojrzał na mnie znacząco i dyskretnie skinął głową na jego czapkę.
- Co z nią? - spytałem, ale mój kolega spojrzał na mnie dziwnie, po czym pokręcił głową.
- Nieważne... - mruknął i zapatrzył się w rysunek wilka na jego zeszycie. Był smutny.
 Nie do końca wiedząc co robię, delikatnie pogłaskałem go po głowie, zaczesując kosmyki grzywki za ucho. Miał naprawdę gładką skórę. Zaaferowany przeczesywaniem czarnych kosmyków nie zauważyłem kolejnej, krótkiej bitwy spojrzeń - tym razem na zadowolone i zazdrosne.

»•»♥«•«

 Po skończonych lekcjach miałem zamiar udać się do mojego tymczasowego domu. I dokonałbym tego. Gdyby nie wielka, ale gładka jak dupa archanioła ręka, która przytrzymała mnie za kołnierz. Machnąłem więc tylko rękoma w przód i zostałem przywołany z powrotem do pozycji stojącej.
- Tak Kenta? - spytałem, wyjmując jego rękę na wierzch i obróciłem się.
- Jaa... - zaczął cicho, rzucając mi co chwila ukradkowe spojrzenia. - Czy ty... Pójdziesz ze mną do kina? - powiedział na jednym tchu. Popatrzyłem na niego jak na idiotę.
- A czy mam jakiś wybór? - spytałem delikatnie się uśmiechając. - Nie znam przecież na pamięć drogi do domu, a jak ty idziesz do kina, to chyba muszę iść z tobą.
 Tak wiem. To zabrzmiało jak fatalna wymówka, aby nie leźć do pustego domu, aczkolwiek to najprawdziwsza prawda!
 Chłopak początkowo się zdziwił moją drogą dedukcji (widocznie na jego roześmiany, beztroski mózg to było za wiele do pojęcia), ale po chwili wyszczerzył się jak zwykle i łapiąc mnie za łapę poprowadził w stronę wyjścia ze szkoły. Gdy znaleźliśmy się już na chodniku, spojrzałem na nasze splecione palce i po chwili namysłu postanowiłem wyciągnąć rękę z uścisku. Niechętnie wysunąłem dłoń z tej ciepłej Kenusiowej, który popatrzył na mnie zdziwiony, a po chwili odwrócił głowę.
- Przepraszam... - mruknął cicho. Zaskoczony tym zachowaniem spojrzałem na jego lekko zarumienioną twarz, a po chwili dotarł do mnie jego silny zapach. Zdawał się być... przejęty? Tak to chyba dobre słowo. - No wiesz, ludzie mogli sobie coś pomyśleć, czy jak...
 Pokręciłem delikatnie głową i po chwili namysłu znów delikatnie ująłem jego łapę. Popatrzył na mnie zdziwiony, ale puściłem mu oczko i posłałem spojrzenie "wybaczam".
- Jebać ludzi. - powiedziałem jeszcze zupełnie psując nastrój. Ze śmiechem na ustach i splecionymi dłońmi dotarliśmy pod bramy kina.

»•»♥«•«

 Kolejne piętnaście minut zastanawialiśmy się nad wyborem filmu. Kenta był za horrorem, ja za komedią. W końcu wybraliśmy jakiś kiczowaty film za najtańszą cenę, po czym zmarnowaliśmy pieniądze na kinowe przekąski, takie jak popcorn, Pepsi, czy M&Ms. Obładowani jedzeniem i zadowoleni z ceny biletów (w sumie to tylko Kenta, bo to on płacił, hehe) zajęliśmy miejsca na praktycznie pustej sali i zaczęliśmy oglądać reklamy.
 Ponieważ nawet nie spojrzałem na tytuł ani gatunek wyświetlanego filmu, czekałem zniecierpliwiony, aż poznam treść, lub choć nazwę. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem reżysera i tytuł. Najpierw rozdziawiłem usta w niemym "CO?!", a później spłonąłem rumieńcem i odwróciłem wzrok na pałaszującego popcorn chłopaka obok mnie.
- Kenta... - szepnąłem cicho nie mogąc się wyzbyć rumieńców na policzkach. Mężczyzna spojrzał na mnie zaciekawiony, a ja dyskretnie wskazałem głową na ekran.
- Hę? Co z nim? Co z filmem? - spytał się, patrząc na napisy początkowe. Przełknąłem ślinę.
- Too... Film erotyczny. - powiedziałem na jednym oddechu, nie patrząc na mojego rozmówcę.
- Oł... To co robimy? - mój towarzysz wyglądał jakby nic się nie stało. Szacuneczek.
- Nie wiem, możemy wyjść i przeczekać to w kiblu, ale nie wiem, czy nas wypuszczą...
 Kenta przyjrzał się uważnie mojej zarumienionej twarzy. Co, coś powiedziałem nie tak?
- Myślałem, że jesteś taki twardy i w ogóle, ą-ę, te sprawy. - powiedział cicho. Spojrzałem urażony w jego... brązowe oczy. Fuck! W drodze miał niebieskie! Co on, jakoś magicznie zmienia soczewki?
 Powiedziała osoba, której zmieniają się kolory oczu. Heh, nie jestem sam.
- A tu takie zaskoczenie... Rumienisz się na myśl o filmie erotycznym.
- Weź spierdalaj... - mruknąłem tylko i usadowiłem się tyłem do ekranu, twarz chowając w fotelu i przeczekałem tak pół godziny.
- Kenta... - jęknąłem, bo zaczynały mnie boleć plecy. Usłyszałem cichy śmiech obok, a po chwili zaczęła mnie boleć głowa. Jęknąłem głośniej, złapałem się za nią i z całej siły chcąc powstrzymać ból, zacisnąłem na niej ręce. Nie mam pojęcia co to było, ale po chwili ból ustąpił, a ja czułem na sobie zdziwione spojrzenie Kenty. Po chwili namysłu (choć nie miałem pojęcia co mnie do tego zmusiło) wyszczerzyłem usta w uśmiechu i wgramoliłem się na kolana kumpla, przy okazji zasłaniając mu ekran z niezbyt...grzecznymi scenami. Swoją droga nie rozumiałem jak mogli nas wpuścić na taki film, ale to pomińmy.
 Z zaskoczeniem stwierdziłem, że czuję jakie pragnienia ma chłopak pode mną. Najsilniejszym z nich było oczywiście wydostanie się stąd, ale wiedziałem na przykład także, że niedawno stracił osobę, którą kochał. To mnie napawało dziwnym współczuciem.
- Ej... - spojrzałem w jego brązowe oczy. - Wszystko będzie dobrze, tak? Znajdziesz kogoś.
 Kenta był teraz naprawdę zdziwiony. Powoli wyciągnął dłoń i dotknął mojego policzka, po chwili zaczesując moje brązowe kosmyki za ucho. Uśmiechnąłem się delikatnie. I nagle zobaczyłem zieloną zorzę.
 Nie, nie, nie, nie! Nie teraz, nie tutaj! Zacząłem się gorączkowo rozglądać poszukując jakiegoś ratunku, chciałem już wstać i udać się do łazienki, ale ponownie dzisiaj przytrzymała mnie duża, ale delikatna dłoń Kenty. Złapał mnie lekko za nadgarstek, a ja zamknąłem oczy, czekając na najgorsze. Jednak stało się coś, czego kompletnie się nie spodziewałem.
 Ręka chłopaka prześlizgnęła się delikatnie po białych już kosmykach, a ja aż wytrzeszczyłem gałki z niedowierzania. Kompletnie nie takiej reakcji się spodziewałem.
 Nagle jednak Kenta zmienił spojrzenie z rozumiejącego na niedowierzające.
- Twoje oczy... - powiedział cicho, dotykając mojej skroni, na co przymrużyłem lekko powiekę. - Świecą.
 O mało nie spadłem z jego kolan.

sobota, 28 czerwca 2014

»1« Bo nie każdy jest osiągalny.

»Emm... Ohayou. Oto i kolejny... A w sumie pierwszy rozdział BNKJO. Tak się troszkę zastanawiam, jak ma wyglądać Kenta, bo wizję Mikusia mam już stworzoną. Choć w sumie to Kentę ściągnęłam ze SPYAJRA. Więc mam już gotowca :3
No cóż, nie przedłużam :P
Pajpajtki, wesołych wakacji •○•!«

»1« Bo nie każdy jest osiągalny.
 Mój niedoszły kumpel łaził za mną cały dzień - i to naprawdę. Okazało się, że w jego domu jest jeszcze jedno łóżko, natomiast w akademiku nie znalazłem miejsca. No cóż, mieszkanie z "kumplem" jest  mimo wszystko lepsze, niż jeżdżenie codziennie trzydziestu kilku kilometrów rowerem. Tak, te smutne fakty życia na wsi...
- Miku, idziesz?
 Mogę się jeszcze poużalać na to, że nie wziąłem mojego keyboarda ze sobą. Świat się wali. Na moje szczęście, na kółko muzyczne wziąłem ukochany bas. Który teraz musiałem taszczyć na plecach, bo rękę miałem zajętą torbą z ubraniami, kosmetykami, takimi tam... Taa... Od ilości moich kosmetyków, koledzy w przeszłych klasach nazywali mnie "divą". To było trochę raniące, ale jakoś się przyzwyczaiłem.
- Mikuuś...
 Co do innych faktów z mojego życia...
- Miku! - z transu wyrwał mnie krzyk, tuż koło mojego ucha. Jakieś grube cielsko zwaliło mi się na plecy, ręce zarzuciło na obojczyki, a swoje nogi oplotło w moim pasie. Gdybym nie był tym, kim jestem prawdopodobnie oboje leżelibyśmy już na ziemi. Spokojnie przeczekałem napady śmiechu napastnika i odstawiłem go z powrotem na chodnik przed szkołą. Z nieba nadal padał śnieg, choć było dość ciepło.
- Wiesz może co się stało z pogodą? - spytałem. Kenta wytrzeszczył na mnie oczy.
- To ty umiesz rozmawiać?
- Jak widać. - odpowiedziałem lekko poirytowany. - To jak myślisz, co?
 Mój towarzysz spojrzał w górę.
- Nie wiem. Globalne ochłodzenie klimatu, druga ziemia śnieżka?
- Przecież jest ciepło. - zauważyłem.
- No nie wiem, no... - Kenta spojrzał na mnie z deka wściekły. Nie rozumiałem o co mu chodzi, więc posłałem mu tylko przepraszające spojrzenie.
 Swoją drogą, to tak w ogóle zorientowałem się, że stoimy na środku chodnika i dyskutujemy o pogodzie. Jakbyśmy znali się kilka minut.
 Co nie było tak do końca nieprawdą. W końcu to mój i jego pierwszy dzień w nowej klasie.
- Idziemy? - spytałem, spoglądając na dobrze wyrzeźbioną sylwetkę kolegi. Miał krótkie, kasztanowe włosy, szmaragdowe oczy, pogodny uśmiech.
 I ładne czoło.
 MUSKU, DAMN U!
- Jasne. -odpowiedział i razem ruszyliśmy w stronę jego lokum.

»•»♥«•«

 Po piętnastu minutach jazdy autobusem, dotarliśmy do jego małego domku na przedmieściach. Był bialutki, jedynie czarne ramy okien, czerwone dachówki i dębowe drzwi dodawały mu coś przytulnego. Bez tych dodatków wyglądałby jak szpital psychiatryczny.
 Kenta otworzył furtkę niewielkiego ogrodu i wpuścił mnie. Następnie weszliśmy do - od niedawna - naszego, wspólnego domu.
- A twoi rodzice? - spytałem, rozglądając się za starszymi.
- Tylko brat. Rodzice na... - zawahał się, ale widząc moją zaciętą minę roześmiał się i zmiękł. - ...całorocznych wakacjach.
- Uu... - spojrzałem w bok, nie mogąc utrzymać wzroku na jego zmartwionych oczach. - Od kiedy?
- Dwóch lat.
 Zmieszałem się lekko i nie mogąc wydać z siebie żadnego dźwięku, poklepałem go po ramieniu.
- Chodź, pokarzę ci gdzie śpisz. - uśmiechnął się i ruszył w stronę schodów. Wspięliśmy się na górę i weszliśmy do pokoju.
 W środku znajdowało się łóżko piętrowe, dwa biurka, krzesła, dwa fotele, sofa i niewielki stolik. Górne łóżko było pościelone i aż dawało po oczach od czystości, dolne natomiast wyglądało jak ruina. Po poduszce walało się mnóstwo papierków po cukierkach, kołdra leżała skopana z boku. Już wiedziałem, gdzie śpię.
 Położyłem torbę i bas przy jednym z biurek, które uważałem za swoje. No cóż, nie było tam ani pałeczek do perkusji, ani zeszytów, więc... Zaraz, zaraz...
- Grasz na perkusji? - spytałem cicho. Nie patrzyłem na swojego współlokatora i starałem się, aby nie widział mojej twarzy. Ten instrument mimowolnie źle mi się kojarzył.
 Przykre wspomnienia zalały moją głowę bardzo szybko i gwałtownie. Kenta jak zobaczył, że drżę podszedł do mnie i przyłożył mi dłoń do czoła.- Nie masz gorączki... - wydukał, próbując spojrzeć na moją twarz. - Ej, co się stało?
- Nic. - mimo chęci, nie potrafiłem płakać. - Muszę tylko na chwilę do łazienki.
- Jasne. - współlokator puścił mnie nadal zmartwiony. - To tutaj. - wskazał drzwi.
- Dzięki. - odpowiedziałem szybko, chwytając w dłoń kosmetyczk i udałem się do łazienki. Zamknąłem za sobą drzwi na zamek, po czym niechętnie spojrzałem w lustro.
- Kurwa. - przekląłem siarczyście i odwróciłem wzrok. - Brzydal.
 Wyglądałem nieco inaczej. Farba, jak za magicznym dotknięciem różdżki zniknęła z włosów, a soczewki nie dawały już zamierzonego efektu, tworząc przed moimi oczami coś w rodzaju zielonej zorzy polarnej. Niepewnie ściągnąłem szkła i ponownie zerknąłem na swoje odbicie.
- Fuck... - jęknąłem, chowając za dłonią złote oko. - Czym ja, kurnać, jestem?
 Teraz pewnie zżera was ciekawość i chcecie, bym wam powiedział/zaspojlerował/takietam. Ale nie powiem. Sam nie wiem.
 Dotarło do mnie, że nie mogę być kimś normalnym. No błagam no, białe włosy, pomarańczowe oczy, które czasem są żółte, a czasem nie?! Łatafak?!
 W nocy i tak nie mogłem spać więc rozmyślałem nad sensem swojej egzystencji, czym lub kim ja jestem, czemu moi rodzice się kłócą, czemu widzę pentagramy na suficie, czemu brat gospodarza poszedł na dziwki, czemu muszę być gejem, czemu chcę tak bardzo wyjść na dwór, dlaczego zraszacz się zepsuł, dlaczego mam chcicę, czemu chce mi się srać, czemu mój współlokator tak strasznie chrapie i dlaczego jeszcze nie wypiłem pięknej, pełnej i kształtnej butelki coli, która stała na mojej szafce, jako skromny dar od Kenty. Jej zawartości, nie opakowania.
 Ogółem nawiedzały mnie dziwne myśli, różnorakie refleksje i wątpliwości. Nie spałem całą noc. Jak przez ostatnie sześć lat.

»•»♥«•«

  Wstałem około szóstej, i przeszedłem najciszej jak umiałem koło mojego współlokatora, by udać się do łazienki. Chwyciłem przygotowane ubrania i zamknąłem się na dobre pół godziny. Na szczęście pierwszą lekcję mieliśmy dopiero na dziesiątą.
  Jak zwykle potraktowałem moje włosy farbą, lakierem, odżywką w sprayu, mgiełką i żelem.
  Ubrałem się, po czym ponownie sprawdziłem kosmyki, ale na szczęście były szorstkie i twarde. Umalowałem się, popachniłem perfumkami i sprawdziłem czas. Grubo po siódmej, zbliżała się ósma.
  Postanowiłem zrobić gospodarzowi miłą niespodziankę i zrobiłem śniadanie. Nie miałem pojęcia, co lubi Kenta, ale gdy zlokalizowałem jajka, chleb i tuńczyk wiedziałem za co się zabrać.
  Mój kolega był bardzo pozytywnie zaskoczony.
- Dziękuję. - mruknął lekko zaczerwieniony, odstawiając talerz po kanapkach i jajecznicy.
- Spoko. - uśmiechnąłem się. Ostatnio zbyt często się uśmiecham. - Mogę Ci się tak odpłacać za nocleg.
- Dzięki kumplu! - objął mnie ramieniem i przejechał dłonią po moich włosach. Przez chwilę wstrzymałem oddech. - Szorstkie... - skrzywił się, głaszcząc mnie jeszcze kilka razy. - Czemu niszczysz sobie włosy? Przecież to wizytówka człowieka!
  Drgnąłem na te słowa. Doskonale o tym wiedziałem.
- No po prostu lubię. Coś w tym złego? - mruknąłem tylko w odpowiedzi i wyplątałem się z uścisku. Facet był niedźwiedziem. Otrzepałem spodnie z niewidzialnego kurzu i wyprostowałem się, odwracając do niego tyłem.
- A co to? - Kenta podszedł do mnie i delikatnie pociągnął mnie za kępkę włosów. - Siwiejesz! - roześmiał się głośno, a ja poczułem jak się czerwienię, ale potem oblał mnie pot.
  Tak szybko?
  Dokładnie pamiętam, jak przed lustrem sprawdzałem, czy wszystkie włosy są zafarbowane. Były. WSZYŚCIUTEŃKIE.
  Dopiero po chwili zorientowałem się, że Kenta nadal miętosi moje włosy.
- To ślad po dawnym farbowaniu. Niedługo pewnie zejdzie, wtedy będę miał już normalne, brązowe włosy. - skłamałem.
- To czemu widziałem u ciebie kasztanową farbę? - "kumpel" wyrósł przede mną, nie puszczając moich kosmyków z tyłu głowy. Przełknąłem ślinę.
- Miałem ochotę trochę poeksperymentować, więc zrobiłem się na biało, ale wyszło fatalnie, więc by się nie bawić w zmywanie zafarbowałem je na brąz. Proste? Proste. - powiedziałem z przekonaniem i oddaliłem się w kierunku basu. Wyjąłem go z futerału i zagrałem na strunach próbną melodię, poważnie zastanawiając się, czy go nie nastroić.
- Na pewno? Może jesteś jakimś starym dziadem i maskujesz swoje zmarszczki toną kremów? - wskazał na drzwi od łazienki kciukiem i uniósł brew. Przewróciłem oczami.
- Te kremy nie są na zmarszczki. A poza tym, kremów mam tylko kilka. Reszta rzeczy w tubkach, buteleczkach i słoiczkach to maseczki, żele pod prysznic, olejki do masażu, mydła...
- OK, OK, niech ci będzie. - Kenta wreszcie puścił moje włosy i ruszył spakować książki do torby. Powoli uspokoiłem rozszalałe z niewiadomego powodu serce i odłożyłem ukochany instrument na szafkę.
  Mój kolega pachniał dziwnie. Znajomo, przyciągająco, a zarazem jakieś dziwne instynkty zakazywały mi się do niego zbliżyć. Zapach ten był lekko ostry, ale z nutą łagodności. Gdy Kenta się wściekał, zaostrzał się, a gdy mój współlokator miał pogodny nastrój, łagodniał. Miałem wrażenie, że gdzieś czułem jakiś podobny...
  Nie do końca świadomie pstryknąłem palcami w powietrzu i pisnąłem ciche "Yay!". To był nasz nauczyciel biologii, Saji Yo, czy coś takiego. Woń była podobna, ale jednak Kenta był tak jakby... Słodszy.
  Nie wiem kiedy zacząłem tak zwracać uwagę na zapach, ale jest moim zaczepistym przewodnikiem. Zmysłem węchu potrafię odróżnić sposób odżywiania osoby, jej porywczość, zmęczenie, nawet wiek.
- Idziemy? - Kenta podszedł do mnie. Od razu otoczył mnie jego silny zapach. Mój współlokator był dziwnie zatroskany. Zaskoczyło mnie to, ale postanowiłem nie komentować i ruszyć za nim do szkoły.

sobota, 31 maja 2014

»Prolog« Bo nie każdy jest osiągalny.

»Więc... Dzień dobry.
Tak od razu ostrzegam, że to opowiadanie jest z deka wymuszone, akcja ciągnie się jak guma balonowa, a żarty śmieszą pośrednio. Napisałam to podczas bezsennej nocy, w dodatku na telefonie. Nie spodziewajcie się po tym zbyt wiele, hehe...
No nie przynudzam. Zapraszam do czytania☺.

Grzeję miejsce na obrazek postaci. Kiedyś tu będzie •○•.«

 Ni to żółte, ni to białe światło padało na ośnieżoną ulicę Tokio. Jako że to miasto znajduje się bardziej przy równiku, śnieg okazał się być tak dziwny, jak trzęsienie ziemi w Polsce. Zważywszy na porę roku.
 Siedziałem na parapecie w korytarzu i zastanawiałem się, co się tej pogodzie w głowie popierdoliło i co robi u nas śnieg w lecie, ale cóż. Pewnie globalne ozimnienie, takie tam.
 Oto i akademia Czarnego Słońca (szczerze nie wiem, kto wymyślił tak kiczowatą nazwę, ale jak dorwę skurwysyna to mu nogi z dupy powyrywam), potocznie nazywana czerwonym budynkiem. No po prostu. Bo jest czerwona. Z cegły.
 Ekhem...
 Dostałem się tutaj ZUPEŁNYM PRZYPADKIEM i nie zamierzałem tu gościć nawet roku. Ot, pobaluję kilka tygodni i przeniosę się do szkoły lotniczej. Chociaż... Architektura, te sprawy, nawet mógłbym tutaj zostać, gdyby mi się nie udało.
 Z rozmyślań wyrwał mnie brzęczący dzwonek, sygnalizujący koniec opierdalania, co przyjąłem z pomrukiem niezadowolenia i doczołgałem się do mojej aktualnej sali lekcyjnej. Ciekawe kto będzie miał takiego pecha i zostanie moim wychowawcą. Mam nadzieję, że nie ponownie jakiś nerd. Nie no, tego po raz kolejny już bym nie zniósł. Skrzywiłem się na myśl dawnej wychowawczyni, po czym wgramoliłem się do wolnej ławki.
- Witajcie moi drodzy~ - zaświergotała kobieta, wchodząc do sali piruetami. - Jestem w tej szkole nauczycielką japońskiego i będę waszą wychowawczynią~
 O Boże, dopomóż.
 To chyba jeszcze gorsze, niż umiarkowane upośledzenie naukowe! Nienawidzę rozchichotanych, pogodnych duszyczek, niosących wszędzie pokój i radość. Nie w tym popierdolonym miejscu!
- Dobrze, a więc wszyscy przedstawcie się! Od pierwszej ławki w rzędzie przy oknie.
- Doi Abe.
- Hideo Fugunaga.
- Yae Hayata.
 Przedstawianie ciągnęło się w nieskończoność, a że siedziałem w ostatniej ławce, to jakoś niespecjalnie długo mi zajęło, aż straciłem kontakt z rzeczywistością. Z transu wybudziło mnie lekkie szturchanie kolegi z ławki, o imieniu... bodaj Kenta, czy jakoś tak.
- Obudź się. Teraz ty. - uśmiechnął się do mnie i wskazał delikatnie głową nauczycielkę. Kiwnąłem głową i wstałem. Od razu zrobiło mi się ciemno przed oczami, więc odczekałem chwilę, po czym nie do końca jeszcze widzącym wzrokiem spojrzałem na wychowawczynię.
- Mikado Kyoji. Miło mi wszystkich poznać. - uśmiechnąłem się lekko, po czym usiadłem z powrotem na swoim miejscu. To wstawanie tak męczy...
 Reszta godziny lekcyjnej przeminęła na słuchaniu spraw organizacyjnych, czytaniu regulaminu i piętnastominutowym czasie wolnym.

»•♥•«

 Wir nieprzemyślanych zachowań, hałasu, śmiechu, rozpaczy, tłoku, smutku. Wszystko wymieszane chaotycznie, jak nieułożone puzzle. Czarna otchłań zapomnienia, chwilowej dezorientacji. Świat o ustalonej hierarchii - najsilniejszy najwyżej, najsłabszy spada na sam dół. Tu przetrwa tylko najlepszy.
 PRZERWA.
 Nie ma nic bardziej nieogarniętego niż przerwa. Szczególnie w tej akademii. Tutaj pojęcie przerwa jest synonimem totalnego rozpierdolu. I tu nie żartuję - w chwili, gdy wyszedłem z klasy, omal nie dostałem palpitacji serca, gdy jakiś gostek przebiegł mi tuż przed nosem. Cofnąłem się niepewnie do tyłu, nie wiedząc czy chcę wchodzić w ten wir i, na moje nieszczęście, wpadłem komuś w ramiona. Nieco skrępowany odwróciłem się, by zobaczyć twarz wybawcy.
- Uważaj jak chodzisz, młody... - powiedział ze śmiechem mój kolega z ławki. Naburmuszyłem się lekko obrażony atakiem słownym.
- To nie ja! To ta bezdenna otchłań mnie zaatakowała groźnym pociskiem! - fuknąłem, łypiąc na niego złowrogim spojrzeniem spod dwukolorowych szkieł kontaktowych. Nigdy nie lubiłem koloru zarówno moich włosów (no kto, do kurwy nędzy, ma białe włosy?! Chyba tylko albinosi! Oczywiście je zafarbowałem na ciemny blond!) oraz tęczówek. Były POMARAŃCZOWE. Kto, do cholery jasnej, ma POMARAŃCZOWE OCZY?! Miałem potrzebę wtopienia się w tłum, więc zakładałem zielono-niebieskie soczewki.
 Kenta roześmiał się, postawił mnie do pionu i wypchnął na korytarz. Śmiało sobie kolega poczyna, zważywszy na to, że znam go dopiero od 45 minut.
 Z westchnieniem ruszyłem do przodu, ale po chwili ktoś znów mnie zatrzymał. Spojrzałem wrogo w tył, myśląc, ze to znów ten natręt, ale myliłem się. Dziewczyna, bodaj Hayata, wystraszyła się nieco, ale dzielnie uniosła drżącą rączkę i wskazała w tył.
- T-tam mamy lekcje... - powiedziała po czym odbiegła w stronę sali. Troszkę głupio mi się zrobiło z jej powodu, ale cóż. Ruszyłem w przeciwną stronę niż zamierzałem wcześniej i zostawiłem torbę przed salą.
- Hej młody. - mój niedoszły znajomy wyrósł nagle obok mnie. - Zostaniemy kumplami?
Nie powiem, zdziwiło mnie tak szczere wyznanie ze strony chłopaka i nawet nie bardzo wiedząc na co się godzę, kiwnąłem głową.
- Super! Wyskoczymy gdzieś po lekcjach? - jego entuzjazm i pałająca od niego energia nieco mi przeszkadzały. Nienawidzę tak nadpobudliwych osób, jak on.
 Niepewnie skinąłem głową, niemo wyrażając zgodę. Jak gimby. Wychodzimy po lekcjach "na miasto". Heh.
 Jeszcze nie wiedziałem jak skomplikowana relacja wyniknie, z tych niepozornie krótkich, nic nie znaczących rozmówek.
 Mikado, pogódź się z tą myślą. Zostajesz tutaj. W końcu nie każdy cel jest do końca osiągalny.

sobota, 5 kwietnia 2014

[APH] CHAT

Czyli co się dzieje jak kraje spotykają się na chacie.

Nicki – Felixx03 = Polska = <F>
Kolkolkol01 = Rosja = <K>
Milkywake~ = Węgry = <M>
Toriss0932 = Litwa = <T>
Najbardziej_Fajny_i_Zajebisty = Prusy = <NFZ>
Amigo1234567890 = Hiszpania = <A>
Kto_Mnie_Zmusił_Do_Założenia_Tego_Głupkowatego_Konta?! = Anglia = <KMZDZTGK> (wtf...?)
HerO00___1 = Ameryka = <H>
BraciszekFrancja = Francja = <BF>

<F>: Siemanko~! Nareszcie cała zgrajka :P.
<K> : Witajcie towarzysze ^L^.
<T> : Siema...
<BF> : Witajcie!
<M> : Ohayo :3
<A> : <3
<KMZDZTGK> : CZEMU MAM TAKI DŁUGI NICK!?
<LS> : . . .
<H> : Bo sobie taki wybrałeś! Widzisz, jaki hero jest zajebiście mądry?!
<NFZ> : Jestem przezajebisty...
<F> : Tak tak, narodowy funduszu zdrowia...
<NFZ> : NIE JESTEM ŻADNYM NARODOWYM FUNDUSZEM ZDROWIA KURWA!!!
<F> : Nie no, wcale...
<A> : Emm... Amigos, nie kłóćcie się..
<F> : Nope xD
<M> : xD
<T> : LOL ;_;
<KMZDZTGK> : Emm... Okej?
<H> : x3
<T> : Spierniczam na drzewo, pająk na monitorze... ;_;
<F> : Licia, iść do ciebie i go złapać...? :3
<T> : Najlepiej by było... ;_;
<F> : Oki, z/w.
<INFORMACJA> : Felixx03 zmienił status na „zaraz wracam”
<T> : Ja poczekam sobie bezpiecznie na parapecie, czekając na przybycie Feliksa... ;_;
<A> : Powodzenia Litwo xd.
<NFZ> : A czemu ten burak musiał iść, a nie ja?!
<T> : Bo my mieszkamy razem, głąbie... -.-'
<H> : Kya~, jakie to słooooooooodkie~~~~~~~~~~~~~~~~ <33
<M> : Okeeeej...? O.O
<BF> : A braciszek Francja też może Cię uratować, Litwo! Mocą swej miłości!
<T> : Em... Wiesz co... Wolę nie, boję się zgwałcenia O.O'
<BF> : Eeee?! Ale...
<BF> : ...to niespraweiedliwe!!!
<KMZDZTGK> : Zamknij się Franco pieprzona!
<K> : Towarzysze?
<K> : Kolkolkol...
<M> : . . . …
<T> : O, przybył mój wybawca :O
<A> : Cześć Felu xD
<NFZ> : xD
<H> : Hello <3
<BF> : ;_;
<NFZ> : . . .
<H> : …
<M> : . . .
<BF> : . . .
<K> : . . .
< LOL > : PRZYPOMINAMY O MOŻLIWOŚCI ZAKUPU DARMOWYCH CIASTECZEK!!! (wyśli sms o treści „biorę udział” pod numer tel. 723432655, o 16 odbędzie się losowanie!)
<M> : lol...
<INFORMACJA> : Felixx03 zmienił status na niedostępny.
<INFORMACJA> : Toriss0932 zmienił status na niedostępny.
<NFZ> : Uhuhu... Będą się działy tam dziwne rzeczy, przeczuwam... :O
<M> : Nioch nioch nioch... <3
<A> : Coś wyczuwam działanie braciszka Francji :P
<H> : Ohh... Jakie to słoooodkie <3!
<KMZDZTGK> : x3
<H> : Artie~~~~! Przyjedź do mnie, natychmiast!
<KMZDZTGK> : Nie ma mowy! Co tobie też się zachciało?!
<H> : Albo to samo z Francją, lub Rosją... ^^
<K> : To nie było miłe, towarzyszu... :C
<KMZDZTGK> : Dobra, pójdę...
<INFORMACJA> : Kto_Mnie_Zmusił_Do_Założenia_Tego_Głupkowatego_Konta zmienił status na niedostępny.
<INFORMACJA> : HerO00___1 zmienił status na niedostępny.
<M> : Boże...
<NFZ> : Ej Lizzzka...
<M> : O NIE, NIE MA MOWY!!!
<INFORMACJA> Milkywake~ zmienił status na niedostępny.
<BF> : Zostało bad touch trio i Ivan...
<A> : Dobrze, że chociaż wiesz do czego należysz...
<NFZ> : ^^
<K> : Kolkolkol <3 To ja też może sobie pójdę~~ Żegnajcie towarzysze!
<A> : Do widzenia Rosjo!
<BF> : Paa~
<NFZ> : Narka...
<INFORMACJA> Kolkolkol01 zmienił status na niedostępny.
<A> : No to co...?
<BF> : Co co?
<NFZ> : Co robimy?
<A> : Popijawa?
<NFZ> : Czemu nie...
<BF> : Mi pasuje... Tam gdzie zwykle...?
<NFZ> : Spoczko.
<A> : Oki, to narka.
<BF> : Pa :*
<NFZ> : Aufwiedersehen!

<INFORMACJA> : Konferencja została zamknięta, przez Amigo12345.

środa, 2 kwietnia 2014

Na 300 wyświetleń~! Wypracowanie z polskiego z 6 klasy~

Ohayou.
No więc, ja tak... Dzięki~ Dzięki na 300 wejść .//////. To jest COŚ wykopane z czeluści komputera. Takie tam wypracowanko z "WPiWP". Ze Stasiem, Nel, Kalim, lwami i Meą w roli głównej. Chodziło o to, aby w formie kartki z pamiętnika opisać jakąś scenę z książki. Ktoś w ogóle z tej lektury coś pamięta...? Ja nic. Nie była zbyt zajmująca. Cóż, w końcu to Sienkiewicz.
ZAPRASZAM~

24 b.r. Miesięcy już nawet nie liczę.
Drogi pamiętniczku
♥.
Dzisiaj wraz z Kalim, Meą i Stasiem, tak jak poprzednie dwa dni, szliśmy wąwozem. Zbliżała się pora dżdżysta, dni były takie gorące! Na horyzoncie widać już pierwsze deszcze i tęcze, a w nocy na przemian parzyło i zamrażało.. Gdy dziś zatrzymaliśmy się, by nazbierać takich dziwnych owoców w kształcie melonów, Staś powiedział do mnie, że jest niczym ten „błędny rycerz”. Nie wiem kto to taki, ale on wytłumaczył mi, że to taki ktoś, kto ma swoją księżniczkę i dla niej walczy. To tak jakbym ja była taką księżniczką, ale Staś powiedział, że nie. Troszkę mnie to uraziło, nie powiem. Cóż, ale chyba nie można z tego robić wielkiej sprawy. Potem przyleciały takie kolorowe papugi i powiedział, że gdy zatrzymamy się gdzieś na dłużej to mi taką złapie. Fajnie ♫!
Mieliśmy nocować na górze, koło lasu w którym są takie śliczne małpeczki! Inne niż te brzydkie pawiany, takie małe i miłe. Co chwila wiało mocniej, więc Kali ze Stasiem umocnili zeribę. No tak, przecież mogła się przewrócić i drapieżniki mogły wziąć nas za swój obiad! Potem zapadł zmrok i zrobiło się zupełnie ciemno, nawet gwiazd nie było widać. Słyszeliśmy tylko radosne okrzyki małpek, które bawiły się ze sobą. Wiatr przestał dąć i w ogóle nie poruszał powietrzem, przez co zrobiło się strasznie duszno. Ale... W jednej chwili wszystko ucichło i zaczęło nasłuchiwać. Straszny stęk przebił się przez ciszę i w jednej chwili odebrał mi całą odwagę. Zaczęłam się strasznie bać, co jeśli to coś nas zje?! Nie wiedziałam czy przeżyję w brzuchu drapieżnika i ile tam jest powietrza. Zaraz! To lew! Teraz na pewno umrę... Uparcie wpatrywałam się w ogień, mając cichą nadzieję, że to tylko samiec Alfa małp, czy coś w tym stylu, może jaszczurka. „Ale cicho Nel! Staś Cię obroni!” dodawałam sobie otuchy. W końcu zebrałam się w sobie i spojrzałam na niego.
- Eeee... - chciałam coś powiedzieć, ale wyszedł ze mnie tylko niewyraźny charkot. Jeszcze raz odetchnęłam. - Stasiu, lew nas nie napadnie?...prawda?
- Nie napadnie, patrz jaka zeriba wysoka.
Odetchnęłam z ulgą. Troszkę mniej się bałam, Staś dodał mi otuchy, ale nogi i ręce nadal mi drżały, szczękały zęby mimo upału i łzy cisnęły się do oczu. Chłopak spojrzał na mnie przelotnie, ale widząc mą trzęsącą się brodę szybko rzekł:
- Nie bój się! Nie płacz!
Ale ja nie chciałam dać po sobie poznać, że się czegoś boję, więc odetchnęłam i wyprostowałam się dumnie.
- Ja nie chcę płakać... Tylko mi się... oczy pocą. Oj!
Ostatnie zakrzyknęłam płaczliwie, gdy z gęstwiny wyłonił się potworny ryk, jeszcze bliższy od poprzedniego. Konie zaczęły przeć na zeribę i gdyby nie umocnienia już pewnie dawno by ją złamały. Saba począł warczeć, a ja czułam, że jeszcze chwila i umrę ze strachu. Piszczało mi w uszach od przyśpieszonego pulsu i przez irytujące dźwięki zdołałam tylko zidentyfikować głos Kalego:
- Panie dwa!... dwa, dwa!...
Domyśliłam się, że chodzi o dwa lwy. Faktycznie, ryki zaczęły powtarzać się, jakby drapieżniki wyrażały swoją irytację i zdenerwowanie z zaistniałej sytuacji, gdyż od ataku dzieliła je jedynie zeriba i błyskający błękitem płomień. Teraz to już byłam wystraszona, że gdyby Staś kazał mi uciekać, nadal siedziałabym w miejscu. Oczyma wyobraźni widziałam głodne lwy pożerające Kalego, Stasia, mnie...
Nagle ryki ustały. Spojrzałam na Stasia zdezorientowana i głowę po chwili zwróciłam ku niebu. Drzewa zasłaniały mi widok, ale po chwili usłyszałam szum liści. Czyżby...deszcz?
- Co tam? - spytał Staś.
- Deszcz! - odrzekł Kali.
To potwierdziło mnie w przekonaniu, że mam rację. Rzeczywiście, po chwili pierwsza kropla spadła mi na policzek, później na włoski i sukienkę. Płomień zaczął przygasać, a mokre drewno przestało nadawać się na podpałkę. Zza zariby rozległy się dwa zadowolone pomruki, zdecydowanie bliżej niż pamiętałam ostatnio, po czym lwy ponownie zaczęły zdzierać sobie gardła w nocnym koncercie. Staś szybko zagonił mnie pod namiot, otulił kocem i zauważając, że spoglądam na gasnące ognisko, wytłumaczył szybko:
- Gdy ulewa zaleje ogień, będzie nas broniła jeszcze zeriba.
Kiwnęłam głową, a gdy Staś opuścił namiot, wyjęłam stary zeszyt i piszę teraz ten wpis. Teraz rozpętała się wichura i nie wiem, co mam myśleć. Boję się o Stasia, czy sobie poradzi. Ach, głupia Nel! To przecież Staś! Na pewno tak będzie.
Kończę to, bo wiatr wygląda jakby miał ochotę rozerwać ten pozorny schron na strzępy. Może jeszcze kiedyś Cię zobaczę, przyjacielu!

Nel
♥♥♥♥

Cóż... Trochę mało, ne? Więc na pocieszenie, oto zdjęcie myfci~:
Tak, to to kawał mojej gęby ;=;
No cóż, Do Widzenia więc, może W Piczy i W Piździe XD :3

wtorek, 25 marca 2014

[KnB] Lag (to miało być wgl długie i dramatyczne, ale nie wyszło)

UWAGA! GENERATOR LOSOWYCH PRZECINKÓW WŁĄCZONY!
Miało być długie, ale wyszła miniaturka. Takie lekkie drabble, ale bez podtekstów. I tak, to w założeniu miały być angsty, ale coś się popierdoliło.
Zapraszam *^*


- Aominecchi, co się stało? Dlaczego się nie ruszasz?
Aomine spróbował się przesunąć, lecz nie dał rady. Spojrzał na zmartwionego Kise ze smutkiem i rozpaczą w oczach, lecz tamten wpatrywał się wciąż uparcie przed siebie i z zaciśniętymi ustami obserwował co się dzieje. Mężczyzna odwrócił wzrok i również zaczął wpatrywać się w pole bitwy.
- Aominecchi przegramy! Przegramy, widzisz?! - jęknął z rozpaczą Ryota i schował twarz w dłoniach. - Powiedz mi, kiedy skończy się ten koszmar!
Daiki spojrzał jeszcze raz przed siebie. Faktycznie powoli tracili przewagę liczebną, ich jedyną mocną broń. Członkowie gangu kolejno padali nieżywi. Ale nagle...
Aomine poczuł, jak siły wracają, jak wypełniają go całego, a obraz znów zaczyna się ruszać tak jak należy. Uśmiechnął się podstępnie i z bronią w rękach ruszył do przodu, zabijając kilku z rzędu przeciwników.
- Aominecchi, co o było? - spytał Kise z zaciśniętymi ustami.
Mężczyzna wzruszył ramionami i odłożył konsolę, ostentacyjnie kończąc walkę, zabijając granatem przywódcę.
- Lag.

sobota, 8 marca 2014

[APH] LietPol - Potwór

Ekhem...
Więc tak, oto i krótki, słodki i przyjemny FanFick z APH. Bez większych scen, bez zobowiązań... Taki cichy. Przesłodzony, jak szarlotka z cukrem pudrem i gorąca czekolada .ω. Wgl to wpisy dość długo nie będą się pojawiać, bo komputer mi się popierdzielił ;=;
Więc tak, zapraszam do czytania~

- Liciu! Liciu, potwór!
- Co, gdzie, jaki potwór?
- No tam! Nie widzisz?!
Toris spojrzał w stronę wskazywaną przez Polskę, lecz po chwili parsknął niepohamowanym śmiechem i pokręcił głową.
- To nazywasz potworem? - posłał pełne politowania spojrzenie w stronę Feliksa, na co ten warknął niebezpiecznie i ostentacyjnie odwrócił się plecami, omal nie wywalając taboretu, na którego w akcie ucieczki, przed owym "potworem" wspiął się.
- Nie doceniasz jego potęgi! On cię poćwiartuje, spali, zje, wypluje i jeszcze raz połknie... - polak fuknął ostrzegawczo, po chwili jednak markotniejąc. - Zabijesz? - jęknął boleśnie, patrząc na Litwina doskonale wyćwiczonym, szczenięcym wzrokiem.
Tamten westchnął, pokręcił głową i delikatnie urywając pajęczą nić, wyniósł Bogu winne stworzenie na klatkę schodową.
- Tak lepiej? - spytał, lekko uśmiechając się pod nosem.
Polska jeszcze raz dokładnie obejrzał podłogę wokół siebie i na chwiejnych nogach zszedł z taboretu. Skacząc po dywanie, dokicał do Litwy i uściskał go mocno.
- Dzięki Liciu, jesteś od dzisiaj moim prywatnym bohaterem~! - powiedział wesoło. - Tak totalnie cię kocham!
Policzki Torisa zalały się lekką czerwienią. Mężczyzna westchnął, i mocniej przytulił do siebie swoją drugą połówkę.
- Ja Ciebie też.
Rzekomy potwór tkał właśnie kolejną nić w rogu okiennicy.

sobota, 1 lutego 2014

Urodziny Kuroko~

Ohayou~~~!
Więc tak. Kuro-chiki ma niedługo urodzinki i baaardzo się z tego cieszę~. A czemu? Bo zamierzam napisać one-shota, który... Cóż... Będzie troszkę spóźniony, ale będzie~! x3
Do tego niedługo walentynki i wgl. więc wiecie... Może też coś naskrobię? Się zobaczy~
A na razie... WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO KUROKO~