»Emm... Ohayou. Oto i kolejny... A w sumie pierwszy rozdział BNKJO. Tak się troszkę zastanawiam, jak ma wyglądać Kenta, bo wizję Mikusia mam już stworzoną. Choć w sumie to Kentę ściągnęłam ze SPYAJRA. Więc mam już gotowca :3
No cóż, nie przedłużam :P
Pajpajtki, wesołych wakacji •○•!«
»1« Bo nie każdy jest osiągalny.
- Miku, idziesz?
Mogę się jeszcze poużalać na to, że nie wziąłem mojego keyboarda ze sobą. Świat się wali. Na moje szczęście, na kółko muzyczne wziąłem ukochany bas. Który teraz musiałem taszczyć na plecach, bo rękę miałem zajętą torbą z ubraniami, kosmetykami, takimi tam... Taa... Od ilości moich kosmetyków, koledzy w przeszłych klasach nazywali mnie "divą". To było trochę raniące, ale jakoś się przyzwyczaiłem.
- Mikuuś...
Co do innych faktów z mojego życia...
- Miku! - z transu wyrwał mnie krzyk, tuż koło mojego ucha. Jakieś grube cielsko zwaliło mi się na plecy, ręce zarzuciło na obojczyki, a swoje nogi oplotło w moim pasie. Gdybym nie był tym, kim jestem prawdopodobnie oboje leżelibyśmy już na ziemi. Spokojnie przeczekałem napady śmiechu napastnika i odstawiłem go z powrotem na chodnik przed szkołą. Z nieba nadal padał śnieg, choć było dość ciepło.
- Wiesz może co się stało z pogodą? - spytałem. Kenta wytrzeszczył na mnie oczy.
- To ty umiesz rozmawiać?
- Jak widać. - odpowiedziałem lekko poirytowany. - To jak myślisz, co?
Mój towarzysz spojrzał w górę.
- Nie wiem. Globalne ochłodzenie klimatu, druga ziemia śnieżka?
- Przecież jest ciepło. - zauważyłem.
- No nie wiem, no... - Kenta spojrzał na mnie z deka wściekły. Nie rozumiałem o co mu chodzi, więc posłałem mu tylko przepraszające spojrzenie.
Swoją drogą, to tak w ogóle zorientowałem się, że stoimy na środku chodnika i dyskutujemy o pogodzie. Jakbyśmy znali się kilka minut.
Co nie było tak do końca nieprawdą. W końcu to mój i jego pierwszy dzień w nowej klasie.
- Idziemy? - spytałem, spoglądając na dobrze wyrzeźbioną sylwetkę kolegi. Miał krótkie, kasztanowe włosy, szmaragdowe oczy, pogodny uśmiech.
I ładne czoło.
MUSKU, DAMN U!
- Jasne. -odpowiedział i razem ruszyliśmy w stronę jego lokum.
»•»♥«•«
Po piętnastu minutach jazdy autobusem, dotarliśmy do jego małego domku na przedmieściach. Był bialutki, jedynie czarne ramy okien, czerwone dachówki i dębowe drzwi dodawały mu coś przytulnego. Bez tych dodatków wyglądałby jak szpital psychiatryczny.
Kenta otworzył furtkę niewielkiego ogrodu i wpuścił mnie. Następnie weszliśmy do - od niedawna - naszego, wspólnego domu.
- A twoi rodzice? - spytałem, rozglądając się za starszymi.
- Tylko brat. Rodzice na... - zawahał się, ale widząc moją zaciętą minę roześmiał się i zmiękł. - ...całorocznych wakacjach.
- Uu... - spojrzałem w bok, nie mogąc utrzymać wzroku na jego zmartwionych oczach. - Od kiedy?
- Dwóch lat.
Zmieszałem się lekko i nie mogąc wydać z siebie żadnego dźwięku, poklepałem go po ramieniu.
- Chodź, pokarzę ci gdzie śpisz. - uśmiechnął się i ruszył w stronę schodów. Wspięliśmy się na górę i weszliśmy do pokoju.
W środku znajdowało się łóżko piętrowe, dwa biurka, krzesła, dwa fotele, sofa i niewielki stolik. Górne łóżko było pościelone i aż dawało po oczach od czystości, dolne natomiast wyglądało jak ruina. Po poduszce walało się mnóstwo papierków po cukierkach, kołdra leżała skopana z boku. Już wiedziałem, gdzie śpię.
Położyłem torbę i bas przy jednym z biurek, które uważałem za swoje. No cóż, nie było tam ani pałeczek do perkusji, ani zeszytów, więc... Zaraz, zaraz...
- Grasz na perkusji? - spytałem cicho. Nie patrzyłem na swojego współlokatora i starałem się, aby nie widział mojej twarzy. Ten instrument mimowolnie źle mi się kojarzył.
Przykre wspomnienia zalały moją głowę bardzo szybko i gwałtownie. Kenta jak zobaczył, że drżę podszedł do mnie i przyłożył mi dłoń do czoła.- Nie masz gorączki... - wydukał, próbując spojrzeć na moją twarz. - Ej, co się stało?
- Nic. - mimo chęci, nie potrafiłem płakać. - Muszę tylko na chwilę do łazienki.
- Jasne. - współlokator puścił mnie nadal zmartwiony. - To tutaj. - wskazał drzwi.
- Dzięki. - odpowiedziałem szybko, chwytając w dłoń kosmetyczk i udałem się do łazienki. Zamknąłem za sobą drzwi na zamek, po czym niechętnie spojrzałem w lustro.
- Kurwa. - przekląłem siarczyście i odwróciłem wzrok. - Brzydal.
Wyglądałem nieco inaczej. Farba, jak za magicznym dotknięciem różdżki zniknęła z włosów, a soczewki nie dawały już zamierzonego efektu, tworząc przed moimi oczami coś w rodzaju zielonej zorzy polarnej. Niepewnie ściągnąłem szkła i ponownie zerknąłem na swoje odbicie.
- Fuck... - jęknąłem, chowając za dłonią złote oko. - Czym ja, kurnać, jestem?
Teraz pewnie zżera was ciekawość i chcecie, bym wam powiedział/zaspojlerował/takietam. Ale nie powiem. Sam nie wiem.
Dotarło do mnie, że nie mogę być kimś normalnym. No błagam no, białe włosy, pomarańczowe oczy, które czasem są żółte, a czasem nie?! Łatafak?!
W nocy i tak nie mogłem spać więc rozmyślałem nad sensem swojej egzystencji, czym lub kim ja jestem, czemu moi rodzice się kłócą, czemu widzę pentagramy na suficie, czemu brat gospodarza poszedł na dziwki, czemu muszę być gejem, czemu chcę tak bardzo wyjść na dwór, dlaczego zraszacz się zepsuł, dlaczego mam chcicę, czemu chce mi się srać, czemu mój współlokator tak strasznie chrapie i dlaczego jeszcze nie wypiłem pięknej, pełnej i kształtnej butelki coli, która stała na mojej szafce, jako skromny dar od Kenty. Jej zawartości, nie opakowania.
Ogółem nawiedzały mnie dziwne myśli, różnorakie refleksje i wątpliwości. Nie spałem całą noc. Jak przez ostatnie sześć lat.
»•»♥«•«
Wstałem około szóstej, i przeszedłem najciszej jak umiałem koło mojego współlokatora, by udać się do łazienki. Chwyciłem przygotowane ubrania i zamknąłem się na dobre pół godziny. Na szczęście pierwszą lekcję mieliśmy dopiero na dziesiątą.
Jak zwykle potraktowałem moje włosy farbą, lakierem, odżywką w sprayu, mgiełką i żelem.
Ubrałem się, po czym ponownie sprawdziłem kosmyki, ale na szczęście były szorstkie i twarde. Umalowałem się, popachniłem perfumkami i sprawdziłem czas. Grubo po siódmej, zbliżała się ósma.
Postanowiłem zrobić gospodarzowi miłą niespodziankę i zrobiłem śniadanie. Nie miałem pojęcia, co lubi Kenta, ale gdy zlokalizowałem jajka, chleb i tuńczyk wiedziałem za co się zabrać.
Mój kolega był bardzo pozytywnie zaskoczony.
- Dziękuję. - mruknął lekko zaczerwieniony, odstawiając talerz po kanapkach i jajecznicy.
- Spoko. - uśmiechnąłem się. Ostatnio zbyt często się uśmiecham. - Mogę Ci się tak odpłacać za nocleg.
- Dzięki kumplu! - objął mnie ramieniem i przejechał dłonią po moich włosach. Przez chwilę wstrzymałem oddech. - Szorstkie... - skrzywił się, głaszcząc mnie jeszcze kilka razy. - Czemu niszczysz sobie włosy? Przecież to wizytówka człowieka!
Drgnąłem na te słowa. Doskonale o tym wiedziałem.
- No po prostu lubię. Coś w tym złego? - mruknąłem tylko w odpowiedzi i wyplątałem się z uścisku. Facet był niedźwiedziem. Otrzepałem spodnie z niewidzialnego kurzu i wyprostowałem się, odwracając do niego tyłem.
- A co to? - Kenta podszedł do mnie i delikatnie pociągnął mnie za kępkę włosów. - Siwiejesz! - roześmiał się głośno, a ja poczułem jak się czerwienię, ale potem oblał mnie pot.
Tak szybko?
Dokładnie pamiętam, jak przed lustrem sprawdzałem, czy wszystkie włosy są zafarbowane. Były. WSZYŚCIUTEŃKIE.
Dopiero po chwili zorientowałem się, że Kenta nadal miętosi moje włosy.
- To ślad po dawnym farbowaniu. Niedługo pewnie zejdzie, wtedy będę miał już normalne, brązowe włosy. - skłamałem.
- To czemu widziałem u ciebie kasztanową farbę? - "kumpel" wyrósł przede mną, nie puszczając moich kosmyków z tyłu głowy. Przełknąłem ślinę.
- Miałem ochotę trochę poeksperymentować, więc zrobiłem się na biało, ale wyszło fatalnie, więc by się nie bawić w zmywanie zafarbowałem je na brąz. Proste? Proste. - powiedziałem z przekonaniem i oddaliłem się w kierunku basu. Wyjąłem go z futerału i zagrałem na strunach próbną melodię, poważnie zastanawiając się, czy go nie nastroić.
- Na pewno? Może jesteś jakimś starym dziadem i maskujesz swoje zmarszczki toną kremów? - wskazał na drzwi od łazienki kciukiem i uniósł brew. Przewróciłem oczami.
- Te kremy nie są na zmarszczki. A poza tym, kremów mam tylko kilka. Reszta rzeczy w tubkach, buteleczkach i słoiczkach to maseczki, żele pod prysznic, olejki do masażu, mydła...
- OK, OK, niech ci będzie. - Kenta wreszcie puścił moje włosy i ruszył spakować książki do torby. Powoli uspokoiłem rozszalałe z niewiadomego powodu serce i odłożyłem ukochany instrument na szafkę.
Mój kolega pachniał dziwnie. Znajomo, przyciągająco, a zarazem jakieś dziwne instynkty zakazywały mi się do niego zbliżyć. Zapach ten był lekko ostry, ale z nutą łagodności. Gdy Kenta się wściekał, zaostrzał się, a gdy mój współlokator miał pogodny nastrój, łagodniał. Miałem wrażenie, że gdzieś czułem jakiś podobny...
Nie do końca świadomie pstryknąłem palcami w powietrzu i pisnąłem ciche "Yay!". To był nasz nauczyciel biologii, Saji Yo, czy coś takiego. Woń była podobna, ale jednak Kenta był tak jakby... Słodszy.
Nie wiem kiedy zacząłem tak zwracać uwagę na zapach, ale jest moim zaczepistym przewodnikiem. Zmysłem węchu potrafię odróżnić sposób odżywiania osoby, jej porywczość, zmęczenie, nawet wiek.
- Idziemy? - Kenta podszedł do mnie. Od razu otoczył mnie jego silny zapach. Mój współlokator był dziwnie zatroskany. Zaskoczyło mnie to, ale postanowiłem nie komentować i ruszyć za nim do szkoły.
EloswagLSD69yolo gdzie są nowe posty? =____=
OdpowiedzUsuńJuż są XD
UsuńAaaa za dużo nazw własnych! ;---; Ale poza tym super. Gryzie mnie czy Mikuś ma coś z twarzą czy robisz z niego lalusia z tymi kremami XD Serio masz talent... I ładne czoło (leję z tego cały czas XDD)
OdpowiedzUsuń