No więc, ja tak... Dzięki~ Dzięki na 300 wejść .//////. To jest COŚ wykopane z czeluści komputera. Takie tam wypracowanko z "WPiWP". Ze Stasiem, Nel, Kalim, lwami i Meą w roli głównej. Chodziło o to, aby w formie kartki z pamiętnika opisać jakąś scenę z książki. Ktoś w ogóle z tej lektury coś pamięta...? Ja nic. Nie była zbyt zajmująca. Cóż, w końcu to Sienkiewicz.
ZAPRASZAM~
24
b.r. Miesięcy już nawet nie liczę.
Drogi pamiętniczku ♥.
Dzisiaj wraz z Kalim, Meą i Stasiem, tak jak poprzednie dwa dni, szliśmy wąwozem. Zbliżała się pora dżdżysta, dni były takie gorące! Na horyzoncie widać już pierwsze deszcze i tęcze, a w nocy na przemian parzyło i zamrażało.. Gdy dziś zatrzymaliśmy się, by nazbierać takich dziwnych owoców w kształcie melonów, Staś powiedział do mnie, że jest niczym ten „błędny rycerz”. Nie wiem kto to taki, ale on wytłumaczył mi, że to taki ktoś, kto ma swoją księżniczkę i dla niej walczy. To tak jakbym ja była taką księżniczką, ale Staś powiedział, że nie. Troszkę mnie to uraziło, nie powiem. Cóż, ale chyba nie można z tego robić wielkiej sprawy. Potem przyleciały takie kolorowe papugi i powiedział, że gdy zatrzymamy się gdzieś na dłużej to mi taką złapie. Fajnie ♫!
Mieliśmy nocować na górze, koło lasu w którym są takie śliczne małpeczki! Inne niż te brzydkie pawiany, takie małe i miłe. Co chwila wiało mocniej, więc Kali ze Stasiem umocnili zeribę. No tak, przecież mogła się przewrócić i drapieżniki mogły wziąć nas za swój obiad! Potem zapadł zmrok i zrobiło się zupełnie ciemno, nawet gwiazd nie było widać. Słyszeliśmy tylko radosne okrzyki małpek, które bawiły się ze sobą. Wiatr przestał dąć i w ogóle nie poruszał powietrzem, przez co zrobiło się strasznie duszno. Ale... W jednej chwili wszystko ucichło i zaczęło nasłuchiwać. Straszny stęk przebił się przez ciszę i w jednej chwili odebrał mi całą odwagę. Zaczęłam się strasznie bać, co jeśli to coś nas zje?! Nie wiedziałam czy przeżyję w brzuchu drapieżnika i ile tam jest powietrza. Zaraz! To lew! Teraz na pewno umrę... Uparcie wpatrywałam się w ogień, mając cichą nadzieję, że to tylko samiec Alfa małp, czy coś w tym stylu, może jaszczurka. „Ale cicho Nel! Staś Cię obroni!” dodawałam sobie otuchy. W końcu zebrałam się w sobie i spojrzałam na niego.
- Eeee... - chciałam coś powiedzieć, ale wyszedł ze mnie tylko niewyraźny charkot. Jeszcze raz odetchnęłam. - Stasiu, lew nas nie napadnie?...prawda?
- Nie napadnie, patrz jaka zeriba wysoka.
Odetchnęłam z ulgą. Troszkę mniej się bałam, Staś dodał mi otuchy, ale nogi i ręce nadal mi drżały, szczękały zęby mimo upału i łzy cisnęły się do oczu. Chłopak spojrzał na mnie przelotnie, ale widząc mą trzęsącą się brodę szybko rzekł:
- Nie bój się! Nie płacz!
Ale ja nie chciałam dać po sobie poznać, że się czegoś boję, więc odetchnęłam i wyprostowałam się dumnie.
- Ja nie chcę płakać... Tylko mi się... oczy pocą. Oj!
Ostatnie zakrzyknęłam płaczliwie, gdy z gęstwiny wyłonił się potworny ryk, jeszcze bliższy od poprzedniego. Konie zaczęły przeć na zeribę i gdyby nie umocnienia już pewnie dawno by ją złamały. Saba począł warczeć, a ja czułam, że jeszcze chwila i umrę ze strachu. Piszczało mi w uszach od przyśpieszonego pulsu i przez irytujące dźwięki zdołałam tylko zidentyfikować głos Kalego:
- Panie dwa!... dwa, dwa!...
Domyśliłam się, że chodzi o dwa lwy. Faktycznie, ryki zaczęły powtarzać się, jakby drapieżniki wyrażały swoją irytację i zdenerwowanie z zaistniałej sytuacji, gdyż od ataku dzieliła je jedynie zeriba i błyskający błękitem płomień. Teraz to już byłam wystraszona, że gdyby Staś kazał mi uciekać, nadal siedziałabym w miejscu. Oczyma wyobraźni widziałam głodne lwy pożerające Kalego, Stasia, mnie...
Nagle ryki ustały. Spojrzałam na Stasia zdezorientowana i głowę po chwili zwróciłam ku niebu. Drzewa zasłaniały mi widok, ale po chwili usłyszałam szum liści. Czyżby...deszcz?
- Co tam? - spytał Staś.
- Deszcz! - odrzekł Kali.
To potwierdziło mnie w przekonaniu, że mam rację. Rzeczywiście, po chwili pierwsza kropla spadła mi na policzek, później na włoski i sukienkę. Płomień zaczął przygasać, a mokre drewno przestało nadawać się na podpałkę. Zza zariby rozległy się dwa zadowolone pomruki, zdecydowanie bliżej niż pamiętałam ostatnio, po czym lwy ponownie zaczęły zdzierać sobie gardła w nocnym koncercie. Staś szybko zagonił mnie pod namiot, otulił kocem i zauważając, że spoglądam na gasnące ognisko, wytłumaczył szybko:
- Gdy ulewa zaleje ogień, będzie nas broniła jeszcze zeriba.
Kiwnęłam głową, a gdy Staś opuścił namiot, wyjęłam stary zeszyt i piszę teraz ten wpis. Teraz rozpętała się wichura i nie wiem, co mam myśleć. Boję się o Stasia, czy sobie poradzi. Ach, głupia Nel! To przecież Staś! Na pewno tak będzie.
Kończę to, bo wiatr wygląda jakby miał ochotę rozerwać ten pozorny schron na strzępy. Może jeszcze kiedyś Cię zobaczę, przyjacielu!
Nel ♥♥♥♥
Cóż... Trochę mało, ne? Więc na pocieszenie, oto zdjęcie myfci~:
Drogi pamiętniczku ♥.
Dzisiaj wraz z Kalim, Meą i Stasiem, tak jak poprzednie dwa dni, szliśmy wąwozem. Zbliżała się pora dżdżysta, dni były takie gorące! Na horyzoncie widać już pierwsze deszcze i tęcze, a w nocy na przemian parzyło i zamrażało.. Gdy dziś zatrzymaliśmy się, by nazbierać takich dziwnych owoców w kształcie melonów, Staś powiedział do mnie, że jest niczym ten „błędny rycerz”. Nie wiem kto to taki, ale on wytłumaczył mi, że to taki ktoś, kto ma swoją księżniczkę i dla niej walczy. To tak jakbym ja była taką księżniczką, ale Staś powiedział, że nie. Troszkę mnie to uraziło, nie powiem. Cóż, ale chyba nie można z tego robić wielkiej sprawy. Potem przyleciały takie kolorowe papugi i powiedział, że gdy zatrzymamy się gdzieś na dłużej to mi taką złapie. Fajnie ♫!
Mieliśmy nocować na górze, koło lasu w którym są takie śliczne małpeczki! Inne niż te brzydkie pawiany, takie małe i miłe. Co chwila wiało mocniej, więc Kali ze Stasiem umocnili zeribę. No tak, przecież mogła się przewrócić i drapieżniki mogły wziąć nas za swój obiad! Potem zapadł zmrok i zrobiło się zupełnie ciemno, nawet gwiazd nie było widać. Słyszeliśmy tylko radosne okrzyki małpek, które bawiły się ze sobą. Wiatr przestał dąć i w ogóle nie poruszał powietrzem, przez co zrobiło się strasznie duszno. Ale... W jednej chwili wszystko ucichło i zaczęło nasłuchiwać. Straszny stęk przebił się przez ciszę i w jednej chwili odebrał mi całą odwagę. Zaczęłam się strasznie bać, co jeśli to coś nas zje?! Nie wiedziałam czy przeżyję w brzuchu drapieżnika i ile tam jest powietrza. Zaraz! To lew! Teraz na pewno umrę... Uparcie wpatrywałam się w ogień, mając cichą nadzieję, że to tylko samiec Alfa małp, czy coś w tym stylu, może jaszczurka. „Ale cicho Nel! Staś Cię obroni!” dodawałam sobie otuchy. W końcu zebrałam się w sobie i spojrzałam na niego.
- Eeee... - chciałam coś powiedzieć, ale wyszedł ze mnie tylko niewyraźny charkot. Jeszcze raz odetchnęłam. - Stasiu, lew nas nie napadnie?...prawda?
- Nie napadnie, patrz jaka zeriba wysoka.
Odetchnęłam z ulgą. Troszkę mniej się bałam, Staś dodał mi otuchy, ale nogi i ręce nadal mi drżały, szczękały zęby mimo upału i łzy cisnęły się do oczu. Chłopak spojrzał na mnie przelotnie, ale widząc mą trzęsącą się brodę szybko rzekł:
- Nie bój się! Nie płacz!
Ale ja nie chciałam dać po sobie poznać, że się czegoś boję, więc odetchnęłam i wyprostowałam się dumnie.
- Ja nie chcę płakać... Tylko mi się... oczy pocą. Oj!
Ostatnie zakrzyknęłam płaczliwie, gdy z gęstwiny wyłonił się potworny ryk, jeszcze bliższy od poprzedniego. Konie zaczęły przeć na zeribę i gdyby nie umocnienia już pewnie dawno by ją złamały. Saba począł warczeć, a ja czułam, że jeszcze chwila i umrę ze strachu. Piszczało mi w uszach od przyśpieszonego pulsu i przez irytujące dźwięki zdołałam tylko zidentyfikować głos Kalego:
- Panie dwa!... dwa, dwa!...
Domyśliłam się, że chodzi o dwa lwy. Faktycznie, ryki zaczęły powtarzać się, jakby drapieżniki wyrażały swoją irytację i zdenerwowanie z zaistniałej sytuacji, gdyż od ataku dzieliła je jedynie zeriba i błyskający błękitem płomień. Teraz to już byłam wystraszona, że gdyby Staś kazał mi uciekać, nadal siedziałabym w miejscu. Oczyma wyobraźni widziałam głodne lwy pożerające Kalego, Stasia, mnie...
Nagle ryki ustały. Spojrzałam na Stasia zdezorientowana i głowę po chwili zwróciłam ku niebu. Drzewa zasłaniały mi widok, ale po chwili usłyszałam szum liści. Czyżby...deszcz?
- Co tam? - spytał Staś.
- Deszcz! - odrzekł Kali.
To potwierdziło mnie w przekonaniu, że mam rację. Rzeczywiście, po chwili pierwsza kropla spadła mi na policzek, później na włoski i sukienkę. Płomień zaczął przygasać, a mokre drewno przestało nadawać się na podpałkę. Zza zariby rozległy się dwa zadowolone pomruki, zdecydowanie bliżej niż pamiętałam ostatnio, po czym lwy ponownie zaczęły zdzierać sobie gardła w nocnym koncercie. Staś szybko zagonił mnie pod namiot, otulił kocem i zauważając, że spoglądam na gasnące ognisko, wytłumaczył szybko:
- Gdy ulewa zaleje ogień, będzie nas broniła jeszcze zeriba.
Kiwnęłam głową, a gdy Staś opuścił namiot, wyjęłam stary zeszyt i piszę teraz ten wpis. Teraz rozpętała się wichura i nie wiem, co mam myśleć. Boję się o Stasia, czy sobie poradzi. Ach, głupia Nel! To przecież Staś! Na pewno tak będzie.
Kończę to, bo wiatr wygląda jakby miał ochotę rozerwać ten pozorny schron na strzępy. Może jeszcze kiedyś Cię zobaczę, przyjacielu!
Nel ♥♥♥♥
Cóż... Trochę mało, ne? Więc na pocieszenie, oto zdjęcie myfci~:
Tak, to to kawał mojej gęby ;=;
No cóż, Do Widzenia więc, może W Piczy i W Piździe XD :3
No cóż, Do Widzenia więc, może W Piczy i W Piździe XD :3

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz
» Nie bój się, ten edytor nie gryzie~ « ≥ω≤ ♥