środa, 17 grudnia 2014

»5« Bo nie każdy jest osiągalny

 » Siemaneczko ziomeczki! Co tam u was słychać?
 Wiem, że zaczęłam nowe opowiadanie i wypadałoby coś z niego dodać, ale jakoś pisanie BNKJO sprawia mi więcej frajdy :3. Nie mówię, że tamtego nie będę zamieszczać, co to to nie :DD.
 Ale cóż. Robię sobie teraz przerwę świąteczną, ale tak jak obiecałam - powraca opowiadanie "Świąteczna Gorączka"! Czekajcie!
 I na prośbę mojej facebookowej koleżanki wpisuję słowo-klucz - kotołak. Yaoi kotołak. Ponieważ podczas szukania nie mogła znaleźć mojego opowiadania XDD.
 Jak się nudzicie, możecie zajrzeć na blog hetero. Doomo~ ^^
 Więc tak. Zapraszam!
 Pjona!
 PS: Komentarze się całują, proszę przeszkadzać i komentować! :D «

 EDIT: Zapomniałam dopisać - Marry Christmas!

 DOBRA. OKEJ. MIARKA SIĘ PRZEBRAŁA.
 Miałem nadzieję, że nie będę musiał o tym pisać, że zachowam to w tajemnicy, że będzie fajnie i w ogóle...
 No ale jak zwykle się przeliczyłem. Otóż ja, Mikado Kyoji uroczyście oświadczam, że jestem totalnie aspołecznym patafianem, który nie umie podejść do człowieka i spytać go o drogę. Bo jak nazwiecie kolesia, który już drugi pierdolony dzień męczy się w akademii Czarnego Słońca i zna tam bliżej tylko JEDNĄ osobę?! No jak?!
 Tak. Mój telefonik jest smutnym telefonikiem, bo nie zjadł dziś jeszcze żadnego numeru. Biedactwo.
 W każdym razie wałęsałem się po szkole coraz bardziej tracąc wiarę w siebie, bo moja po części nieśmiałość i po części chęć odseparowania się od innych nie pozwalała mi się zbliżyć do jakiegokolwiek ucznia naszej drogiej szkoły. Jak podchodziłem do świeżo uformowanych grupek, te obrzucały mnie tylko ponurym spojrzeniem i oddalały się w popłochu szepcząc coś między sobą. A do dresów, grubasów i no-lifów wolałem nie podchodzić. Ich zapach mnie przytłaczał. Czułem się wtedy jak taki zagubiony kotek, którego trzeba uratować.
 Właśnie! Co się stało z moją kocią częścią? Magicznie zniknęła, rozpłynęła się w powietrzu?
 Gówno prawda!
 Nic się z nią nie stało! Uszka i ogonek były na swoim miejscu i na razie nie miały zamiaru mnie opuszczać (powtarzam się, wiem). Teraz niemiłosiernie swędziały mnie ukryte dyskretnie pod ubraniami. Choć nie lubię nosić dzwonów na nogach, Kenta mnie do tego namówił.
 Właśnie. Kenta. Co z nim?
 Rozejrzałem się dookoła, ale skurczybyka nigdzie nie było. Cóż, może poszedł już do klasy? Nie minęła minuta a z powrotem byłem pod salą od Japońskiego, jednak nie znalazłem go i tam. Podrapałem się delikatnie po głowie. Gdzie on się podział?
 Nagle coś jakby mnie olśniło, gdy nieświadomie w sumie westchnąłem przez nos. Zapach! Czułem jego zapach! Ucieszony klasnąłem w dłonie tańcząc w serduszku czaczę i starając się wyczuć słodką woń jego skóry zacząłem krążyć w koło. Pewnie wyglądałem teraz jak pies tropiący.
 Wreszcie! Znalazłem! Nie zważając na to, że zachowywałem się jak pajac i pewnie swoim kretyńskim zachowaniem zwabiłem spojrzenia tysiąca przechodniów, ruszyłem przed siebie starając się nie zgubić zapachu. Jednak po minucie chodzenia nagle coś mnie zamurowało.
 To nie był jego zapach.
 Znaczy był, ale w jakimś stopniu wymieszany z jakimś innym. Tak jakby przebywał z kimś, kogo znam, kto posiada bardzo podobną woń, ale nie identyczną... Taką jak ma... Pan Saji?
 Jednocześnie przestraszony i zaintrygowany powoli zbliżyłem się do drzwi, zza których wydobywał się ich zmieszany zapach. Ucieszony spojrzałem na powieszoną krzywo tabliczkę, która zdążyła już podrdzewieć.
- Składzik? - przeczytałem zdziwiony i podrapałem się w głowę. Co do cholery mogą robić tam uczeń i nauczyciel razem? Może Kenta zaczął już się podlizywać gronu pedagogicznemu i zatrudnił się w godzinach porannych jako pan woźny?
 Chwyciłem za klamkę i właśnie miałem ją naciskać, gdy doszedł do mnie niepokojący jęk. Zmarszczyłem brwi. Co jest? Czyżby mój kolega i ten nauczyciel właśnie...
 Odskoczyłem na odległość metra. Całą twarz miałem czerwoną jak dojrzałe jabłka i oddychałem niespokojnie. Nienienienienienienie! NIE!
- ...nie...
 Co? Byłem pewny, że coś usłyszałem... Podszedłem mimowolnie bliżej i przyłożyłem delikatnie ucho do drzwi, sprawdzając swoją teorię. Dochodziły do mnie dźwięki przyciszonej rozmowy.
- ...że to nienormalne.
- Ale co ja mam zrobić? Zresztą sam pracujesz w tej szkole, nie mów mi, że to nienormalne.
- Ja się z tym przynajmniej kryję.
 Bezszelestnie przysunąłem się jeszcze bliżej. O czym oni rozmawiają?
- Tak, tak. Widziałem już jak się kryjesz. Patrzysz na niego jak na smakowity kąsek.
- Bo tak pięknie pachnie... Sam przecież go wąchałeś, jego woń jest jednocześnie niczym z nieba i piekła. Sam zresztą pewnie ledwo się powstrzymujesz, aby nie wypić jego krwi, wampirze.
 Co? To pan Saji wie wampiryźmie Kenty? Ale jak?
- Nie mów tak do mnie. Co to był w ogóle za układ? Dlaczego miałem się z tobą przespać, żebyś go zostawił?
 Mimowolnie zaczerwieniłem się jeszcze bardziej. A więc to prawda!
- A ty? Czemu tak zależy ci na jego krwi?
- Nie chcę jego krwi! - przez jego krzyk zabolały mnie uszy, skryte pod czapką z daszkiem. Cicho syknąłem. - Mikado jest też moim przyjacielem!
 OMG.
 Teraz dosłownie, ZATKAŁO KAKAŁO.
 Czyli oni przez cały czas rozmawiali o mnie? Że co?!
 Czyli Kenta zgodził się na ten jakże romantyczny seks pośród środków czyszczących, mopów i past do podłóg, aby mnie ochronić?
 Aż przez chwilę miałem łzy w oczach. Takiego przyjaciela to tylko pozazdrościć!
- Przyjacielem? Czy tylko chodzącym pojemnikiem na świeżą krew, hmm?
- Zamknij się!
- A może... kimś więcej?
 Wstrzymałem oddech. Za drzwiami składzika nastała cisza, która trwała prawie całą wieczność.
- ...może.
 Moje serce zabiło szybciej. Czy ja... Jestem dla Kenty kimś kogo kocha? Kimś kogo chce posiadać na własność? Kimś z kim chce pozostać na zawsze?
 Kimś więcej?
 Czemu ta informacja jednocześnie tak mnie szokuje i cieszy? Czemu mój oddech jest tak niespokojny? Czemu moje serce nie chce przestać tak walić?
 Czy ja go... lubię? W sensie bardziej niż przyjaciela?
 Właśnie to pomyślałem, gdy drzwi składzika otworzyły się gwałtownie, a ja spotkałem zaskoczone spojrzenie Kenty, którego policzki stawały się coraz bardziej czerwone.
- EEEEH?! - krzyknął na cały głos, po chwili zatykając sobie usta dłońmi. Odwróciłem wzrok na pobliską ścianę, której faktura wydała mi się teraz wyjątkowo interesująca. - C-c-c-c-c-c-co ty tu robisz?!
- Stoję. - odparłem wyjątkowo spokojnie.
- Od jak dawna?
- Od... wystarczającej ilości czasu.
- A... jak tu trafiłeś?
- Po zapachu. - wskazałem na swój nos.
- Ach... Więc... Po co tu jesteś?
- Szukałem cię.
- No... dobrze.
 ...Ale wpadłem!

»•»♥«•«

 Wracaliśmy do klasy w nieznośnej ciszy. Było już dawno po dzwonku, więc nasze kroki odbijały się od ścian, a to tyko potęgowało wrażenie megadługości korytarzy - wydawało się, że idziemy w nieskończoność.
- Wiesz... - powiedział Kenta, przerywając milczenie. Spojrzałem na niego z ukosa. - Nie miej o mnie złego zdania, po tym co zrobiłem... Gdybym nie... no wiesz...
- ...uprawiał z nim dzikiego seksu w szkole? - podsunąłem ironicznie.
- No... - dziwne... Myślałem, że się zezłości... - To byłbyś już śpiący z pradziadami, że tak powiem...
 Zdziwiłem się. Niby coś tam o tym mówili, ale...
- Czemu? Coś mi zagrażało? - spytałem głupio.
- No a jak myślisz?
- ... - nie odpowiedziałem. Kenta westchnął cicho i pokazał za siebie palcem.
- Tamten koleś to wilkołak.
 ...co?
- Możesz powtórzyć? - aż stanąłem w miejscu z wrażenia.
- Mikuś, nie przesłyszałeś się. Pan Saji jest wilkołakiem.
 Wpatrywałem się w jego poważną twarz szeroko otwartymi oczami. Jak to? Najpierw demony, wampiry, a teraz wilkołaki?! Co tu się kurwa dzieje?!
- To dlatego ma tę czapkę?
- Tak. Jak i również ty - skrywa pod nią uszy.
 Aach... Ale chwila...
- Ale w jaki sposób to miałoby mi zagrażać? - spytałem nieco podejrzliwie.
- Wilkołaki są znane z tego, że zjadają ludzi pod postaciami potworów. Mogą kogoś zarazić wilkołactwem przez pogryzienie i wpuszczenie do krwi ofiary swojej krwi. Tak samo jak my - wskazał na siebie - popełnili jakiś określony grzech w przeszłości i muszą go odpokutować. Nie wiem, czy wiesz, ale czysta krew wbrew pozorom nie smakuje dobrze. To jak kasza bez sosu.
- Aha. Ale co to ma do mnie? - spytałem się cicho.
- Właśnie do tego dążę. Ponieważ jesteś demonem, twoje ciało i krew automatycznie są skażone. Ale ponieważ nikogo nie pobiłeś jeszcze nikogo, ani nie zabiłeś twój zapach jest po prostu idealny. Przebywając w twoim towarzystwie trudno mi się powstrzymać od ciągłego wąchania ciebie. - Zarumieniłem się mimowolnie, słysząc jego słowa. - Lecz nie mam nawet myśli o tym, aby cię wypić, ponieważ jesteś moim przyjacielem. Ale pan Saji nie uważa cię za nikogo więcej niż zwykłego ucznia, więc nie ma żadnych oporów, Właśnie dlatego musiałem zrobić... to z nim, żeby się od ciebie odczepił i nie próbował cię zjeść. Koniec.
 Mimo iż już wcześniej usłyszałem te wyznania zza drzwi, powiedzenie przez niego mi tego prosto w twarz jeszcze bardziej mnie wzruszyło.
- Kenta~! - załkałem i przytuliłem się do jego ciepłego torsu. Od razu delikatnie objął mnie swoimi bezpiecznymi ramionami i pogłaskał po plecach. - Uwielbiam cię, wiesz?

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

» Nie bój się, ten edytor nie gryzie~ « ≥ω≤ ♥