sobota, 19 lipca 2014

»2« Bo nie każdy jest osiągalny.

» Ohayou!
 No więc tak. Na początek powiem, że jak widzicie zmieniłam imaż bloga, teraz jest bardziej... Czarno i mrocznie. Dodałam także parę gadżetów, takich jak przycisk "do góry", inny kursor, czy tęczę~!
 I jeszcze... GOMEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE! NIE UMIEM PISAĆ ROMANTYCZNYCH SCEN, NIE, ZAWSZE ZEPSUJĘ KLIMAT~!

 A na razie dziękuję i zapraszam do czytania ♫! «

» Udałem się wraz ze swoim współlokatorem na piętnastominutowy spacer do szkoły. Kenta opowiadał mi zawzięcie o zaletach jego krótkich spodenek, ale przez te jego czarne włosy z emogrzywką gotował się w ubraniach zapewne równo mocno, jak ja w swoich długich nogawkach.
- Ale Miku-chan! - znów napadł na mnie z drugiej strony i nadmiernie gestykulując próbował odwrócić moją uwagę od gry na telefonie.- Jeśli założysz krótkie spodenki, twoja aerodynamika będzie lepsza i w szybszy sposób dotrzesz do szkoły!
 Spojrzałem na niego jak na idiotę, a on uradowany, że zwrócił moją uwagę chciał mnie objąć ramieniem, ale wymsknąłem mu się.
- Weź się ogarnij człowieku, nie włożę tej szmaty! - wskazałem bezwstydnie palcem na kawałek materiału, nie zważając na uczucia tego czegoś. Było naprawdę niewielkie - ledwo starczyło, aby zakryć moją wielką, tłustą dupę i strategiczne miejsca. Poza tym, jaki chłopak o zdrowych zmysłach założy coś takiego?!
 Dobra. Przyznaję się. Mam kompleksy na ten temat. Na moich nogach nie wyrósł nigdy pożądany gruby, męski włos. Moja klatka piersiowa jest równie łysa i niemęska. Nawet nie mam jebanych włosów łonowych!
 Widocznie ewolucja odtańczyła radosną polkę, obdarzając mnie wyjątkowo dużym przyrodzeniem (z którego mówiąc nawiasem jestem wyjątkowo dumny), a potem wypięła się i pokazała mi dupę nie nadając mi ani męskich kształtów, ani nawet głupich włosków na łydkach. Och kobiety, podarujcie mi w prezencie swe owłosienie na nogach, którego tak bardzo chcecie się pozbyć!
- Mikado! Ale proszę! - Kenta złapał mnie za ranię i potrząsnął, tym samym wyrywając mnie ze zwiedzania mojego zakompleksionego umysłu, który jest tak głęboki, jak rów w dupie. Zaciekawiony swoimi przemyśleniami zerknąłem najpierw na jego twarz. Miał duże, niebieskie oczy, które patrzyły na mnie z lekkim rozbawieniem, malinowe usta wygięte w lekki banan i bladą cerę, którą zdobiły leciuteńkie rumieńce. Kształt jego grzywki, czarny kolor włosów i wiecznie noszone łańcuchy z pentagramami przywodziły na myśl kogoś załamanego psychicznie, lub satanistę, ale nic z tych rzeczy. Kenny był naprawdę wesołym chłopakiem, raczej bez satanistycznych popędów.
 Z głowy przeniosłem spojrzenie na jego lekko umięśniony tułów, a później na nogi odziane w czarne, jeansowe spodenki. Naprawdę, dwadzieścia dziewięć stopni w cieniu, a on nosi czarne ubrania? Trzeba mieć jeszcze większe masochistyczne popędy niż ja.
 Z zaskoczeniem odkryłem, że on również ma niemęskie, kompletnie nieowłosione nogi, które aż błyszczą w słońcu. Widocznie nie miał w dupie swojej aerodynamiki i się golił, albo po prostu urodził się bez sierści. Tak jak ja.
- Nie ma mowy, nie założę nic, co ma odkrywać moje nogi! - wypaliłem w końcu. Kenta spojrzał na mnie dziwnie, później na moje bogu winne spodnie i znów na mnie.
- Ale...
 I tak oto spędziliśmy wspólną drogę do szkoły.

»•»♥«•«

- Dobrze, dobrze! - rzekł Saji, członek grona pedagogicznego, próbując ogarnąć rozszalałą grupę młodzieży. To naprawdę trudne do wykonania, szczególnie że ta grupa wraz ze mną w komplecie chciała zapoznać się z innymi, czego nie miała okazji zrobić wczoraj. Nauczyciel westchnął, posłał w naszą stronę mordercze spojrzenie, po czym podszedł do tablicy i zaczął po niej skrobać pazurami, a że dźwięk ten był o morderczej częstotliwości i poziomie wkurwizmu, cała młodzież zamilkła i powróciła na wyznaczone miejsca.
- Oke. - biolog delikatnie skinął nam głową, siadając na swoim biurku i zakładając nogę na nogę. - To teraz ja się może przedstawię. Wcześniej pewnie mijaliście mnie na korytarzu, a nawet większej ilości z was się przedstawiłem. - Ta, pamiętam. Zaczepił mnie na korytarzu i przedstawił, ale byłem zbyt zajęty przeżuwaniem kanapki, aby zwrócić na niego większą uwagę. Zapamiętałem tylko jego imię, nazwisko, stanowisko (nie czuję jak rymuję, gome) i zapach. - Ponieważ nie miałem z wami wczoraj lekcji nie zdążyłem się z wami wszystkimi przywitać.
 Przystojny mężczyzna z lekkim zarostem, długimi włosami i dziwną, hipsterską czapką stanął przed nami i ukłonił się lekko.
- Nazywam się Saji Yo i będę waszym nauczycielem biologii. Nie bardzo lubię robić testów, więc będziemy robić te obowiązkowe. Chyba, że mnie zdenerwujecie, to wtedy nie będzie już tak przyjemnie... - czarne chmury zasnuły radosne niebo pełne tęczy i latających jednorożców, gdy tylko usłyszeliśmy tę informację. Zrobiłem się dziwnie wściekły. Nie wiem czemu, ale nie chciałem się zbliżać za bardzo do tego tajemniczego pana...
 Nauczyciel odczytał nazwiska z listy i zaczął pisać temat na tablicy, a mi się przez cały czas zdawało, że Kenta i on rywalizują ze sobą na wzrok. Lekko odchyliłem się w stronę swojego kolegi z ławki i szepnąłem mu na ucho:
- Co jest?
 Spojrzał na mnie nierozumiejącym wzrokiem.
- Ale o co chodzi?
 Jego zapach stał się mocny i lekko słonawy. Kłamał.
- Nie ściemniaj. Wiem, że coś się stało. Ciągle patrzysz na niego jak na wroga.
 Kenta warknął i obrzucił nauczyciela niechętnym spojrzeniem. Biolog odpowiedział mu tym samym, a później spojrzał na mnie lekko uśmiechnięty. Zdziwiłem się tą lekką zmianą nastroju
- Bo to jest wróg.
 Spojrzałem na niego spode łba. Jednak zapach nie wskazywał jednak na to, aby kłamał.
- Dżiss, nie oceniaj książki po okładce! - lekko prychnąłem, jednocześnie rzucając nauczycielowi pogodne spojrzenie. Kenny przysunął się do mnie jeszcze bliżej, prawie dotykając wargami mojego ucha. Wzdrygnąłem się mimowolnie.
- Patrz jak na ciebie patrzy. Ewidentnie na ciebie leci! - syknął, delikatnie muskając ustami mój narząd słuchu. Mimo iż mówił naprawdę cicho, idealnie odebrałem każdy dźwięk.
- Kenta! - szepnąłem równie cicho, karcąc go spojrzeniem. Jego oczy były lekko brązowe, co mnie zdziwiło. Wydawało mi się, że ma niebieskie... - Nie wyciągaj pochopnych wniosków! On nie może być gejem, patrz jak flirtuje z laskami!
 Rzeczywiście, nasz nauczyciel obdarzał każdą panienkę z osobna wzrokiem "Jesteś już moja, mała".
- No ale... - mój współlokator spojrzał na mnie znacząco i dyskretnie skinął głową na jego czapkę.
- Co z nią? - spytałem, ale mój kolega spojrzał na mnie dziwnie, po czym pokręcił głową.
- Nieważne... - mruknął i zapatrzył się w rysunek wilka na jego zeszycie. Był smutny.
 Nie do końca wiedząc co robię, delikatnie pogłaskałem go po głowie, zaczesując kosmyki grzywki za ucho. Miał naprawdę gładką skórę. Zaaferowany przeczesywaniem czarnych kosmyków nie zauważyłem kolejnej, krótkiej bitwy spojrzeń - tym razem na zadowolone i zazdrosne.

»•»♥«•«

 Po skończonych lekcjach miałem zamiar udać się do mojego tymczasowego domu. I dokonałbym tego. Gdyby nie wielka, ale gładka jak dupa archanioła ręka, która przytrzymała mnie za kołnierz. Machnąłem więc tylko rękoma w przód i zostałem przywołany z powrotem do pozycji stojącej.
- Tak Kenta? - spytałem, wyjmując jego rękę na wierzch i obróciłem się.
- Jaa... - zaczął cicho, rzucając mi co chwila ukradkowe spojrzenia. - Czy ty... Pójdziesz ze mną do kina? - powiedział na jednym tchu. Popatrzyłem na niego jak na idiotę.
- A czy mam jakiś wybór? - spytałem delikatnie się uśmiechając. - Nie znam przecież na pamięć drogi do domu, a jak ty idziesz do kina, to chyba muszę iść z tobą.
 Tak wiem. To zabrzmiało jak fatalna wymówka, aby nie leźć do pustego domu, aczkolwiek to najprawdziwsza prawda!
 Chłopak początkowo się zdziwił moją drogą dedukcji (widocznie na jego roześmiany, beztroski mózg to było za wiele do pojęcia), ale po chwili wyszczerzył się jak zwykle i łapiąc mnie za łapę poprowadził w stronę wyjścia ze szkoły. Gdy znaleźliśmy się już na chodniku, spojrzałem na nasze splecione palce i po chwili namysłu postanowiłem wyciągnąć rękę z uścisku. Niechętnie wysunąłem dłoń z tej ciepłej Kenusiowej, który popatrzył na mnie zdziwiony, a po chwili odwrócił głowę.
- Przepraszam... - mruknął cicho. Zaskoczony tym zachowaniem spojrzałem na jego lekko zarumienioną twarz, a po chwili dotarł do mnie jego silny zapach. Zdawał się być... przejęty? Tak to chyba dobre słowo. - No wiesz, ludzie mogli sobie coś pomyśleć, czy jak...
 Pokręciłem delikatnie głową i po chwili namysłu znów delikatnie ująłem jego łapę. Popatrzył na mnie zdziwiony, ale puściłem mu oczko i posłałem spojrzenie "wybaczam".
- Jebać ludzi. - powiedziałem jeszcze zupełnie psując nastrój. Ze śmiechem na ustach i splecionymi dłońmi dotarliśmy pod bramy kina.

»•»♥«•«

 Kolejne piętnaście minut zastanawialiśmy się nad wyborem filmu. Kenta był za horrorem, ja za komedią. W końcu wybraliśmy jakiś kiczowaty film za najtańszą cenę, po czym zmarnowaliśmy pieniądze na kinowe przekąski, takie jak popcorn, Pepsi, czy M&Ms. Obładowani jedzeniem i zadowoleni z ceny biletów (w sumie to tylko Kenta, bo to on płacił, hehe) zajęliśmy miejsca na praktycznie pustej sali i zaczęliśmy oglądać reklamy.
 Ponieważ nawet nie spojrzałem na tytuł ani gatunek wyświetlanego filmu, czekałem zniecierpliwiony, aż poznam treść, lub choć nazwę. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem reżysera i tytuł. Najpierw rozdziawiłem usta w niemym "CO?!", a później spłonąłem rumieńcem i odwróciłem wzrok na pałaszującego popcorn chłopaka obok mnie.
- Kenta... - szepnąłem cicho nie mogąc się wyzbyć rumieńców na policzkach. Mężczyzna spojrzał na mnie zaciekawiony, a ja dyskretnie wskazałem głową na ekran.
- Hę? Co z nim? Co z filmem? - spytał się, patrząc na napisy początkowe. Przełknąłem ślinę.
- Too... Film erotyczny. - powiedziałem na jednym oddechu, nie patrząc na mojego rozmówcę.
- Oł... To co robimy? - mój towarzysz wyglądał jakby nic się nie stało. Szacuneczek.
- Nie wiem, możemy wyjść i przeczekać to w kiblu, ale nie wiem, czy nas wypuszczą...
 Kenta przyjrzał się uważnie mojej zarumienionej twarzy. Co, coś powiedziałem nie tak?
- Myślałem, że jesteś taki twardy i w ogóle, ą-ę, te sprawy. - powiedział cicho. Spojrzałem urażony w jego... brązowe oczy. Fuck! W drodze miał niebieskie! Co on, jakoś magicznie zmienia soczewki?
 Powiedziała osoba, której zmieniają się kolory oczu. Heh, nie jestem sam.
- A tu takie zaskoczenie... Rumienisz się na myśl o filmie erotycznym.
- Weź spierdalaj... - mruknąłem tylko i usadowiłem się tyłem do ekranu, twarz chowając w fotelu i przeczekałem tak pół godziny.
- Kenta... - jęknąłem, bo zaczynały mnie boleć plecy. Usłyszałem cichy śmiech obok, a po chwili zaczęła mnie boleć głowa. Jęknąłem głośniej, złapałem się za nią i z całej siły chcąc powstrzymać ból, zacisnąłem na niej ręce. Nie mam pojęcia co to było, ale po chwili ból ustąpił, a ja czułem na sobie zdziwione spojrzenie Kenty. Po chwili namysłu (choć nie miałem pojęcia co mnie do tego zmusiło) wyszczerzyłem usta w uśmiechu i wgramoliłem się na kolana kumpla, przy okazji zasłaniając mu ekran z niezbyt...grzecznymi scenami. Swoją droga nie rozumiałem jak mogli nas wpuścić na taki film, ale to pomińmy.
 Z zaskoczeniem stwierdziłem, że czuję jakie pragnienia ma chłopak pode mną. Najsilniejszym z nich było oczywiście wydostanie się stąd, ale wiedziałem na przykład także, że niedawno stracił osobę, którą kochał. To mnie napawało dziwnym współczuciem.
- Ej... - spojrzałem w jego brązowe oczy. - Wszystko będzie dobrze, tak? Znajdziesz kogoś.
 Kenta był teraz naprawdę zdziwiony. Powoli wyciągnął dłoń i dotknął mojego policzka, po chwili zaczesując moje brązowe kosmyki za ucho. Uśmiechnąłem się delikatnie. I nagle zobaczyłem zieloną zorzę.
 Nie, nie, nie, nie! Nie teraz, nie tutaj! Zacząłem się gorączkowo rozglądać poszukując jakiegoś ratunku, chciałem już wstać i udać się do łazienki, ale ponownie dzisiaj przytrzymała mnie duża, ale delikatna dłoń Kenty. Złapał mnie lekko za nadgarstek, a ja zamknąłem oczy, czekając na najgorsze. Jednak stało się coś, czego kompletnie się nie spodziewałem.
 Ręka chłopaka prześlizgnęła się delikatnie po białych już kosmykach, a ja aż wytrzeszczyłem gałki z niedowierzania. Kompletnie nie takiej reakcji się spodziewałem.
 Nagle jednak Kenta zmienił spojrzenie z rozumiejącego na niedowierzające.
- Twoje oczy... - powiedział cicho, dotykając mojej skroni, na co przymrużyłem lekko powiekę. - Świecą.
 O mało nie spadłem z jego kolan.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

» Nie bój się, ten edytor nie gryzie~ « ≥ω≤ ♥